Kolekcja
Zaczęło się całkiem niewinnie, bo od wyprawy na Dolny Śląsk, dokąd małżeństwo często jeździ na łowy kolekcjonerskie. Tam trafili akurat do Muzeum Karkonowskiego w Jeleniej Górze, gdzie obejrzeli wystawę, na której pokazane były porcelanowe uchwyty do spłuczek górnopłukowych.
– Wisiały na łańcuszkach. Zwróciliśmy uwagę, że na niektórych ceramicznych uchwytach były informacje reklamowe, skąd pochodziły. Dzięki temu poznaliśmy ich historię – mówi pan Wojtek.
Napisy były przeważnie po niemiecku, co jeszcze bardziej ich zainteresowało i już poczuli, że odkryli nową pasję kolekcjonerską. Po powrocie do domu dokładnie obejrzeli swoją krakowską jeszcze wtedy rączkę do spłuczki i zaczęli się na poważnie interesować tematem, czyli szukać pociągaczy na targach staroci. Powolutku zaczęli budować kolekcję, co nie było łatwe.
– Na dzień dzisiejszy w samej łazience wisi ponad 30 sztuk, a cześć jest pochowana.
Ceramika
Większość to ceramika. Jeden z mosiądzu i jeden z baklelitu.
Pogłębić wiedzę na ich temat pomagają oryginale katalogi fabryki armatur z Krakowa z lat 30. Właśnie z rysunków w nich zamieszczonych dowiedzieli się o właściwej ich nazwie.
– Podstawowa wersja nazywa się właśnie pociągacz klozetowy, czyli rączka od spłuczki.
W kolekcji mają też zdecydowanie bardziej rozbudowane mechanizmy.
W Polsce temat ich nie jest szczególnie znany, ale za to na świecie już tak!
– Obserwuję strony na pintereście czy aukcje na Ebayu, gdzie osiągają zawrotne ceny. Można tam znaleźć pociągacze bardzo zdobione i wyszukane. Są one produkowane na świecie do dzisiaj. To w Polsce odeszliśmy od produkcji pięknych, oryginalnych rzeczy ku chwale nowoczesności…
Historia pociągaczy to zwrot w stronę lat 20-30. Były standardowym elementem wystroju mieszkań. Nie zachowało się ich dużo, bo po wojnie wiele z nich uległo dewastacji. Szczególnie na terenach zachodnich (opisuje to w książce „Poniemieckie”, Karolina Kuszyk), gdzie na ziemie odzyskane docierała nie tylko ludność wykształcona, ale też wiejska, dla której przedtem szczytem cywilizacji był wychodek za domem, o ile był!
– Nagle trafiali do mieszkań, gdzie znajdowali „takie” sprzęty i nie wiedzieli, co z nimi zrobić, więc je wyrzucali. Nie było też fachowców, którzy zadbaliby o nie, gdyby się coś zepsuło.
Firmy
Jeśli ktoś chce nadal mieć elegancki i klasyczny pociągacz klozetowy, może go zamówić, bo i w Polsce są firmy, które je produkują, ale są to rzeczy niszowe i kosztowne.
– Moje najciekawsze okazy z dawnych lat, to są te z nadrukami reklamowymi, ciekawymi kształtami. W Polsce były to pojedyncze egzemplarze, bo zazwyczaj wisiały tylko proste i bez nadruków.
Mało osób się u nas nimi interesuje – bo jak brutalnie, ze śmiechem podkreśla pan Wojtek:
– Kto zbiera rzeczy od kibla? Kogo to zainteresuje? Kto zacznie mieć takie ”gówniane hobby”?
Bądźmy poważni!
Txt: Jowita Kamińska
Foto: Wojciech Jama



