Polska
Trochę cię nosiło po Polsce, zanim wylądowałaś w Krakowie…
DOMINIKA ŁABĘDZKA: To prawda. Pochodzę z Pomorza. Kiedyś wymyśliłam sobie, że mogłabym mieszkać w dwóch najpiękniejszych miastach, czyli w Sopocie lub Krakowie i mieszkam trochę tu i tu. Przyjechałam do Trójmiasta na studia, osiadłam, spędziłam kawałek życia… Jednak pokochałam człowieka z Krakowa i od 9 lat tu mieszkam.
Kraków przyjął cię miło?
Różnie bywało. Na początku podróżowałam między tymi dwoma miastami. W Sopocie zostawiłam swoje klientki, których nie chciałam zaniedbywać. Przy okazji odwiedzałam przyjaciół i bliskich. Moje przyjaźnie cały czas trwają.
W Krakowie zaczęłaś studiować malarstwo. To wpływ miasta?
Być może, choć malowałam zawsze. Tylko, kiedy urodziłam syna, malarstwo zeszło na drugi plan. Dlatego jestem szczęśliwa, że teraz studiuję w najstarszej artystycznej uczelni. Kiedy zamieszkałam w Krakowie, nawet nie myślałam, by zacząć studia. Całkowicie skupiłam się na swojej pracy, czyli mojej manufakturze. Firma się ustabilizowała, a ja pomyślałam, że to właściwy czas, by zająć się rozwijaniem pasji.
Moda
Z wykształcenia jesteś pedagogiem specjalnym… Skąd pomysł, by zająć się modą?
Nie mogę powiedzieć, że zajmuję się modą, bo na niej się nie znam. Po prostu robię to, co mi się podoba. Ubieram siebie! A jeśli coś się komuś z tego spodoba, to może skorzystać. Nie miałam nigdy planów, by zajmować się projektowaniem ubrań. Pracowałam w szkole z dziećmi ze specjalnymi potrzebami. W międzyczasie stale zajmowałam się sztuką. Moja praca dawała mi dużo satysfakcji, lecz trudno było mi związać koniec z końcem.
Przez jakiś czas byłam przedstawicielem medycznym. W tym czasie zaczęłam robić dla siebie i znajomych biżuterię. Zaczęło się to coraz bardziej podobać i rozwijać. Doszły do tego wełniane szale z filcowanymi aplikacjami, proste sukienki. tuniki, bluzki… Latem malowałam lny i jedwabie… Przez te 9 lat w Krakowie, Nikado Manufaktura pięknie wzrastała i rozwijała się. Moje projekty zaczęły przybierać coraz bardziej odważne i złożone formy. Teraz mam 2 pracownie i dodatkowe ręce do pomocy.
W jaki sposób malarstwo wpływa na twoje projekty?
Kocham Botticellego i Caravaggio, Boscha, Rembrandta…Ze współczesnych cenię całą plejadę artystów. Kocham Anię i Jarka Luterackich oraz ich twórczość. Uwielbiam prace Joanny Sarapaty, Michała Wareckiego… Sztuka w ogóle uwrażliwia człowieka. Z pewnością wpływa i na mnie, co za tym idzie i na moje pomysły.
Ubrania
Czy malarstwo wpłynęło na to, że nosisz kolorowe ubrania?
Nie! Być może wpłynęła na to praca duchowo-terapeutyczna, jaką wykonałam u boku moich mistrzów? Nie jestem pewna. Przez całe lata chodziłam w czerniach i szarościach, i z nimi się identyfikowałam, mimo że szyłam i malowałam kolorowe rzeczy. Przyszedł taki moment – nagle, coś mi się przewróciło w głowie, więc zaczęłam te kolory nosić i czuć się w nich wyśmienicie.
Twoja pracowania wygląda bardzo kolorowo!
To prawda! Pełno w niej kwiatów, piór, koralików, farbek, pędzli, bel z ultrakolorowymi materiałami… To moja biosfera. Uważam jednak, że nie każdy musi ubierać się tak kolorowo, bo najważniejsze, to czuć się dobrze w tym, co na siebie założymy.
Przebierańcy
Lubisz modowych przebierańców?
Zawsze cieszę się, gdy widzę barwnych ludzi. Bywa, że jest to zupełnie inny świat niż mój, ale myślę, że być może ta Madamka patrzy w lustro i widzi siebie jako milion dolarów. Niech się tak nosi! Podkreślę jeszcze raz, że najważniejsze to dobrze się czuć w swoich stylizacjach! W modzie wolno wszystko! A jeśli czegoś nie można, a bardzo się chce, to i tak wolno!
Nie szata zdobi człowieka, ale…
Jak się widzą tak cię… wiadomo! Mam to w nosie. Wyobrażam sobie, że ja wcale dla wielu osób dobrze nie wyglądam, bo czasem wyglądam jak przebieraniec. Trzeba dawać ludziom prawo, by wyglądali jak chcą. Nie uznaję sztywnych ram, przymuszania do noszenia takich czy innych kolorów, fasonów, bo akurat są modne. To bardzo ogranicza, a ja hołduję wolności!
Malujesz też wzory na butach. Pamiętasz najdziwniejsze zamówienie?
Teraz maluje „Alicję z Krainy Czarów”, malowałam też wioskę Smerfów.
Figura
Masz doskonałą figurę, jak to się robi…
To materia, z którą mierzę się od lat i myślę, że nigdy nie będę w stanie jej przepracować. Ciągle mam sobie coś do zarzucenia: tu oplotły talię węże czy powiększyło się koło ratunkowe… Staram się wówczas poluzować gumę i być dla siebie bardziej wyrozumiała. Zawsze byłam aktywna sportowo, może to ma wpływ. Kiedy przekroczę masę krytyczną, nie wcinam słodyczy. Staram się rozsądnie jeść.
Masz mnóstwo fanów na FB. Fajne uczucie, prawda?
Tak, bardzo! Ta rosnąca ilość osób, które tam się skupiają, to dla mnie olbrzymi komplement! Jestem prze-zachwycona! Staram się być wiarygodna i prawdziwa. Zarówno ze swoją radością, humorem, dobrym nastawieniem do świata, jak słabszą formą… Co jaki czas spotykam się z moimi Madamkami na Chichotach. To wspólny czas, gdy można kupić od ręki nasze projekty, przymierzyć czy zwyczajnie się spotkać. Panie zachęcone facebookowymi fotorelacjami, np. z Sopockich Chichotów, tłumnie przybywają.
Nie planuję postów, chyba, że robię specjalnie sesje, by zaprezentować jakieś projekty. Jednak zwykle dzieje się to spontanicznie. Nie lecę specjalnie do Sukiennic zrobić sobie zdjęcie, żeby przywitać się z moimi Madamkami. To jest wielki spontan i tak jest najlepiej!
Fot. Jacek Łabędzki







