Na ekranie
Na ekranie zobaczymy plejadę gwiazd: Marcin Dorociński, Andrzej Chyra, Robert Więckiewicz, Katarzyna Figura, Joanna Kulig, Maja Ostaszewska, Adam Woronowicz, Sonia Bohosiewicz, Tomasz Karolak, Małgorzata Bogdańska, Gabriela Muskała, Łukasz Simlat, Edyta Herbuś, Magdalena Cielecka, Marcin Kwaśny, Ilona Ostrowska.
Aktorzy Koterskiego zgodnie podkreślają, że uczucia, o których mowa w filmie idą ze sobą w parze.
SMUTEK I RADOŚĆ
Małgorzata Bogdańska: – Kiedy wieczorem sprawdzam maila i okazuje się, że dostałam interesującą propozycję, czyli właśnie przeczytałam dobrą wiadomość, wtedy nie mogę spać. Tak samo jest, kiedy dostanę złą wiadomość, wtedy też spać nie mogę. Radzenie sobie i z sukcesem, i ze smutkiem jest bardzo trudne i wbrew pozorom – bardzo podobne.
Michał Koterski dodaje: – Uczucia negatywne jak lęk czy pozytywne jak radość są dla mnie tak samo trudne do przeżywania. Nie jest tak, że nie radzimy sobie tylko z negatywnymi odczuciami. Sam często nie potrafiłem czuć radości, bo czułem, że nie zasługuję na coś. To zazwyczaj bierze się z dzieciństwa, kiedy każdym niepowodzeniem w szkole, w życiu rodzinnym czy koleżeńskim dziecko nasiąka jak gąbka. Bardzo jestem teraz uważny, bo sam mam małego syna. Każde minimalne nawet napięcie wpływa na niego, choć ma dopiero 10 miesięcy. Te wszystkie uczucia krążą wokół nas jak atomy i wyzwalają energię, która nas napędza, ale nad którą trudno jest nam zapanować.
STRACH
Uosobieniem strachu jest w filmie Weronka, w którą wcieliła się Gabriela Muskała.
– Weronka to LĘK – przed Ojcem i PRZYMUS – bycia najlepszą. Ona jest prymuską nie dlatego, że taki jest jej charakter, ale dlatego, że nie ma innego wyjścia. Może być tylko najlepsza albo nie być wcale. Dlatego w każdym momencie, kiedy na jej perfekcji w szkole pojawia się rysa, Weronka wpada w panikę, rozpacz, traci grunt pod nogami. Po prostu wali jej się świat. Weronka, zaprogramowana przez bezwzględne wymagania Ojca, nie radzi sobie z porażką, co tam – ona nie radzi sobie nawet z małym potknięciem! Dla niej błąd to śmierć. To tragiczna postać, mimo że jej zachowanie często może wydawać się zabawne i budzić uśmiech – mówi o swojej bohaterce aktorka.
POCZUCIE WINY
Gosia i Zosia siedzą w jednej ławce. Wcielają się w nie Katarzyna Figura i Małgorzata Bogdańska, które w czasach szkolnych również dzieliły ławę. – Zosi dałam swoje emocje, rozedrganie, niespełnienie, bo ona zawsze jest druga – mówi Bogdańska. Wspomina czasy szkolne: – Kasia zawsze była najpiękniejszą dziewczyną w klasie, wszyscy się w niej kochali, była najlepszą uczennicą, miała same piątki. Rozmawiałyśmy o tym na planie. To był pierwszy raz, kiedy mogłyśmy do tego wrócić. Ona nie mogła uwierzyć, że ja czułam się przy niej druga, bo ona się tak samo czuła przy mnie.
Nigdy wcześniej o tym nie dyskutowałyśmy, nie byłyśmy świadome własnej zazdrości – przyznaje aktorka i zaznacza, że takiego sprzęgnięcia życia prywatnego z postacią jeszcze nie przeżyła. – Bohaterka Kasi ma na imię Gosia, czyli tak jak ja mam na pierwsze, a Figura na drugie imię. Po ujęciu Marek Koterski pozwalał nam zobaczyć, jak ono wypadło, więc biegłyśmy razem, tak jak kiedyś biegałyśmy w szkole na warszawskiej Ochocie. To wszystko było tak niezwykłe, że w pewnym momencie poczułam, że ja nie gram Zosi, tylko jestem nią, bo tak dobrze znałam targające nią uczucia – zaznacza Bogdańska.
ZŁOŚĆ, SAMOTNOŚĆ, WSTYD
Dla Michała Koterskiego złość, wstręt i wstyd świadczą o człowieczeństwie. – Jeśli ktoś jest wierzący, może rozpatrywać, że Bóg nam podarował wraz z życiem te uczucia, które odróżniają nas od zwierząt. Popychają nas do wzniosłych uczuć, jak i popychają nas do złych występków. Ale te działania nie są instynktowne, one biorą się z uczucia – z uczucia złości, wstrętu czy wstydu. Trudno byłoby mi odegrać rolę Adasia Miauczyńskiego, gdybym nie miał kontaktów z tymi uczuciami. W pewnym momencie się na nie otworzyłem, zaakceptowałem to, że mogę być zły i czuć wstyd. Żyje mi się pełniej dzięki akceptacji tych uczuć.
PRZEPRACOWANIE SIEDMIU UCZUĆ
– Polacy mają problemy z przepracowywaniem wielu uczuć – zwłaszcza pokolenie, które zahaczyło o wojnę. Ludzie, którzy ten czas przeżyli, a nawet ci, którzy podczas wojny się urodzili i pozornie niewiele pamiętają, często nie potrafią rozmawiać o swoich traumach, wypierają je. Nie mają wglądu do własnych uczuć, ale też nie chcą sobie pomóc. I tę emocjonalną ułomność przekazują dalej. Rodzice dzieci z filmu „7 uczuć” to jest właśnie pokolenie powojenne. Jedni cierpią na nieumiejętność okazywania miłości, inni na alkoholizm, jeszcze inni stają się tyranami. Ich ofiarami są dzieci, a oni są ofiarami historii – mówi Gabriela Muskała.
autor: redakcja Damosfery
zdjęcie: Kino Świat



