Udawał lekarza. Miał w domu listę osób do zamordowania

Udawał lekarza. Miał w domu listę osób do zamordowania

Zarówno personel, jak i chorzy bardzo lubili nowego lekarza psychiatrę ze szpitala klinicznego nr 11 w Czelabińsku. Sympatyczny i troskliwy doktor specjalizował się w leczeniu uzależnień. Choć pracował od zaledwie kilku miesięcy, zdążył zyskać grono oddanych pacjentów. Gdy w styczniu 2019 r. do drzwi gabinetu zapukała młoda kobieta, która dzień wcześniej trafiła do szpitala i potrzebowała konsultacji psychiatry, doktor Borys Kondraszyn drzwi otworzył z szerokim uśmiechem. Na jego widok pacjentka zaczęła krzyczeć z przerażenia. Rozpoznała człowieka, który wiele lat wcześniej chciał ją zabić. I zjeść.

Borys Kondraszyn urodził się w Czelabińsku w 1983 roku. Pochodził z inteligenckiej, "medycznej" rodziny – ojciec był psychiatrą, matka farmaceutką. Starsza siostra marzyła o medycynie i wszyscy oczekiwali, że i Borys pójdzie w ślady domowników.

Gdy miał 15 lat, jego rodzice się rozwiedli. Matka i siostra przeprowadziły się do innego miasta, a Borys został z ojcem – nie chciał zmieniać szkoły na dwa lata przed egzaminami. Ojciec – rosły przystojniak, miłośnik damskich wdzięków, zaczął wyjeżdżać w częste delegacje, a chłopakiem już nikt się nie interesował.

Najpierw w dół zjechały oceny. Choć był dobrym uczniem, zaczął opuszczać szkołę, organizował w domu imprezy i uzależnił się od leków – nie było to trudne, ponieważ ojciec trzymał w domu różne środki psychotropowe. Wkrótce w ogóle przestał chodzić na zajęcia, a nauczyciele nie mieli do niego głowy. Pewnego dnia Borys dowiedział się, że stara rodzinna legenda o szlacheckim pochodzeniu jego przodków, jest prawdziwa. Okazało się, że pochodzi z niemieckiego rodu von Gintsel. To sprawiło, że zaczął osobliwie się ubierać – np. chodził po mieszkaniu w długim jedwabnym szlafroku, pofarbował skronie srebrną farbą, by udawała siwiznę, zaczął też chodzić z laseczką i mówił, że ma 30 lat. Zaczął zapraszać koleżanki i kolegów ze szkoły na „seanse wróżb”, podawał im cudowne preparaty na pamięć i pokonanie strachu przed egzaminem, twierdził też, że prowadzi eksperymenty na zwierzętach, bo chce zgłębić sekrety podświadomości.

W maju 1999 roku, gdy klasa 16-letniego Kondraszyna szykowała się do balu absolwentów, Borys zaprosił do domu jednego z kolegów. Powiedział mu, że ma dla niego świetny towar, dzięki któremu chłopak zaliczy najlepszy odjazd w życiu.

Gdy kolega przekroczył próg mieszkania Kondraszyna, nie zdążył nawet zdjąć butów. Borys wbił mu w szyję igłę i wstrzyknął końską dawkę środka uspokajającego. Chłopak natychmiast stracił przytomność. Akurat wtedy do domu z kolejnej „delegacji” wrócił ojciec Borysa. 16-latek zaciągnął bezwładne ciało kolegi do swojego pokoju i schował je za zasłonką. Gdy ojciec wyszedł z domu, zapowiadając, że idzie na dyżur i wróci nad ranem, Borys brutalnie zamordował kolegę, rozczłonkował ciało, wyciął ofierze serce, a później dokonał aktu kanibalizmu. Części ciała kolegi rozrzucił po okolicy, a niektóre fragmenty włożył do słoików z formaliną.

Wpadł już następnego dnia. Mieszkańcy zauważyli, że z jego loggii, na której wykonywał swoje makabryczne czynności, zaczęła po ścianach spływać krew. Gdy na dodatek w różnych częściach osiedla odnaleziono ludzkie szczątki, nie było wątpliwości, że doszło do zbrodni. Gdy policjanci zadzwonili do drzwi Borysa Kondraszyna, 16-latek otworzył im z szerokim uśmiechem i powiedział, że ich oczekiwał. Przyznał się do zamordowania kolegi, wypicia jego krwi ze srebrnego kielicha, stwierdził też, że jego celem było złożenie ofiary bóstwom zła, a docelowo ofiar miało być dziesięć. Twierdził, że jest wielkim magiem, a ciało Borysa Kondraszyna jest tylko jednym z wielu jego wcieleń.

Eksperci stwierdzili u 16-latka schizofrenię i wysłali go na 10 lat do szpitala psychiatrycznego. W 2010 roku konsylium lekarskie stwierdziło, że Kondraszyn nie stanowi już zagrożenia dla społeczeństwa. Borys wrócił do mieszkania, w którym popełnił swoją zbrodnię. Ojciec już nie żył – zmarł jeszcze w trakcie śledztwa w 2000 roku. Przez siedem lat nie dawał znaku życia – prawie nie wychodził z mieszkania, żył z renty. Od czasu do czasu kontaktował się z matką i siostrą. Okazało się jednak, że w ciągu tych lat Borys Kondraszyn szykował się do swojej kolejnej wielkiej roli.

Był owładnięty ideą pójścia w ślady ojca i zostania psychiatrą. W tym celu pilnie studiował podręczniki lekarskie z domowej biblioteczki. W 2017 roku zatrudnił się w jednej z aptek, w której uczył się lekarskiego żargonu. W 2018 roku kupił dyplom uczelni medycznej i już w listopadzie znalazł pracę w szpitalu klinicznym nr 11 – jak na ironię, szpital mieścił się zaledwie pięć km od domu, w którym popełnił makabryczną zbrodnię.

Borys Kondraszyn umiejętnie wcielił się w rolę swojego ojca. Upodobnił się do niego, zapuszczając brodę i nosząc jego okulary. Sympatyczny, uśmiechnięty, przystojny pan doktor nie wzbudzał niczyich podejrzeń. Początkowo zajmował się pacjentami z zaburzeniami łaknienia, po miesiącu zaczął specjalizować się w leczeniu uzależnień. Pacjenci bardzo chwalili uważnego, ciepłego i troskliwego lekarza. Wśród osób, które przyszły na wizytę do doktora Kondraszyna, była też 36-letnia kobieta.

Gdy w styczniu 2019 roku zapukała do drzwi gabinetu, otworzył jej sam pan doktor. Na jego widok kobieta pobladła i zaczęła przeraźliwie krzyczeć. On z kolei wybuchł przerażającym, niemal obłąkańczym śmiechem. 36-latka uciekła.

Dopiero następnego dnia kobieta doszła do siebie i opowiedziała mrożącą krew w żyłach historię – Borys Kondraszyn, sympatyczny psychiatra, wiele lat wcześniej chodził z nią do klasy, zamordował jej kolegę, a później okazało się, że ona była druga na liście 10 osób do zamordowania. Jego zamiarem było złożenie ich w ofierze i zjedzenie ich ciał. Uważał, że wtedy zrówna się potęgą z demonami Baalem i Buerem.

Borys Kondraszyn został aresztowany. W jego domu znaleziono marihuanę i środki psychotropowe, a także podrobione dokumenty o prawie wykonywania zawodu farmaceuty i wiele innych fałszywek.

28 sierpnia 2019 roku sąd zadecydował o ponownym wysłaniu Borysa Kondraszyna na przymusowe leczenie do szpitala psychiatrycznego. Przebywa w nim do dziś.