Więcej...

    Projektowała dla Czesława Niemena i rysowała erotyki – jej prace znalazł na śmietniku kolekcjoner

    Fani komiksów znają już podobne zawirowania, bo ktoś też wyrzucił do kontenera – pamiątki, prace, rysunki Szarloty Pawel. Historia lubi się powtarzać.

    Ratowanie pamięci

    „Szpargalnia” zajmuje się ratowaniem pamięci o mało znanych artystach, ale nie tylko. Prowadzi ją we Wrocławiu – Wojciech Wołoszyński.

    – Znajdowałem rzeczy niesamowite. Często wręcz nie można uwierzyć, że taki skarb trafił do śmieci. Perłami w mojej kolekcji są dokumenty związane z Krystyną Wójcik, wybitną artystką, która współpracowała z Czesławem Niemenem, SBB, Gerardem Wilkiem – wylicza Wojciech Wołoszyński.

    W kontenerze wylądował warsztat oraz cały dorobek pani Krystyny. Korespondencja, setki zdjęć prywatnych i dokumentów, na przykład legitymacja studencka z łódzkiej ASP.

    – Setki ekslibrysów tworzonych dla czołowych artystów i osób ze świata sztuki. Na szczególną uwagę zasługują linoryty wykonane dla grupy SBB, Czesława Niemena i innych. W tym dziesiątki matryc wykonanych wspomnianą techniką – linorytu. Dziesiątki grafik, wycinków prasowych. Jednym słowem, życie artystki w jednej chwili wyrzucone na śmietnik – dodaje.

    Wójcik to wrocławska artystka zmarła w 1990 roku. Dziś jej prace osiągają wysokie ceny, nawet kilka tysięcy złotych za planszę.

    W znalezionym dorobku artystki są też komiksy publikowanie na łamach Łódzkiego Tygodnika Ilustrowanego. Była autorką drukowanych w prasie tytułów takich jak: „Potop” (1974), „Powrót z gwiazd” Stanisława Lema (1975), „Wehikuł czasu” (1975), „Casanova -pamiętniki” (1977).

    Wołoszyński przez długi czas próbował zainteresować swoim znaleziskiem wszystkie muzea we Wrocławiu. Niestety bez efektu.

    Dopiero, kiedy skontaktował się – z posiadaczem największej kolekcji komiksów w Polsce – Wojtkiem Jamą (jego skarby wyposażyły Muzeum Dobranocek w Rzeszowie, a Muzeum Narodowe pokazało jego zbiory na wystawie Teraz Komiks) – coś drgnęło.

    Jama szybko odwiedził Wrocław, obejrzał skarby i wiadomo już, że będą one dobrze zagospodarowane.

    – Część plansz komiksowych, zdjęć otrzymałem od Wojtka w darze, a niektóre kupiłem. One wszystkie, plus te, które są moją własnością niewątpliwie kiedyś znajdą się w Muzeum Komiksu – mówi.

    Dorobek twórczy artystki jest ogromny.

    – Krystyna Wójcik, nie była tylko autorką komiksów. Artystka plastyk, grafik prasowy, scenograf. Od 1966 tworzyła ekslibrisy, stosowała fototypię, rysunek tuszem, linoryt, miedzioryt, suchą igłę, offset – dodaje Jama.

    Miała niepowtarzalny styl –  jej komiksy w sposób charakterystyczny odbiegały od tradycyjnej formy komiksowej narracji. Za życia była znaną i docenianą postacią. Swoje prace wystawiała na wystawach krajowych oraz w Australii, Szwecji, Danii, Czechosłowacji, Bułgarii i na Węgrzech.

    A obecnie? Czy uda się przywrócić pamięć o rysowniczce?

    – Udało mi się spotkać z synem Pani Krystyny. Wojciech Wójcik był moim gościem honorowym w „Szpargalni”, gdzie uroniliśmy łzy wzruszenia – mówi Wojciech Wołoszyński.

    Teraz, historia Krystyny Wójcik, będzie prawdopodobnie  spisana i zabezpieczona dla przyszłych pokoleń dzięki Violetcie Nowakowskiej, pisarce, która rozpoczęła już dokumentacje życia rysowniczki.

    – Zafascynowała mnie jej twórczość i determinacja, siła ducha, a także – niestety – szekspirowska historia miłosna jaka stała się jej udziałem. To była trudna relacja, mąż miał szalony romans z młodą piękną aktorką. Oboje zginęli tragicznie mówi Nowakowska.

    Miało to ogromny wpływa na jej twórczość. Im bardziej cierpiała, tym piękniej tworzyła. Co ciekawe też rysowała erotyki.

    Z opowieści zamieszczanych na Facebooku pisarki można się dowiedzieć jak nosiła się Wójcik:

    „Krystynę trudno było przeoczyć. Była ładną kobietą, chociaż nie eksponowała nadmiernie swojej urody. Pewnie chodziła bez makijażu lub miała nierzucający się w oczy makijaż. To co rzucało się w oczy, to jej styl – wtedy się mówiło – plastyczki. Kolorowo się nosiła, mówiono, że oryginalnie lub nawet ekstrawagancko. Od pewnego momentu szeptano nawet, że ekscentrycznie. To było po tym, gdy przyszła do pracy w wydzierganej przez siebie wełnianej spódnicy i w tej spódnicy były takie spore ażurowe oczka…”.

    Txt: Jowita Kamińska

    Foto: Z archiwum prywatnego Wojciecha Jamy

    ZOSTAW ODPOWIEDŹ

    Proszę wpisać swój komentarz!

    Akceptuję Politykę prywatności / RODO i Regulamin serwisu

    Proszę podać swoje imię tutaj



    Inne w kategorii

    PARTNERZY