Poród – walka rozumu z instynktem a siła kobiet! – rozmowa z Agnieszką Igielską

Poród – walka rozumu z instynktem a siła kobiet! – rozmowa z Agnieszką Igielską
Fot. Canva, Anna Wieczorek

Wywiad z Agnieszką Igielską, położną, edukatorem w laktacji i specjalistą w zakresie położnictwa i ginekologii, która na co dzień pracuje w Instytucie Centrum Zdrowia Matki Polki w Łodzi. O pasji do zawodu, wierze w drugiego człowieka i ogromnej sile kobiet. O blaskach i cieniach życia w ciągłej gotowości i miłości do towarzyszenia kobietom w najważniejszym egzaminie ich życia.

Agnieszka Igielska
Agnieszka Igielska, Fot. Anna Wieczorek

Anna Wieczorek: Agnieszko, jak to się stało, że zdecydowałaś się podjąć pracę jako położna, co było twoją motywacją i czy od razu wiedziałaś, że chcesz nią zostać?

Agnieszka Igielska:Podobno nie ma przypadków. W 2001 roku, kończąc liceum medyczne, zdecydowałam się złożyć dokumenty na kierunek – terapeuta zajęciowy. Ówczesna pani dyrektor zapytała mnie, czy jest to moja świadoma decyzja, dodając, że widzi mnie na kierunku położnictwo. Po rozmowie z nią tego samego dnia złożyłam dokumenty na położnictwo w nieistniejącym już Studium Medycznym nr 3 w Łodzi i z niecierpliwością oczekiwałam pierwszych zajęć. W tym miejscu serdecznie dziękuję pani mgr Grabiec za to, że przyczyniła się do mojej ścieżki zawodowej i pani dr Rudnickiej, która przez 2,5 roku trwania edukacji czuwała nad naszą grupą i rozjaśniała zawiłości położnictwa.

Kiedy byłam pewna, że bycie położną to zawód, który chcę wykonywać?

Pewność pojawiała się u mnie małymi kroczkami, które stanowiły kolejne zdane egzaminy i odbyte zajęcia praktyczne. To na nich zobaczyłam, że to, co robię, jest tym, co chcę wykonywać w życiu.

Byłaś wielokrotnie nominowana do najlepszej położnej roku i jesteś jedną z polecanych położnych w Łodzi jak się z tym czujesz?

Dostaję wypieków na twarzy. (Uśmiech). Czuję radość i niejednokrotnie dumę z tego, że jestem położną i zostaję doceniona. Najważniejszy jest jednak fakt, że dziś kobiety potrafią docenić siebie nawzajem, bez względu na zajmowane stanowisko. Zauważamy ich trud włożony w wykonywaną pracę i determinację.

Z czego czerpiesz inspirację?

Inspirację czerpię z publikacji Ireny Chołuj – niezależnej położnej, propagującej naturalne porody w tym porody domowe, Iny May Gaskin – położnej, otaczającej swą opieką rodzicielkę w myśl duchowego położnictwa, Izabeli Dembińskiej, która propaguje tezę, że zrozumienie porodu to klucz do wyzbycia się lęków, poprzez pracę z ciałem i oddechem. Od moich mądrych koleżanek, które stanęły na mojej rozpoczynającej się drodze zawodowej w ICZMP, i mojej serdecznej przyjaciółki Natalii Raczkowskiej, pielęgniarki, która podczas swojego domowego porodu ukazała mi, że kobieta to lwica, wijąca swe gniazdo i wydająca na świat wyczekane dziecię. Emocje z jej porodu, mimo upływu czasu, towarzyszą mi do dziś.

Poród w domu?

Jestem na tak, choć sama się nie decyduję, by przyjmować porody.

Czy się boję? To nie jest lęk, to kwestia wyboru swojej drogi zawodowej. Każda z nas ma inną. Ja siebie widzę w szpitalu, bo tutaj jestem, tu pracuję i tu jest moje miejsce.

Jak wyglądał ten poród? Był inny niż w szpitalu? Czego cię jeszcze nauczył?

Był to dla mnie zaszczyt, że zostałam na niego zaproszona. Byłam osobą towarzyszącą, w spokoju przecinałam pępowinę, która przestała tętnić, gdy Julek był w objęciach swojej rodzicielki. Było to dla mnie niezapomniane przeżycie. Jak on wyglądał?

Był cudem, wzniosłą chwilą. W zakątku swego mieszkania wydała na świat dziecię, na które czekała 40 tygodni, a może więcej, bez pośpiechu, ingerencji i w znanym otoczeniu. Widziałam w niej siłę, wiarę – to wszystko napędzało ją do działania.

Co sprawia, że zawód położnej jest tak ważny i niezwykły?

Dlatego, że towarzyszymy kobiecie na każdym etapie jej życia, od urodzenia do starości. Edukujemy przyszłych rodziców do ważnej roli jaką jest rodzicielstwo, uświadamiamy kobiecie jak przebiega proces porodu. To nie tylko poród i opieka. Dziś możemy prowadzić ciążę, monitorować płód, edukować w zakresie porodu i opieki nad noworodkiem. Wykonujemy wizyty patronażowe po porodzie, obserwując mamę i dziecko, a także zajmujemy się kobietami po operacjach ginekologicznych. Nasza praca obejmuje edukację zdrowotną kobiet w zakresie planowania rodziny. Każda z nas wybiera swoją ścieżkę zawodową: czy to praca w szpitalu na poszczególnych oddziałach, w poradniach, czy objęcie opieką kobiet, które chcą urodzić swoje dziecko w domu. Uważam, że odgrywamy istotną rolę w życiu kobiety i każda kobieta powinna o tym wiedzieć, że ma prawo wyboru swojej położnej.

Co cię motywuje w codziennej pracy?

To, że mogę towarzyszyć kobiecie w najważniejszym dla niej egzaminie w życiu, jakim jest poród.

Jak wiele porodów przyjęłaś?

Niestety nie prowadzę statystyk, ale niemało. (Uśmiech).

Ból, krzyk, krew – to codzienność, z jaką spotykasz się na co dzień, a jednak praca położnej sprawia radość i daje satysfakcję. Z czym mierzysz się każdego dnia w swojej pracy?

Są blaski i cienie mojego zawodu. Blaskiem jest przyjście zdrowego dziecka na świat i podanie go w ramiona swojej mamy. Cieniem jest to, że nie towarzyszę tylko w porodach zdrowych dzieci, jestem przy kobiecie w trakcie straty, przy kobiecie, która wydaje na świat ciężko chore dziecko czy dziecko martwe. To jest smutek i stres. Nikt mnie tak naprawdę do tego nie przygotował, niejednokrotnie zabieram te emocje ze sobą do domu. Pamiętam kobietę po stracie kolejnego dziecka, gdy trzymałam ją wspierająco za rękę, a ona pytała mnie, czy kiedyś będzie miała możliwość tulić w ramionach swoje wyczekane dziecko – płakałyśmy obie.

Porody przyjmujesz od lat czy to może stać się rutyną?

Pracuję w zawodzie 18 lat, jak dotąd nie dostrzegłam jej u siebie. (Uśmiech).

Towarzysz kobietom na co dzień w tym wyjątkowym, aczkolwiek trudnym czasie... Czy podczas porodu zdarzają się sytuacje nietuzinkowe lub bywa śmiesznie?

Często dla osoby towarzyszącej, którą najczęściej jest ojciec nienarodzonego dziecka, jest to sytuacja stresowa bądź taka, w której nie potrafi się odnaleźć. Dlatego tak ważna jest edukacja kobiety, jak i edukacja mężczyzny o tym, że poród to proces, który ma prawo trwać i może nam przynieść wiele różnych sytuacji i pytań.

Śmieszne? Często tatusiowie swój stres rekompensują żartami i śmiejemy się wszyscy w czasie lub między skurczami.

Czy wszystkie kobiety reagują podobnie na ból, zmęczenie czy pojawienie się dziecka na świecie?

Nie, każda z nas jest inna i ma inny próg bólowy i dopiero jak zderzy się z pędzącym pociągiem, jakim, moim zdaniem, jest poród – można zobaczyć jak sobie radzi. Dlatego tak ważna jest świadomość, poznanie procesu porodu i wiara w siebie, że dam sobie i dziecku dobry poród. Moim ciężarnym, zgłaszającym się do mnie na wizytę, i tym, którym towarzyszę przy porodzie, mówię, by dały pstryczka w nos chochlikowi, który im szepcze do ucha, że nie dadzą rady i powiedziały, że są do tego stworzone i mają tę moc sprawczą.

Czy zdarzają się zaskakujące, nietypowe reakcje?

Jedna z nich zapadła mi bardzo w pamięć. Po urodzeniu dziecka podałam je w ramiona matki, kobieta ta zaczęła mówić, by „to” zabrać. Nie była to kobieta, która chciała pozostawić swoje dziecko do adopcji. Po rozmowie okazało się, że jest w niej ogromny lęk, czy podoła tej odpowiedzialności. Emocje te były spotęgowane w dużej mierze jej zmęczeniem i jak udało się później dostrzec – niełatwej relacji z partnerem.

Czy można zaplanować przebieg porodu?

W myśl obowiązującego standardu opieki okołoporodowej, każda kobieta powinna przygotować wspólnie z osobą sprawującą opiekę w ciąży – położną lub lekarzem – dokument, w którym zawiera swoje oczekiwania wobec porodu. Zachęcam do tego wszystkie ciężarne. Powinien on zawierać oczekiwania kobiety co do przebiegu porodu, tego, w jaki sposób kobieta chciałaby, by on przebiegał. Dotyczy wszystkich okresów porodu. Ja, jako osoba towarzysząca, przyjmująca poród, zapoznaję się z nim, z kobietą, ale jak wiemy – rzeczywistość rzeczywistością i nie zawsze udaje się w pełni zaplanować poród. Są kobiety, które zawierają w planie porodu chęć aktywnego porodu, a okazuje się, że jednak chcą leżeć, siedzieć w jednej pozycji i najlepiej, żeby nikt do nich nic nie mówił i nie dotykał. Runmageddon to pikuś w porównaniu do porodu.

Jak ważne jest nastawienie psychiczne kobiety dla sprawnego przebiegu porodu?

Bardzo. Nastawienie jest to 99% udanego porodu.

Poród bez lęku – czy to możliwe?

Lęk jest nieodzowną częścią ludzkiej natury, boimy się tego, czego nie znamy, co jest nowe.

Dlatego tak istotne jest przygotowanie się i obecność wyedukowanej osoby towarzyszącej, która szepcze do ucha słowa wsparcia i otuchy. To moim zdaniem daje możliwość rodzenia bez lęku.

Coraz częściej mówi się o godności rodzących, coraz lepszych warunkach na salach porodowych i opcjach, jakie mają przyszli rodzice. Co dla ciebie oznacza pojęcie „rodzić po ludzku”?

Jest to dla mnie poszanowanie godności, intymności i planu porodu. By poród był dobrym doświadczeniem dla każdej kobiety.

Pracujesz w ICZMP, największym łódzkim szpitalu. Czy w tak dużym szpitalu każda kobieta może cz­uć się bezpiecznie, zaopiekowana zarówno w czasie porodu, jak i po nim?

Jak najbardziej tak. Uważam, że położne, pielęgniarki, lekarze i tak naprawdę cały personel, wliczając w to nasze cudowne panie salowe, staramy się, by dobro pacjentek było naszą największą troską.

Na jakie standardy dziś może liczyć kobieta rodząca w XXI wieku?

Położnictwo, jak każda dziedzina medycyny, zmieniło się na przestrzeni lat. Za ogromne dobro uważam, że podchodzi się do kobiety holistycznie, słucha jej oczekiwań, liczy się z jej zdaniem. Każdej studentce, która odbywa praktyki na bloku porodowym w szpitalu, w którym pracuję czy młodszej koleżance, która zasila nasze szeregi, mówię, by w swej pracy zawodowej kierowały się dewizą: „Traktuj i opiekuj się kobietą, tak jak ty byś chciała być traktowana i zaopiekowana”.

Poród to początek nowego etapu w życiu kobiety, jak i również jej partnera, rodziny, dobrze zadbać o to, by był niezwykły...

Jak najbardziej tak.

To początek nowego etapu w życiu kobiety, jak i również jej partnera, rodziny. Dobrze zadbać o to, by był niezwykły. Należy objąć opieką rodziców, zaopiekować się nimi i niejednokrotnie otulić rodzącą kobietę. Na jednym z ostatnich dyżurów po przyjętym porodzie usłyszałam od kobiety, że był to najpiękniejszy dzień w jej życiu. To dla mnie miód na me serce.

Poród często kojarzony jest ze strachem i leżeniem na łóżku porodowym przez kilkanaście godzin, jak wygląda to w rzeczywistości?

Rzeczywistość jest inna. Poród to ruch, taniec, to pocałunki i objęcia. Do tego nakłaniamy rodziców, kobietę. Mamy do dyspozycji worki sako, drabinki, materace, piłki oraz prysznic. Z tego wszystkiego korzystają kobiety. Namawiam do włączenia muzyki, którą lubią, która przywodzi dobre wspomnienia. Moim rodzącym w czasie odpoczynku mówię, by wyobraziły sobie, że leżą na plaży, że czują, jak piasek je miło łaskocze, a ziemia pozwala pochłonąć, by odpocząć i usłyszeć kojący szum fal.

Dlaczego kobiety boją się porodu?

Jest to lęk przed nieznanym, przed tym, czy jej prawa będą respektowane i jak się sprawdzi w największym egzaminie, z jakim przyszło jej się zmierzyć.

Co jest ważne w relacji rodząca – położna? Nie od dziś wiadomo, że praca z rodzącą kobietą to ciężki kawałek chleba...

Najważniejsze jest zaufanie i jej pewność, że może mi zaufać, zadać każde pytanie – moim zdaniem nie ma głupich pytań. (Uśmiech).

Zawód położnej – to bywa trudne, ciągła gotowość do pracy. Jak wspominasz swój pierwszy przyjęty poród?

Tak naprawdę nie pamiętam swojego pierwszego, przyjętego porodu. Wiem, jakie towarzyszyły mi wtedy emocje. Czułam stres i odpowiedzialność za życie matki i dziecka.

Cały czas te emocje mi towarzyszą. Gotowość do pracy i wiedza, którą posiadam, sprawiają, że jestem w stanie działać o każdej porze dnia i nocy. Tu nie ma przestrzeni na pomyłki czy brak sił. Jesteśmy w stałym kontakcie pomiędzy zmianami, by przekazywać sobie informacje o naszych pacjentkach. Nie da się odciąć od życia z bloku, mimo przekroczenia progu własnego domu. Zawsze czekam na dobre wieści.

Najtrudniejsza sytuacja z jaką przyszło Ci się zmierzyć? Jak sobie z nią poradziłaś?

Pierwszy poród dziecka martwego, który przyjęłam. Była to ciąża pierwsza, ciąża oczekiwana, wyczekiwana, jednak w szpitalu okazało się, że serduszko przestało bić i kobieta nosi pod sercem martwe dziecko. Pamiętam do dziś tę dziewczynkę, miała długie, czarne włosy i była piękna, najpiękniejsza dla swojej mamy. Pamiętam to do dziś, choć minęło prawie 15 lat od tej sytuacji. Proces urodzenia martwego dziecka dla kobiety jest bardzo traumatyczny, ma ona świadomość, że nie zaowocuje on przytuleniem pięknego, różowego, płaczącego, wyczekanego – dziecka. Pamiętam doskonale moje słowa, jakie jej powiedziałam, „by wyobrażała sobie tak, jak ją czuła, by pamiętała o jej pierwszych ruchach i o dobrych rzeczach z okresu ciąży. By pozwoliła sobie przejść etap straty, etap żałoby. By wzięła dziecko w objęcia, przytuliła, zrobiła zdjęcie, jak trzyma swoje dziecko, dłoń w dłoń, w ramach terapii”. Tak też uczyniła.

To doświadczenie trudne dla obu stron...

Doświadczenie bardzo trudne dla obu stron, nie wstydzę się wtedy swoich łez, emocji. Niejednokrotnie płaczę z kobietą, trzymam ją za rękę i mówię, żeby pozwoliła sobie na te emocje. W tych chwilach towarzyszę rodzicom, by nie zaprzepaścili przez żal, złość, towarzyszące im emocje pożegnania się z maluszkiem. By je przytulili, zrobili zdjęcie i skorzystali z tej możliwości, której później nie będzie i mogą mieć do siebie o to pretensje, żal. Otrzymałam od jednej z takich rodzin szkatułkę, za wsparcie w tym czasie. Targały mną wtedy ogromne emocje. Płaczu było bardzo dużo. Śmierć nam towarzyszy i jak najbardziej nie powinno być jej na bloku porodowym, ale niestety ona jest.

Szkatułka
Szkatułka, Fot. Anna Wieczorek

Czy poród może być dobrym doświadczeniem?

Jak najbardziej. Przykładem jest wcześniej wspomniany poród domowy mojej przyjaciółki, podczas którego mówiłam jej, by wsłuchała się w siebie, by słuchała swojego ciała. Jeżeli ciało kobiecie mówi: uklęknij – zrób to! Jeśli mówi: wstań, chodź, kucnij, połóż się – zrób to!

Współpraca między położną a rodzącą i słuchanie siebie dają taką możliwość.

Jakie emocje towarzyszą na sali porodowej?

Od euforii, radości, złości. Po gniew i krzyk. Ogrom emocji, cała paleta emocji.

Słyszałaś niejedno…

Słowo (śmiech), widziałam niejedno. Niejednokrotnie tata, biorący udział w porodzie, może coś powiedzieć, a potem przeprosić.

Czego najbardziej obawiają się kobiety w związku z porodem?

Myślę, że najbardziej obawiają się, czy dadzą radę. Bo my, kobiety, w siebie wątpimy.

Kiedyś kobieta, jak to opowiadała mi moja babcia, szła rodzić w pole i przychodziła z dzieckiem. Kobieta wierzyła w siebie, słuchała, czytała siebie, łapała się drzewa i czerpała siłę z natury. Kucając, rodziła w pozycjach wertykalnych, dając sobie dobry poród. Ogrom z nich rodziło w domach, często unikając szpitali. Czuły się bezpiecznie w zaciszu domowego ogniska, w znajomym otoczeniu. Cieszy mnie to, że kobiety decydują się na poród w domu.

Dlaczego kobiety świadomie rezygnują z porodu naturalnego?

Nadal towarzyszy im lęk, często mają wizję porodu przekazaną jako traumatyczne przeżycie, wielki ból. Ważne, by kobiety nie dopuszczały do siebie wszystkich zasłyszanych szpitalnych historii, emocji, bo nie jest to dla nich dobre i odbiera im swoje doświadczenie i przeżycie ich własnego porodu.

Czyli to my, kobiety, budzimy w sobie największe obawy, frustracje, lęki? Nie tylko przez własne doświadczenia, ale i zasłyszane historie?

Myślę, że tak. Kiedyś było „lepiej”. Kobiety rodziły ze sobą, były dla siebie. Wspierały je matki, babki, siostry czy ciotki. Było to dla nich naturalne i normalne, a teraz urosło do rangi wielkiego wydarzenia – jest to wielkie wydarzenie! Ale, hmm, lepiej płynąć z tym prądem, a nie pod prąd.

W opowieściach mojej babci przy porodzie były kobiety, to one były dla siebie oparciem. Niejednokrotnie przyjmowały swoje porody, jeden z porodów mojej babci przyjmowała jej teściowa, a moja prababcia. Domy były wielopokoleniowe, w nich była wiedza i mądrość kobiet.

A czy nie jest teraz tak, że kobiety myślą więcej o swoim komforcie, wygodzie niż o samym sednie, ważności procesu, jakim jest poród i jak on powinien wyglądać?

W tym miejscu ponownie wspomnę o ważnej roli edukacyjnej położnej. Poród drogami natury jest czymś dobrym dla matki, jak i dla dziecka. Dziecko przechodząc przez kanał rodny dostaje „dobre’’ bakterie, bytują one w pochwie kobiety. Czynność skurczowa wpływa pozytywnie na układ nerwowy i oddechowy dziecka. Bodźce te są istotne w późniejszym rozwoju, a relacja matki i dziecka jest silniejsza. Nie twierdzę, że poród przez cięcie cesarskie jest „zły’’, często jest on operacją ratującą zdrowie i życie nienarodzonego dziecka. Jak głoszą media czy fora – to wydobyciny.

Dla mnie to poród, wzniosła chwila, która może być cudownym wspomnieniem dla mamy. Ja swoim rodzącym przez cięcie cesarskie podaję dziecko w kontakcie skóra do skóry, przystawiam do piersi na sali operacyjnej, o ile stan matki i dziecka na to pozwala. Mama widzi swoje dziecko, liczy paluszki, szepcze do ucha słowa miłości. Niejednokrotnie, mając swój telefon, wykonuję zdjęcia z tego wydarzenia i wysyłam im na pamiątkę. Później często otrzymuję wiadomość zwrotną z podziękowaniem, że ten pierwszy, najważniejszy moment został uwieczniony.

Mówi się, że poród to najtrudniejszy etap i doświadczenie w całym macierzyństwie, w życiu kobiety. Czy można temu zaradzić i odczarować?

Można temu zaradzić i odczarować. Odczarowanie – myślę, że nie będzie to czarowanie nad garnkiem, dorzucanie różnych ziół i włosów, łapek nietoperza i wymawianie czarodziejskich zaklęć. (Śmiech). Trzeba myśleć pozytywnie, pozwolić sobie na emocje, płacz, uśmiech i wierzyć w siebie. Posłuchać wskazówek położnej i zaobserwować, czy te wskazówki są dla mnie, jako kobiety rodzącej, dobre, czy jest mi wygodnie, lepiej. Towarzysząc przy porodzie doradzam, nie narzucam. Kobieta najlepiej wie, co jest dla niej dobre, musi tylko, dzięki wsparciu osoby towarzyszącej i położnej, pozwolić sobie na to.

Jak ważną rolę pełni w czasie porodu położna? Często nazywa się was – położne – towarzyszką, dobrym duchem czy aniołem...

Często słyszę, że jestem aniołem, otulam moje rodzące opieką i dobrym słowem, by czuły moje ciepło, jakim je obdarzam. By czuły, że im towarzyszę w tej pięknej drodze. Jestem osobą towarzyszącą i przyjmującą, bo poród się przyjmuje, a nie odbiera. Odbiera się życie, a poród się przyjmuje. Przyjmuje się nowe życie na świat. Moja rola jest ważna, ale najważniejsze dla mnie jest to, że ta kobieta wierzy w siebie i to ona wykonuje największą pracę i cieszy mnie, że ona ufa sobie, a później mnie.

Najpiękniejsze w zawodzie położnej to...

Pierwszy krzyk, oddech dziecka i to, że pierwszą osobą, która przekazuje je w objęcia mamy – jestem Ja.

Co sprawia ci największy problem, trudność w relacji z rodzącą?

Z każdą rodzącą mam dobry flow, choć raz spotkałam na swojej drodze zawodowej pacjentkę, która była ze wszystkim na „nie”. Wszystkie moje prośby, propozycje i sposoby łagodzenia bólu nie były brane pod uwagę, co moim zdaniem wpływało na przebieg porodu. To był trudny dyżur i doświadczenie. Na całe szczęście, jak dotąd, jedno jedyne.

Zawód, jaki wykonujesz jest odpowiedzialny i pełen nieprzewidzianych zdarzeń. Kobiety powierzają ci zarówno siebie, jak i swoje nienarodzone dziecko. Jak radzisz sobie ze stresem?

Nikt nie mówił mi, że to będzie nie tylko piękny, wzniosły moment, ale i śmierć, smutek, złość, obawa i że będzie mnie to kosztowało dużo emocji, w tym stres. Stres w czasie dyżuru jest stresem napędzającym do działania, dzięki niemu działam, żyję. Ja to kocham!

Czy sobie z nim radzę? Gdzieś go chyba zamykam głęboko w piwnicy i mówię mu, żeby nie wychodził. (Śmiech). Trzeba znaleźć swoją ostoję, miejsce, przyjaznych, życzliwych ludzi. Moim powiernikiem jest moja przyjaciółka, która jest pielęgniarką, więc doskonale mnie rozumie w kwestiach zawodowych, a także mam oparcie w siostrze – rozmowa z nimi pozwala mi na przepracowanie własnych emocji i stresów – przynosi ulgę.

Pierwsze słowa, jakie słyszysz na porodówce i tuż po porodzie od świeżo upieczonej mamy?

Na dzień dobry – super, to już! Bądź: czy ja dam radę? A po porodzie – dałam radę!

Najpierw pytania, obawy, a potem świadomość własnej siły i sukcesu.

Twój największy sukces?

Małych – dużych sukcesów mam kilka:

Radość jednej z moich pacjentek, którą miałam pod opieką z POZ, w ramach edukacji przedporodowej, której udało się karmić drugie dziecko tylko i wyłącznie piersią, po nieudanym karmieniu naturalnym przy pierwszym dziecku. Drugim moim małym, wielkim sukcesem było wyedukowanie mojej koleżanki, która urodziła bliźnięta w jednym z łódzkich szpitali – nie moim. Gdzieś ta droga laktacyjna była zaburzona i nie otrzymała wsparcia, dodam, że to było samotne macierzyństwo. Udało nam się przejść z mieszanki mlekozastępczej tylko i wyłącznie na pierś. A trzecim sukcese: kobieta, która urodziła pierwsze dziecko przez CC, z uwagi na wagę dziecka, było to duże dziecko i brak postępu porodu. Miała obawy, czy drugie dziecko da radę urodzić naturalnie. Zasiałam w niej siłę, wiarę. Przedstawiłam proces porodu, odpowiedziałam na nurtujące ją pytania i oznajmiła swojemu lekarzowi prowadzącemu, że chce rodzić naturalnie. Poród odbył się sprawnie, na świat przyszła piękna, 4-kilogramowa dziewczynka, bez nacięcia krocza.

Wróćmy do tematu przygotowań co powinna zrobić i o czym pamiętać przyszła mama, gdy nadchodzi czas porodu?

Żeby towarzyszył jej spokój. My kobiety jesteśmy zorganizowane, mamy masę rzeczy do zrobienia przed porodem, jak nieumyte okna, wyprasowane ubranka, kurze za szafą, etc.

By pamiętały, by zaopiekować się sobą przed pojawieniem się dziecka, pójść na spacer, spędzić czas z mężem, partnerem. By nacieszyć się sobą, przytulać się, całować, kochać. Gdy pojawi się mały człowiek na świecie, ten czas we dwoje już nie wróci. Już będziecie w trójpaku, w innej relacji, w innej roli. Roli mamy, taty i będziecie się siebie uczyć na nowo, w nowej roli.

Poród rodzinny kiedyś nie istniał wcale, dziś wiele par decyduje się na taki wybór.

Tak, wiele par się decyduje. Często spotykam się z parami, które pytają o organizację. Gdzie kobieta chce, by partner jej towarzyszył, a on mówi – mam obawy. Wtedy mówię: spotkajmy się pośrodku. By partner był do tego momentu, do którego czuje się na siłach uczestniczyć w porodzie i by nie naciskała na partnera bądź nie zmuszała do dalszego uczestnictwa w porodzie. Bardzo ważne jest, by brać pod uwagę emocje i obawy obu stron.

Podczas porodu widać, jakie są relacje między partnerami....

Bardzo często. Widać jak mężczyzna wspiera kobietę, czy ją przytula, jak na nią patrzy, jak okazuje jej czułość. Wiadomo, że podczas bliskości, pocałunków wznieca się u kobiety oksytocynę, która towarzyszy przy porodzie. Kobieta podczas pocałunków, masażu rozluźnia się, uspokaja. Ale też przypominam sobie mężczyznę, który siedział i przeglądał gazetę, a kobieta rodząca, widać było, potrzebowała wsparcia, bycia przy niej. Także pozwoliłam sobie wyprosić go z sali porodowej. Gdy widzę, że to nie służy kobiecie, podejmuję zdecydowane kroki.

Jak odnajdujesz równowagę pomiędzy życiem osobistym a zawodowym?

Ciężko o tę równowagę, często towarzyszą mi telefony, SMS-y od moich pacjentek, które są przed lub po porodzie, konsultują się ze mną w różnych kwestiach.

Jednakże staram się zadbać o swoją przestrzeń, pozwalam sobie na wyłączenie telefonu czy wyłączenie dźwięków i bycie samej ze sobą. Myślę, że najbardziej odpoczywam w samotności. Nie potrzebuję wtedy ludzi, nie, że mam ich przesyt, ale potrzebuję ciszy i spokoju, swobodnego oddychania.

Lubisz siebie?

Mogę powiedzieć z pełną świadomością – lubię siebie! Przychodzi nam to z czasem, by móc spojrzeć w lustro i powiedzieć, że jestem dobrym człowiekiem i lubię siebie.

Narodziny dziecka to najpiękniejszy moment, egzamin w życiu matki, pełen wzruszeń. Czy zdarza ci się wzruszać podczas porodu?

Tak, wielokrotnie. Mimo wieloletniego doświadczenia – wzruszam się do dziś, mam w sobie empatię i utożsamiam się z emocjami osób, którym towarzyszę.

Są kobiety, które chcą cięcia cesarskiego na tzw. życzenie, ze strachu przed porodem i ewentualnymi powikłaniami, i niejednokrotnie dla własnego komfortu. Jeśli spotykasz się z przyszłą mamą, która ma taką wizję porodu, co jej mówisz?

Przedstawiam jej zalety porodu naturalnego, z mojego punktu widzenia oczywiście, wiadomo, że ból nie będzie tu dobrym aspektem, ale zaznaczyć należy, że cc jest poważną operacją, której również towarzyszy ból. Kobiety nie zdają sobie sprawy, że nawet po jednym cesarskim cięciu mogą mieć problemy w kolejnej ciąży, nie muszą ich mieć, ale uważam, że powinny być świadome zarówno procesu cc i tego, że takie problemy mogą wystąpić.

Uważasz że to wynika z ich niewiedzy o ryzyku, poważności samej operacji?

Często spowodowane jest to lękiem przed porodem, niewiadomą. Nie wiedzą, co jest ważne w procesie porodu naturalnego, jaki ma przebieg, korzyści oraz uważają, że szybciej wracają do formy. Co często bywa mylne.

Mówi się, że siła jest kobietą! Poród to walka rozumu z instynktem. Co ty o tym myślisz z perspektywy położnej?

Jak najbardziej, uważam, że siła jest kobietą – zdecydowanie. Każdej mojej rodzącej mówię, że to właśnie dlatego my wydajemy dzieci na świat, to my jesteśmy w stanie to zrobić, mamy w sobie tę moc, siłę walki, przetrwania. Czy rozumu z instynktem?

Myślę że ogrom rozumu jest przy porodzie, i instynktu również.

Ale często nasz instynkt jest przykurzony, gdzieś głęboko schowany do szafy i musimy go dopuścić do głosu i mu zawierzyć, a my o nim zapominamy. Głowa nam mówi – nie, nie dasz rady, a ciało krzyczy – dasz radę! Dlatego nie bójmy się zaufać naszemu instynktowi i naszemu ciału.

Fizjologia porodu – co w nim nas najbardziej zaskakuje i dlaczego nie chcemy o niej mówić? Czy to wynika z braku świadomości swojego ciała?

Jak najbardziej. Kobiety boją się, jak poród będzie przebiegał, jak ich ciało zareaguje na ból, na skurcze, boją się sytuacji wstydliwych, jak wydalane fekalia, które są naturalnym mechanizmem w tym procesie. Pojawia się wstyd i strach, że będą oceniane. Związane jest to również z ich nieświadomością dotyczącą ich seksualności. Dlatego tak ważna jest edukacja, by kobiety były świadome swojego ciała, gdyż często zapominamy o swojej seksualności, wstydzimy się i nie czytamy swojego ciała.

W jaki sposób udaje ci się przełamać wstyd u pacjentek?

Rozmową, po prostu rozmową. Daję im siebie prawdziwą, taką, jaką jestem. Myślę, że wyczuwają, że jestem dobrym człowiekiem i mogą mi zaufać.

Co w czasie porodu najczęściej zaskakuje kobiety?

Wyobrażenie samego porodu, procesu. Że wyobrażały go sobie gorzej, a potem słyszę: „nie było tak źle i dałam radę”.

Co najczęściej zaskakuje mężczyzn uczestniczących w porodzie? Wielu z nich robi to wbrew sobie.

Widok swojej partnerki, żony, przyjaciółki czy kochanki w nowej roli. Są zaskoczeni jej ogromną determinacją, wolą walki, że daje radę. Są z niej bardzo dumni.

Słyszy się często: „przy drugim dziecku będzie łatwiej”. Czy faktycznie tak jest?

Moim zdaniem nie ma reguły. Bardzo ważne jest nastawienie. Jest taka teoria, że pierwszy poród jest najdłuższy, najcięższy, ale mam przykłady pierwszych porodów, które niejednokrotnie były sprawniejsze, szybsze niż kolejne. To również kwestia wielkości czy ułożenia dziecka. Każdy poród jest inny.

Czy dzisiejsze kobiety proszą o pomoc – mówią głośno, czego potrzebują?

Myślę, że nadal się wstydzimy, ale mogę śmiało powiedzieć, że się to zmienia na plus. Coraz więcej kobiet jest świadomych, więcej niż na początku mojej drogi zawodowej. Kobiety znają swoje prawa, wiedzą, że mogą korzystać z edukacji przedporodowej, że mogą poznać położną przed porodem i porozmawiać o swoich obawach, oczekiwaniach.

Czy znajomość swoich praw ma znaczenie?

Zdecydowanie.

Często się słyszy, że w Polsce kobiety w połogu pozostają same. Jakie są twoje spostrzeżenia w tym aspekcie?

Dla wielu kobiet to najtrudniejszy czas, dlatego kluczowe jest wsparcie rodziny. Wsparcie, proszę nie mylić z wyręczaniem. Ważne, by towarzyszyć kobiecie w połogu, by czuła troskę i nie musiała myśleć, że nie ma obiadu, czy trzeba odkurzyć przed wizytą znajomych czy rodziny. By mogła w tym czasie odpocząć i skupić się na maleństwie oraz zatroszczyć o siebie samą. Ważna jest tu również rola położnej środowiskowej, która przychodzi do domu na wizyty, żeby też była oparciem i pomocą. Zawsze staram się motywować moje pacjentki, mówiąc im, że jestem z nich dumna, że są silne i że świetnie sobie radzą w nowej roli – to dla nich bardzo ważne!

Jakie masz plany na przyszłość?

Chcę być szczęśliwa! Chcę dalej towarzyszyć kobiecie w rodzicielstwie, macierzyństwie, przygotowaniu do porodu i przy porodzie.

Poród marzeń a realia szpitalne?

Można odbyć poród marzeń w szpitalu. Można. Jak to zrobić? Ufać sobie, komunikować się z położną, mówić o swoich potrzebach, na co się nie zgadzamy, co jest dla nas ważne, czego się boimy, obawiamy. Każdy poród może być dobrym porodem.

Za co kochasz swoją pracę?

Robię to, co kocham! Za to, że słyszę płacz dziecka, widzę radość rodziców, widzę też te smutki, ale to wszystko jest takim motorem napędzającym mnie, by być jeszcze lepszą w tym, co robię. Żebym się edukowała, świadomie podchodziła do pracy, jaką wykonuję i co najważniejsze, mam poczucie, że mimo wieloletniego doświadczenia – nadal uczę się każdego dnia czegoś nowego.

Wykonujesz codziennie kawał dobrej roboty, pokazując kobietom do jak ważnej roli zostały stworzone i jak silne potrafią być...

Tak, jest to kawał dobrej roboty! Niełatwej, ale bardzo dobrej. Przynoszącej mi ogrom radości i satysfakcji.

Co według ciebie jest najtrudniejsze w pracy położnej i jak sobie z tym radzisz?

Dla mnie najtrudniejsze są emocje związane z narodzinami dziecka ciężko chorego, martwego czy dziecka, o którym wiemy, że odejdzie. Jak sobie z tym radzę? Na pewno kosztuje mnie to dużo emocji. Mam w sobie złość, że takie rzeczy się dzieją, działy się od zarania i będą się działy, niestety. Lekarstwem jest słuchanie muzyki relaksacyjnej, podcastów i książek. Cieszy mnie, że jest możliwość dać rodzicom dobry poród, dobre odchodzenie i pożegnanie z dzieckiem. Mogę spokojnie oddychać, mając świadomość, że dałam im wszystko, czego potrzebowali i co było dla nich ważne.

Trzy najważniejsze cechy, jakie twoim zdaniem powinna mieć osoba na tym stanowisku?

Empatyczna, cierpliwa i prawdziwa. Dla mnie jest to ważne, by być człowiekiem. I co ważne – posiadająca wiarę w drugiego człowieka.

Na koniec chcę poruszyć bardzo ważny temat – depresji poporodowej, o której niestety wciąż za mało się mówi....

Wciąż za mało się mówi, uważam, że to temat trochę przemilczany, mimo że mówi się o nim coraz więcej, ale nadal za mało. Macierzyństwo nie jest tylko lukrowanym tortem z wisienką na jego czubku. Macierzyństwo jest również niedopitą, zimną kawą, nieumytymi włosami, nieprzespaną nocą i wieloma aspektami związanymi z wychowaniem i sprawowaniem opieki nad dzieckiem przez 24h. Kobiety nie otrzymują wsparcia, ich wołanie o „pomoc” jest traktowane jak fanaberie, słyszą, że „ja dałam radę, to Ty też dasz radę, co Ty w ogóle gadasz, jaka depresja?” Kobieta nie powinna pozostać w tym sama, a często tak jest, że pozostaje, płacząc w poduszkę bez wsparcia najbliższych. Dlatego zawsze podkreślam, że rodzicielstwo to wzajemne wsparcie i partnerstwo, nawet z pomocą rodziny. Macierzyństwo to nie tylko dziecko, jesteś Ty. Matka musi zadbać o siebie, musi zjeść, musi się wyspać, by móc zregenerować siły na nowy dzień. Pomoc najbliższych w najprostszych sprawach jest wtedy nieoceniona. Najważniejsze jest, by nie bać się poprosić o pomoc, jeśli jej nie otrzymujemy, i walczyć o siebie. W tym aspekcie również ważna jest położna, mimo że pojawia się u pacjentki raz w tygodniu. Podczas nawet krótkiej wizyty może dostrzec różne rzeczy, które mogą ją zaniepokoić i dalej kierować pacjentkę w miejsca, gdzie może otrzymać pomoc. Są sytuacje, że ta depresja jest i prowadzi do różnych skutków, działań, włącznie z targnięciem się na własne życie czy życie dziecka. Bardzo ważne jest wsparcie i zainteresowanie najbliższych. Bo pierwsze symptomy depresji mogą się pojawiać w zwykłych codziennych czynnościach lub ich braku.

A to nie jest tak, że my matki zapominamy w tym wszystkim o sobie?

Kobiety zapominają o sobie. Ja im mówię, by o sobie pamiętały i jak to jest ważne zarówno dla nich, jak i dla dziecka. Towarzysząc kobietom w połogu, zawsze o tym wspominam. Motywuję i angażuję również tatę do pomocy i opieki, dzielenia obowiązków nad dzieckiem, chwaląc ich przy tym. Zaznaczając, że muszą być w tym wszystkim razem, ale nie wszyscy temu dają radę…

Czy to nie jest tak, że my kobiety żyjemy w takim przeświadczeniu, że my musimy, to raz, a dwa, nieświadomie odsuwamy bliskich, myśląc i pokazując, że wszystko zrobimy najlepiej? Biorąc na barki cały ciężar, jaki za sobą niesie macierzyństwo.

Dzieje się tak, bo my jesteś przeświadczone, tak jak mówisz, że my zrobimy to najlepiej, często odsuwamy partnera, pomoc rodziny. My kobiety musimy mówić głośno o swoich potrzebach, oczekiwaniach i emocjach. Musimy pozwolić, by ktoś się nami zaopiekował. Kobiety powinny bardziej zaufać partnerowi, że on również sobie świetnie poradzi w opiece nad dzieckiem, bo tak właśnie jest. Mężczyźni podchodzą do tego inaczej – zadaniowo, mniej emocjonalnie niż my. Nie mówię, że jest w tym brak miłości, to po prostu inne emocje. My inaczej kochamy i inaczej się opiekujemy. Nie bez powodu się mówi, że „Kobiety są z Wenus, a mężczyźni są z Marsa”. (Śmiech). Często-gęsto musimy powiedzieć naszemu partnerowi, jak ma nas kochać i jak ma się nami opiekować.

Co chciałabyś przekazać kobietom, pełnym obaw, przestraszonym przez zasłyszane, drastyczne historie ze szpitalnych korytarzy, przed podjęciem najważniejszej decyzji o byciu mamą?

W świecie social mediów jest łatwy dostęp do różnych treści, opinii, często niepochlebnych, bo takie najłatwiej napisać, niejednokrotnie ubarwiając przebieg sytuacji. Jednak jest też bardzo dużo dobrych opinii o ciąży, porodzie, szpitalu, warunkach czy opiece. Myślę, że wszystko zależy od człowieka i jego oczekiwań. Jednak wierzę, że każda kobieta, mimo strachu, bo ma prawo się bać, mimo wielu obaw – chce być mamą. Ja ze swojej strony zapewniam moje pacjentki o ich ogromnej sile, o wierze w nie, że w tym wszystkim nie będą same. Że położna jest dla kobiety wsparciem, ostoją, towarzyszem, której warto zaufać, by poród przebiegł sprawnie i bezpiecznie dla matki i dziecka. Daję im odczuć, że pod moimi skrzydłami są bezpieczne, traktuję je wszystkie tak samo, na równi, bez względu na pozycję i podchodzę do nich kompetentnie. By nie pozwoliły, by lęk czy zasłyszane historie pozbawiły je najpiękniejszego doświadczenia, jakim jest bycie mamą.

Motto życiowe, jakim się kierujesz?

„Traktuj kobietę, jak ty byś chciała być traktowana i zaopiekowana”.

Czego ci życzyć?

Zdrowia i dobrych ludzi obok. Dobrych ludzi ciężko znaleźć. Jak będę miała zdrowie – to będę miała siłę, jak będę miała siłę – będę miała pracę, jak będę miała pracę – to będę miała pieniądze i kupię sobie to, co będzie mi potrzebne, a dobry człowiek obok będzie dla mnie wsparciem i ostoją, ale i dobrym towarzyszem na życie albo przyjacielem, koleżanką, partnerem w rozmowie. To jest najważniejsze.

Życzę Ci…

Nieustającej wiary w drugiego człowieka, w jego siłę i wytrwałość. Wiary w samą siebie, byś każdego dnia była silna i otwarta na ludzi. Dobrych ludzi, by byli przy Tobie w tych dobrych, ale i tych gorszych momentach, z całym wachlarzem emocji, który nosisz w sobie. Czasu na dostrzeżenie zmian wokół Ciebie – czas tak szybko ucieka. Kolejnych przepełnionych cudownymi chwilami i dobrymi doświadczeniami – porodów oraz nadziei na zmiany, zmiany na lepsze, dzięki którym będziesz szczęśliwa.

Ściskam Anka