Krwawe widmo historii
Złota era Hollywood była podporządkowana ówczesnej nietolerancji w reprezentacji rasowej aktorów. Dziś, wiele lat od premiery kultowych produkcji, często słyszy się, że któryś z legendarnych tytułów trafia na tzw. czarną listę ze względu na stereotypowe przedstawienie Afroamerykanów i ograniczenie ich ekranowej funkcji do portretowania służby. I choć w przypadku kina historycznego można przecież kłócić się z tak ostrymi reakcjami ze względu na tragiczną i wstydliwie prawdziwą stronę historii niewolnictwa, to w niektórych obrazach z ekranu bił wyraźny rasizm.
W „Przeminęło z wiatrem” portretująca lojalną wobec swojej pani Mammy Hattie McDaniel zdobyła za swoją pracę Oscara dla drugoplanowej aktorki – co samo w sobie przetarło szlak Afroamerykanom do prestiżowej nagrody. Ale już w „Łodzi ratunkowej” Alfreda Hitchcocka jedyny czarnoskóry aktor, który znalazł się na tratwie rozbitków walczących o przetrwanie na otwartej wodzie w trakcie II wojny światowej, był chłopcem okrętowym, który wśród rozbitków w dalszym ciągu był traktowany jako ten „gorszy”.
Głos sprzeciwu
Właśnie w takim filmowym świecie triumfy święciła Dorothy Dendridge – początkowo z dumą odrzucająca angaże do ról niewolnic czy popularnych wówczas w hollywoodzkich przygodówkach „dzikusek”, z czasem złamana przez rasistowski system. Przyszła na świat 9 listopada 1922 roku w Cleveland w stanie Ohio. Jej matka, Ruby, była związana z artystycznym środowiskiem. Dorothy wraz z siostrą Vivian wielokrotnie towarzyszyła jej na scenie, gdzie już jako dziecięca gwiazdka dowodziła swych zdolności wokalnych i tanecznych.
Ruby namawiała utalentowaną i piękną córkę, aby zajęła się aktorstwem na poważnie. Zafascynowanej światem sztuki Dorothy Dandridge nie trzeba było długo przekonywać. Na wielkim ekranie zadebiutowała drobną rolą już w 1935 roku przy okazji muzycznej komedii „Mississippi”. Przez kolejne lata otrzymywała niewielkie angaże, a poza produkcjami hollywoodzkiego nurtu, grała też w filmach dedykowanych Afroamerykańskiej publiczności z czarną obsadą aktorską.
Dorothy Dandridge spełniała się także w występach na żywo. Koncertowała w nocnych klubach, w tym tak popularnych miejscówkach jak nowojorski Waldorf Astoria’s Empire Room. Później wyznała, że segregacja rasowa zmuszała ją do samotnego zamykania się w pokojach hotelowych, jeśli akurat nie odbywała próby czy nie występowała.
Dorothy Dandridge cieszyła się sporą popularnością, ale na przełom, który wyniósł ją na gwiazdorski firmament, musiała trochę zaczekać…
Oscarowa ścieżka
W 1954 roku Dorothy otrzymała rolę, która zmieniła wszystko. Mowa o filmie „Carmen Jones”, czyli reinterpretacji opery w czterech aktach Georges’a Bizeta w reżyserii Ottona Premingera. W klasycznej kinematografii amerykańskiej pochodzący z Austrii twórca przełamywał regulacje Kodeksu Haysa (cenzurującego filmowców) i podejmował tematykę wówczas uznawaną za kontrowersyjną. Przykładowo, w „Złotorękim” z główną rolą Franka Sinatry przedstawił problem narkomanii.
„Carmen Jones” również pozostawała nowatorska pod każdym względem. Preminger przeniósł wypełnioną melodramatem i namiętnością opowieść na amerykańskie Południe, a obsadę skompletował wyłącznie z czarnoskórych aktorów. Dorothy Dandridge w tytułowej roli zelektryzowała widzów niezwykłym wigorem i wyrazistym portretem. Choć Dorothy od lat słynęła ze swej pięknej barwy głosu, to w „Carmen Jones” jej wokal zdubbingowała mezzosopranistka Marilyn Horne ze względu na operową tonację.
W niczym nie umniejszyło to jednak aktorskim dokonaniom Dandridge, która zachwyciła nie tylko odbiorców, ale też krytykę. Została pierwszą aktorką za rolę pierwszoplanową nominowaną do Oscara. W wyścigu po najbardziej pożądanego mężczyznę w Hollywood konkurowała z Audrey Hepburn, Judy Garland, Jane Wyman i Grace Kelly, w której ręce ostatecznie powędrowała nagroda.
Przegrana Dorothy Dandridge w wyścigu po Złotego Rycerzyka była wyłącznie pozorna. W rzeczywistości jej nominacja do Nagrody Akademii przetarła szlak licznym aktorkom.
Pierwszą Afroamerykanką z Oscarem była Hattie McDaniel – aktorka zdobyła jednak wyróżnienie za występ drugoplanowy. Po nominacji Dorothy Dandridge w pierwszoplanowej kategorii trzeba było czekać blisko pół wieku, aby czarnoskóra aktorka odebrała symboliczną statuetkę. Stało się to dopiero w 2002 roku, gdy Halle Berry uhonorowano właśnie takim Oscarem za popis dramatycznych zdolności w „Czekając na wyrok”. Co interesujące, Halle w 1999 roku sportretowała samą Dorothy Dandridge, swoją inspirację, w biograficznym obrazie „Kariera Dorothy Dandridge”.
Walka ze stereotypami
Ogromny sukces „Carmen Jones” wyniósł Dorothy na szczyt, jednak jej upadek z firmamentu był równie szybki. Aktorka miała ogromny talent, ambicję i chęć do ciężkiej pracy, ale złamał ją rasistowski duch tamtych czasów.
Gwiazda bardzo długo unikała stereotypowych ról, które zwykle czekały na Afroamerykanów i sprowadzały ich do pobocznej służby w filmach kostiumowych. Na co dzień Dorothy wspierała ponadto walkę z rasizmem, była zaangażowana w działania Krajowego Stowarzyszenia na rzecz Popierania Ludności Kolorowej oraz walczącego o prawa obywatelskie National Urban League.
W 1957 roku Dorothy wystąpiła w „Wyspie w Słońcu” podejmującej oburzający ówczesnych Amerykanów temat związków międzyrasowych, a dwa lata później stworzyła symboliczny duet z Sidneyem Poitierem – pierwszym czarnoskórym aktorem nagrodzonym Oscarem, w musicalu „Porgy i Bess”. W końcu jednak brak angaży sprawił, że przyjmowała cokolwiek jej oferowano, a ról i tak było niewiele… Na początku lat 60. aktorka zbankrutowała.
Zakulisowe tragedie
Kryzys w karierze szedł w parze z dramatami życia prywatnego. W 1942 roku Dorothy Dandridge wyszła za mąż za tancerza Harolda Nicholasa. Mężczyzna rozpoczął jej nieszczęśliwą drogę wyborów miłosnych. Dorothy miała pecha do toksycznych mężczyzn. Nicholas był kobieciarzem i narcyzem. Gdy rok po ślubie Dorothy rodziła ich córkę, on odmówił jej wspólnego samochodu w drodze do szpitala, gdyż był mu potrzebny… aby dostać się na pole golfowe.
Z powodu późnego dotarcia do szpitala, które wydłużała bezowocna nadzieja Dorothy, że mąż przedłoży jednak jej stan nad rozgrywkę, poród wymagał użycia kleszczy. Dziecko urodziło się z porażeniem mózgowym, do którego najprawdopodobniej przyczyniła się cała sytuacja. Dorothy oddała całe serce córeczce i dbała o profesjonalną opiekę dla niej.
Z Haroldem Nicholasem rozwiedli się w 1951 roku. Trzy lata później na planie wspomnianej „Carmen Jones” Dorothy nawiązała legendarny już romans z reżyserem Ottonem Premingerem, który ponownie obrócił jej życie w piekło. Pierwsze, płomienne chwile doprowadziły później do jej kolejnego dramatu. Dorothy zaszła w ciążę z Premingerem, który pozostawał żonaty, a co najważniejsze dla nietolerancyjnego Hollywood – biały. On nie zamierzał odchodzić od żony, a agenci „nie mogli” pozwolić, aby ktokolwiek dowiedział się o międzyrasowym romansie. Dorothy Dandridge zmuszono do aborcji szeregiem licznych zastraszeń o społecznym ostracyzmie i zrujnowaniu kariery.
W 1959 roku po raz ostatni uwierzyła, że ma szansę na prawdziwą miłość. Znowu się pomyliła. Drugi mąż Jack Denison był przemocowcem i doprowadził ją do finansowej ruiny. Ich rozwód w 1962 roku odbył się w otoczce oskarżeń o przemoc domową.
Pożegnanie
W wyniku bankructwa Dorothy została zmuszona sprzedać swoją hollywoodzką rezydencję. Umieściła córkę w specjalistycznym szpitalu, a sama zamieszkała w malutkim mieszkaniu. W połączeniu z brakiem ofert pracy przeżywała psychiczne piekło. Jedyne, co jej zostało, to występy w podrzędnych barach.
Jej nieliczni znajomi opowiadali później, że Dorothy wciąż miała chwile, w których wyrażała nadzieję na poprawę kariery i powrót na ekran, aby za chwilę skończyć rozmowę w depresyjnym tonie. W ostatniej rozmowie telefonicznej z przyjaciółką miała powiedzieć: „Cokolwiek się stanie, wiem, że zrozumiesz”.
Rankiem 8 września 1965 roku 42-letnia Dorothy Dandridge została znaleziona martwa w swoim mieszkaniu. Przyczyną śmierci okazało się przedawkowanie leku o działaniu antydepresyjnym. Przypadkowe czy celowe? To pytanie wciąż nurtuje fanów jej dorobku.



