Sady Żoliborskie
To jedno z najlepiej rozplanowanych zespołów mieszkaniowych PRL-u. Wyróżnikiem Sadów Żoliborskich jest ich układ przestrzenny oraz prawdziwe sady otaczające budynki (wcześniej, w czasie Powstania Warszawskiego te właśnie sady dostarczały owoców i warzyw mieszkańcom). Osiedle wyróżnia się kameralną zabudową i starannie zaprojektowaną zielenią. W zabudowie dominują dwa wielokrotnie powtarzane typy wolno stojących bloków: trzy, pięciokondygnacyjnych. Grzechem osiedla są stosunkowo małe mieszkania, ale projektantka Sadów Żoliborskich-Halina Skibniewska przewidziała przestawne, lekkie ścianki, umożliwiające pewne zmiany układu. Niestety, przemysł PRL-u nie był w stanie ich wyprodukować i zrealizowano je tylko w jednym budynku.
Walka o każde drzewo
Halina Skibniewska tam, gdzie mogła, zachowywała naturalną zieleń, nawet kosztem przeróbki projektu. Tak właśnie było podczas pracy nad Sadami Żoliborskimi. Wszędzie indziej w PRL-u, zanim przystąpiono do budowy nowych osiedli, czyszczono teren do zera, karczowano drzewa i krzaki. Skibniewska takiemu podejściu powiedziała stanowcze: NIE!
„Staram się zachować naturalne warunki, istniejącą zieleń. Na prawdziwe drzewa trzeba czekać 50 lat (dwa pokolenia) i wprowadzać nowe, które umiałyby współżyć z zabudową już istniejącą. Człowiek, żyjąc w zindywidualizowanym otoczeniu, identyfikuje się z nim łatwiej, jest do niego przywiązany, lubi je, dba o nie” – przekonywała Halina Skibniewska.
Projektantka była uważana w środowisku architektów za marzycielkę, a większość kolegów, pukała się w głowę, gdy projektując – walczyła o każde drzewo.
Mister Warszawy
Dla Skibniewskiej ważna była nie tylko przestrzeń zewnętrzna, ale i projekt mieszkań. Jedno z nich w 1967 odwiedził sam generał Charles de Gaulle. A szczególnie zachwycił się blokiem przy ul. Krasińskiego 34A, który w 1961 roku w konkursie Życia Warszawy zdobył tytuł „Mistera Warszawy” jako najlepszy budynek mieszkalny stolicy.
„W osiedlu uzyskuje się dużą gęstość zaludnienia, prawie 600 osób na hektar przy utrzymaniu dobrych warunków mieszkaniowych i stosunkowo dużych powierzchni zielonych” – pisał Zbigniew Filipow na łamach tygodnika „Stolica” z 1961 r. Była to zasługa przyjętych przez projektantkę rzutów budynków zbliżonych do kwadratu. By zaoszczędzić miejsce, klatka schodowa w każdym z bloków schowana została do środka i oświetlona „latarnią” w dachu”.
Skibniewska zrewolucjonizowała też klatki schodowe, wprowadzając do ich wnętrz – cegłę silikatową, która tworzy trwałą fakturę ściany. Dzięki temu uniknęła łuszczącej się farby na korytarzach. Na klatkach schodowych postawiła kamienne wazy, w których sadzi się kwiaty! A tą samą cegłę zdobiącą klatkę, wykorzystała do kompozycji elewacji budynków.
Pracownie artystyczne
Na osiedlu Sady Żoliborskie znalazły się też pracownie artystyczne z wielkimi oknami, do których przylegały małe dwu pokojowe mieszkanka. Taką pracownię zajmowała np. wybitna rzeźbiarka Barbara Zbrożyna czy jej koleżanka po fachu – Zofia Wolska. Na osiedlu mieszkali też aktorzy m.in. Wiesław Michnikowski. Sady Żoliborskie były też plenerem filmów z lat 60., m.in. zagrały w „Pieczonych gołąbkach” czy „Mocnym uderzeniu”.
Halina Skibniewska – życiorys w pigułce
W tym roku, mija 100 lat od urodzin projektantki. Była związana z Warszawą od urodzin do śmierci w 2011 roku (została pochowana na Cmentarzu Powązkowskim). Pomysły do pracy czerpała m.in. z zagranicznych wyjazdów na stypendia. Spędziła, na przykład – trzy miesiące w Anglii i Szwajcarii, gdzie poznawała tamtejsze budownictwo. Halina Skibniewska sukces osiedla Sady Żoliborskie starała się powtórzyć na innym warszawskim osiedlu – Szwoleżerów wzniesionym w połowie lat 70. W mistrzowski sposób pomiędzy cztery poskręcane bloki wtopiła łąkę ze strumieniem.
Txt: Anita Kamieńska
Foto: Wikipedia, Damosfera
Pisząc tekst, korzystałam m.in. z książki „Spacerownik. Warszawa śladami PRL-u” Jerzego S. Majewskiego.



