Oskarżył własną żonę o czary. Umarł podczas tortur

Oskarżył własną żonę o czary. Umarł podczas tortur

Giles Corey nie miał łatwego charakteru. Był bogatym rolnikiem i zapewniał pracę wielu mieszkańcom wioski, ale wśród sąsiadów słynął jako kłótliwy raptus, któremu nie warto wchodzić w drogę. Któregoś dnia sprał parobka na kwaśne jabłko tylko za to, że ten ukradł kilka owoców z sadu jego szwagra. Walił kijem na oślep tak, że chłopak konał przez dziesięć dni. Wtedy Corey zapłacił grzywnę. Zapewne nie spodziewał się, że swoje życie też zakończy w męczarniach, oskarżony o czary i konszachty z diabłem. Przeszedł do historii jako jedyna ofiara sądownie nakazanego peine forte et dure (zmiażdżenia) w Ameryce Północnej.

Giles Corey urodził się w sierpniu 1611 r. w Northampton w Anglii. Pochodził z ubogiej, lecz bogobojnej purytańskiej rodziny. Marzył o lepszym życiu dla siebie i swojej żony Margaret, z którą planował mieć dużo dzieci. Chciał być rolnikiem. Nie wahał się, gdy pojawiła się okazja wyemigrowania na nowy, wciąż jeszcze mało znany ląd – do Ameryki. Tam, w zatoce Massachusetts, osiadali kolejni purytanie, m.in. uciekający przed prześladowaniami kościoła anglikańskiego. Po niemal roku podróży 29-letni Giles i młodsza o kilka lat Margaret stanęli na amerykańskiej ziemi.

Początkowo Corey najmował się do pracy u innych farmerów, skrupulatnie oszczędzając niemal wszystkie zarobione pieniądze. Kilka lat później, z żoną i dwójką dzieci u boku, osiadł na farmie w maleńkiej miejscowości Salem Village, w pobliżu Salem Town. Dzięki swojej pracowitości i purytańskiej oszczędności szybko stał się jednym z najzamożniejszych mieszkańców wsi.

Margaret umarła wkrótce po tym, jak wydała na świat ich czwartą córkę. Giles nie zamierzał do końca życia być wdowcem, poza tym wciąż marzył o synu. W kwietniu 1664 r. ożenił się z Mary Bright, która była o 10 lat młodsza od 53-letniego wówczas Coreya i również pochodziła z Anglii. Wkrótce urodził im się syn.

Porywczy staruszek

Lata mijały mu na ciężkiej pracy i żarliwej modlitwie. Regularnie chodził do kościoła i był aktywnym członkiem parafii. Jednocześnie sąsiedzi i inni mieszkańcy Salem Village nie pałali do niego sympatią. Giles z wiekiem stawał się coraz bardziej mrukliwy, nie miał zrozumienia dla ludzkich słabości, a jego porywczość, skłonność do bitki i iście niedźwiedzia siła sprawiały, że ludzie unikali go jak ognia. Któregoś dnia przyłapał swojego parobka Jacoba Goodale’a na kradzieży owoców z sadu szwagra. Pobił go kijem tak mocno, że chłopak konał przez dziesięć dni. Co prawda Giles Corey sam wezwał lekarza do umierającego Jacoba, niczym jednak nie można mu już było pomóc. Corey został skazany na karę grzywny i kilka uderzeń w dłoń za użycie „nadmiernej siły” – nigdy nie poniósł jednak kary za morderstwo.

Z kolei żona Gilesa uwielbiała plotki, które przy okazji sama tworzyła i „w największej tajemnicy” powierzała innym parafiankom. To m.in. Mary rozpowiadała, że jej bogaty sąsiad John Smith smali cholewki do swojej szwagierki Elizabeth Goodell, a nawet oskarżyła go o „czyny lubieżne”, których miała być świadkiem. John Smith pozwał szwagierkę o zniesławienie, ta z kolei złożyła do niego doniesienie za nieobyczajne zachowanie. John Smith został uznany za winnego i skazany na chłostę. Wydaje się, że John był bardziej lubiany przez współmieszkańców niż Coreyowie, ponieważ w archiwach Salem zachowała się wzmianka o tym, że przyjaciele zrzucili się i uratowali Smitha przed karą cielesną, wpłacając za niego grzywnę.

W 1684 r. Giles znowu został sam. Mary zmarła, dzieci miały już własne rodziny. Według niektórych źródeł, Corey ożenił się po raz trzeci kilkanaście miesięcy po śmierci Mary, nigdzie jednak nie odnotowano tego faktu. Wiadomo, że w 1690 r., jako prawie 80-letni mężczyzna, Giles ożenił się z Marthą Rich, młodszą o 10 lat mieszkanką Salem Village. Na portalu muzeum w Salem można znaleźć informacje, że małżeństwo prawdopodobnie zostało zawarte z rozsądku, a nie z miłości, a na dodatek relacje pomiędzy małżonkami były prawdopodobnie burzliwe.

Oskarżenia

W styczniu 1692 r. dwie dziewczynki – córka i siostrzenica miejscowego pastora Samuela Parrisa – zachorowały na dziwną chorobę. 9-letnia Elizabeth Parris i 12-letnia Abigail Williams krzyczały i płakały, wydawały dziwne dźwięki i chowały się pod łóżkami, jakby uciekały przed niewidzialnymi napastnikami. Gdy pastor usiłował modlić się o ich wyzdrowienie, zasłaniały uszy i wyły. 8 lutego 1692 r. miejscowy lekarz William Griggs oświadczył, że wszystkie symptomy wskazują na opętanie – posiłkował się pracą Cottona Mathera „Memorable Providences Relating to Witchcrafts and Possessions”, w której opisywano podobne zachowania i klątwę rzuconą przez wiedźmę w Bostonie. Tu zacytujmy fragment książki „Czarownice. Salem, 1692” autorstwa Stacy Schiff, w której znajdziemy ciekawe teorie dotyczące genezy szaleństwa, które ogarnęło Zatokę Massachusetts w 1692 r.:

„W odizolowanych osadach, w ciemnych, zadymionych domach żyło się w mroku, a w mroku człowiek uważniej wytęża słuch, wyobraźnia pracuje żywiej i kwitnie to, co święte i tajemne. […] Nad Nową Anglią rozpościerało się niebo czarne niczym pióra kruka, niczym otchłań, biblijne ciemne niebo, pod którym człowiek gubił ścieżkę w nocy. W mroku zagajniki niepostrzeżenie przenosiły się z jednego miejsca w drugie. Nagle mógł cię zaatakować wściekły czarny wieprz i musiałeś się potem czołgać do domu zakrwawiony i zupełnie zdezorientowany. […] w sądzie w Salem mieszkańcy Nowej Anglii, jakże wnikliwi, wierni i oczytani, sprawiali niekiedy wrażenie, jakby pozostawali pod wpływem łagodnego środka halucynogennego.

Niewiele spotkalibyśmy w koloniach osób, dla których rzeczy nadprzyrodzone – podobnie zresztą jak sam diabeł – nie byłyby najzupełniej realne i nie stanowiłyby elementu codziennej kultury. Ówcześni ludzie nie wątpili w istnienie czarnej magii, tak jak nie wątpili w dosłowną prawdziwość Biblii. […] Po­nad­to upra­wia­nie cza­rów peł­ni­ło nie­zwy­kle uży­tecz­ną funk­cję: do ma­gicz­ne­go kotła można było wrzu­cić wszyst­ko, co po­wo­do­wa­ło gniew, dez­orien­ta­cję lub upo­ko­rze­nie, tłu­ma­cząc w ten spo­sób wszel­kie nie­szczę­śli­we lub bu­dzą­ce trwo­gę zda­rze­nia, czy to cho­ro­bę dziec­ka, czy zjeł­cze­nie masła, czy też atak mor­der­cze­go ko­cu­ra. Mąż wzru­szał ra­mio­nami: co, jeśli nie czary mogło spo­wo­do­wać si­nia­ki na ciele jego żony?” („Czarownice. Salem, 1692” Stacy Schiff, przekład Jan Dzierzgowski).

Na wieść o tajemniczej chorobie w rodzinie pastora po wsi zaczęły krążyć plotki, że winę za stan dziewczynek ponosi Tituba - służąca, według niektórych źródeł Indianka lub Barbadoska, która mieszkała w rodzinie od lat i czasem zabawiała dzieci opowieściami. Rosła jednak liczba chorych – kilka dni po Abigail i Elizabeth ich koleżanki zaczęły mieć podobne objawy, wskazujące na „klątwę”. Doszło też do pierwszych zatrzymań i oskarżeń – na widok Tituby, a także miejscowej żebraczki Sarah Good i niepełnosprawnej Sarah Osborn dziewczęta dostawały spazmów, krzyczały i wyprężały ciała jak przy ataku padaczki. Dla sądu był to dowód opętania.

Liczba oskarżonych rosła z każdym dniem. Wśród nich była nawet pięcioletnia córeczka Sarah Good, która rozpaczliwie płakała z tęsknoty za matką i „przyznała się” do odprawiania czarów.

Zgubna ciekawość

Posiedzenia sądu, podczas których dochodziło do konfrontacji oskarżonych z „opętanymi”, stanowiły nie lada rozrywkę dla mieszkańców Salem i innych okolicznych miasteczek. Giles Corey i jego żona, nazywana czasem upartą dogmatyczką, nie opuszczali żadnej rozprawy. Wkrótce jednak Martha zwróciła uwagę na teatralność i nienaturalność reakcji chorych dziewcząt i powiedziała mężowi, że lepiej nie brać w tym udziału. Giles nie chciał o tym słyszeć, więc któregoś dnia Martha schowała mu siodło, by nie mógł wygodnie dojechać z Salem Village, gdzie mieszkali, do Salem Town. Starszy pan jednak dopiął swego i pojechał na rozprawę, prawdopodobnie narzekał na swoją żonę w sądzie, co usłyszały dziewczęta. Już następnego dnia oskarżyły Marthę Corey o czary. Została zatrzymana 21 marca 1692 r.

Co zadziwiające, początkowo Giles Corey również złożył zeznania obciążające żonę – twierdził np., że nie słyszał ani dźwięku, gdy się rzekomo modliła. Opowiadał również o tym, że choruje mu bydło – później jednak wycofał te słowa obawiając się, że mogą zaszkodzić Marcie. Niemal miesiąc po aresztowaniu żony Giles Corey również został oskarżony o czary. Dziewczęta opowiadały, że jest czarodziejem i jednym z głównych organizatorów sabatów czarownic, a także o tym, że wysyła swoją podobiznę do ich domów i wraz z zatrzymaną żoną dręczy je po nocach.

"Więcej ciężaru"

Giles Corey od razu zaprzeczył wszystkim oskarżeniom i obrał specyficzną strategię walki o sprawiedliwość. Wiedział, że sąd wydaje wyroki skazujące wobec niemal wszystkich oskarżonych – od 1641 r. w Nowej Anglii uprawianie czarów i magii karano śmiercią, a cały majątek przechodził w ręce władz. Dlatego Corey postanowił nie dopuścić do przejęcia swojego majątku poprzez zablokowanie swojego procesu. Według ówczesnego prawa, by tryby machiny prawnej poszły w ruch, na pytanie sądu „Jak będziesz sądzony?” oskarżony musiał odpowiedzieć „Przez Boga i mój kraj”. Tymczasem Giles Corey milczał jak grób. Nie odezwał się słowem nawet wtedy, gdy sąd postanowił zastosować wobec niego tortury, by wymusić na nim wypowiedzenie odpowiedniej formułki. Nie dał się przekonać nawet swojemu jedynemu przyjacielowi Thomasowi Gardnerowi, który przez dwa dni błagał Gilesa, by zgodził się na rozpoczęcie procesu.

Corey był jedynym człowiekiem w historii Ameryki Północnej, wobec której sąd zastosował tzw. peine forte et dure (zmiażdżenie) – torturę polegającą na układaniu na piersi oskarżonego coraz większej liczby kamieni, by wydobyć z niego zeznanie lub doprowadzić do jego śmierci.

18 września 1692 r. Giles Corey został ekskomunikowany. Następnego dnia, wśród gapiów, został wyprowadzony z więzienia na pobliskie pole. Strażnicy położyli go na ziemi, a na jego ciało zaczęli układać kamienie. Za każdym razem, gdy dokładali ciężar, zadawali mu pytanie „Jak będziesz sądzony?”. Nie odezwał się ani słowem. Według legendy, po dwóch dniach niewyobrażalnego cierpienia, gdy poczuł, że koniec jest bliski, Giles Corey wyszeptał tylko „Więcej ciężaru” („More weight” – red.). Martha Corey, która nie przyznała się do winy i głośno dowodziła, że cały proces o czary to akt czystego szaleństwa, została stracona trzy dni później, 22 września – sąd skazał ją na karę śmierci przez powieszenie. W czasie procesów w Salem na śmierć skazano 19 spośród 23 oskarżonych osób.

Giles Corey w pewnym stopniu dopiął swego – jego majątek nie został przejęty przez władze, a zgodnie z testamentem trafił w ręce jego dwóch zięciów i zapewnił byt następnym pokoleniom.

Tragiczna śmierć Gilesa Coreya, który w obliczu potwornego bólu nie wydał z siebie ani jednego dźwięku, wstrząsnęła mieszkańcami Salem. Według niektórych badaczy, stała się punktem zwrotnym w sprawie czarów i otrzeźwiła niektórych obserwatorów.

W 1711 r. ofiary „procesów czarownic”, w tym małżeństwo Coreyów, zostały zrehabilitowane, a ich bliscy dostali odszkodowania.

Miejsce pochówku Gilesa Coreya i jego żony nie jest znane, jednak mieszkańcy ufundowali nagrobki, które upamiętniają ofiary „histerii na punkcie czarownic”.