Więcej...

    Angielka, która nauczyła Francuzki być Francuzkami – Jane Birkin

    Są torebki. I jest torebka Birkin. Ta pierwsza kategoria obejmuje wszystko – od skromnej listonoszki po wizytowe kopertówki. Ta druga to osobna republika, ze swoimi zasadami, rytuałami, cenami i tajemnicami. Torebka, która kosztuje tyle co nowe auto, a na rynku wtórnym – tyle co samochód używany. I całe to szaleństwo zaczęło się od jednej Angielki, która po prostu nie mogła upchać swojego wiklinowego koszyka do schowka w samolocie. Ale zanim doszło do tamtego lotu – była historia. Całkiem niezwykła.

    Nieśmiała dziewczyna z Chelsea

    Jane Mallory Birkin przyszła na świat 14 grudnia 1946 roku w Marylebone w Londynie. Rodzina – niebanalna. Ojciec, David Birkin, był komandorem podporucznikiem Królewskiej Marynarki Wojennej, a podczas II wojny światowej jako szpieg współpracował z francuskim ruchem oporu. Matka, Judy Campbell, była aktorką sceniczną, występującą w musicalach Noëla Cowarda.

    Jane opisywała swoje dzieciństwo jako „boskie”, choć w szkoła z internatem już jej nie odpowiadała. Porównywała się z innymi dziewczętami i – we własnym mniemaniu – nie wypadała najlepiej. Koleżanki żartowały, że była „ni to dziewczyną, ni to chłopakiem”. Jane wyrastała więc na pannę nieśmiałą, niepewną siebie, nieco rozchwianą. Nikt nie powiedziałby wówczas, że ta nastolatka zostanie twarzą pokolenia.

    Mając siedemnaście lat, Jane dostała rolę w musicalu z muzyką słynnego Johna Barry’ego – kompozytora, któremu sławę przyniosły filmy o Jamesie Bondzie. Pobrali się rok później – ona miała osiemnaście lat, on trzydzieści jeden. W 1967 roku urodziła się ich córka Kate. Rok później, gdy Barry wyjechał do Stanów, podjęli decyzję o rozstaniu. Jane wróciła do Londynu i zamierzała zrobić karierę – mimo nieśmiałości.

    Pierwszą istotną rolę dostała w 1966 roku – zagrała jedną z modelek w głośnym filmie Michelangela Antonioniego „Blow-Up”. Rola nieduża, ale film był ważny. A Jane – widoczna.

    „Je t’aime moi non plus”

    W 1968 roku Jane Birkin pojechała do Francji na przesłuchanie do francuskiego filmu „Slogan”. Nie mówiła po francusku. Mimo to dostała rolę. Na ekranie partnerowała samemu Serge’owi Gainsbourg’owi, jednemu z najbardziej kontrowersyjnych artystów ówczesnej Francji: kompozytorowi, pieśniarzowi, prowokatorowi i alkoholikowi w jednej osobie. Gainsbourg miał romans z Brigitte Bardot na koncie i czterdzieści lat na karku. Jane – zaledwie dwadzieścia dwa, lżejszy bagaż życiowych doświadczeń. Mimo to nawiązali romans – i oto pierwszy rozdział historii o jednej z najbardziej fascynujących i destrukcyjnych miłości XX-wiecznej kultury.

    Piosenka „Je t’aime… moi non plus” („Kocham cię… ja już nie”) nie była pierwotnie napisana dla Jane. Gainsbourg skomponował ją z myślą o Bardotce – i nagrał z nią. BB jednak wycofała się przed wydaniem, bo akurat tym razem nie miała wielkiej ochoty wywoływać skandalu. Rolę przejęła Jane. Jak sama przyznała – z zazdrości. Chciała przejąć piosenkę po Bardot, tak jak przejęła Serge’a.

    Singiel ukazał się w 1969 roku. Piosenka – o nastrojowej muzyce, ze słowami szeptanymi po francusku i westchnieniami Jane, które nie pozostawiały wątpliwości co do ich natury – została zakazana przez rozgłośnie radiowe we Włoszech, Hiszpanii, Szwecji i Wielkiej Brytanii. Watykan potępił ją oficjalnie. I właśnie dlatego w październiku 1969 roku dotarła na szczyt brytyjskiej listy przebojów. Zaraz potem podbiła Francję, Niemcy, Belgię, Skandynawię. Trafiła także za ocean. Nagle Jane Birkin – nieśmiała Angielka, która nie mówiła po francusku – była wszędzie.

    W 1971 roku urodziła się Charlotte Gainsbourg, córka Jane i Serge’a – obecnie gwiazda filmowa i muzyczna, która sukces zawdzięcza przede wszystkim własnemu talentowi.

    Para rozstała się w 1980 roku. Jane opisywała Gainsbourga jako człowieka „bardzo trudnego do życia z”, który przegrywał z nałogiem i stawał się agresywny. Po rozstaniu Jane związała się z reżyserem Jacquesem Doillonem. 4 września 1982 roku urodziła się ich córka, Lou Doillon. Rozstali się w 1993.

    Czy mimo wszystko to właśnie Gainsbourg był mężczyzną jej życia? Gdy w 1991 roku zmarł, Jane długo nie mogła się z tym pogodzić. Prawdą jest, że to on sprawił, że świat o niej usłyszał. I nim Jane stała się IT girl, dzięki „Je t’aime moi non plus” została symbolem europejskiej rewolucji obyczajowej – dziewczyną, która z namiętnych westchnień uczyniła sztukę i zamanifestowała prawo kobiet do seksualnej rozkoszy.

    IT girl

    Tu zaczyna się osobliwy paradoks. Jane Birkin jest uosobieniem „francuskiego stylu”. Jej zdjęcia z lat 60. i 70. – jeansy, proste koszulki, mini sukienki, długie ciemne włosy, zero makijażu, wiklinowy koszyk, swobodna elegancja z nutą nonszalancji  – to ilustracje do tego, co świat rozumie pod hasłem „Française chic”. Tymczasem Jane była przecież Angielką. Urodzoną w Londynie. Z silnym brytyjskim akcentem, który de facto uniemożliwiał jej wielką karierę we francuskim kinie.

    Ten sam akcent stał się jednak jej znakiem rozpoznawczym. Francuzi go uwielbiali. Kiedy mówiła po francusku z angielskim akcentem i popełniała błędy gramatyczne – uznawano to za urocze.

    Wracając jednak do stylu, warto podkreślić: image Jane Birkin nie był drobiazgowo planowany. Nie korzystała z usług stylistów. Nosiła to, w czym czuła się dobrze – a czuła się dobrze w rzeczach prostych, nieformalnych, w których mogła przejść się ulicami Paryża, wsiąść na rower czy przysiąść nad rzeką. Wiklinowy koszyk, który nosiła dosłownie wszędzie – na targ, do nocnych klubów, na ważne premiery – stał się jej nieodłącznym atrybutem. Aż do czasu, gdy jej ówczesny partner Jacques Doillon celowo przejechał po nim samochodem – bo uznał, że całe jej życie i tożsamość Jane nie powinny być sprowadzane do wiklinowego kosza.

    Cóż. Miał trochę racji. I trochę nie miał.

    Torba na serwetce

    Był rok 1983 (lub 1984 – zależy, kogo spytamy). Jane Birkin siedziała w samolocie na trasie Paryż–Londyn. Miała przy sobie swój koszyk. Kiedy próbowała umieścić go w schowku nad siedzeniem, wysunął się i cała jego zawartość spadła na podłogę samolotu.

    Współpasażerem Jane był wtedy Jean-Louis Dumas – dyrektor generalny Hermèsa, jednego z najstarszych i najbardziej prestiżowych domów mody na świecie. Kiedy Jane zbierała z podłogi swoje rzeczy, poskarżyła mu się, że od lat nie może znaleźć skórzanej torby weekendowej, która by jej odpowiadała. A czegóż pani Birkin szukała? Czegoś przestronnego, z kieszeniami, praktycznego, a jednocześnie eleganckiego. Dumas słuchał. A potem oboje wzięli się za projektowanie – według różnych relacji, szkicowali na serwetce albo po prostu rozmawiali, wymieniając pomysły.

    W 1984 roku Hermès stworzył dla Jane czarną skórzaną torbę. Dumas nazwał ją „Birkin bag”. Jane dostała oczywiście swój egzemplarz. Przez całe życie miała ich kilka – ale nigdy więcej niż jeden naraz.

    Ile kosztuje legenda?

    Kiedy w 1984 roku Hermès wypuścił pierwszą torebkę Birkin, kosztowała około 2 000 dolarów. Cena imponująca, ale mieszcząca się w granicach wyobraźni. Potem zaczął się powolny, nieubłagany marsz w górę.

    Dziś standardowy Birkin 30 w skórze togo kosztuje w boutiku Hermèsa w Stanach Zjednoczonych 14 900 dolarów – cena po podwyżce w 2026 roku. W Europie odpowiednik to około 10 600 euro. Ale to ceny katalogowe.

    Po torebki Birkin nie można po prostu wejść do sklepu, wybrać i kupić. Hermès stosuje system limitów zakupowych – klient może nabyć najwyżej jedną torebkę z limitowanej puli rocznie, a i to wymaga zbudowania relacji z pracownikiem butiku, regularnych zakupów w salonie i niemałej dozy szczęścia. Ten mechanizm – nazywany przez kolekcjonerów „Hermès Game” – stał się wręcz przedmiotem zbiorowego pozwu sądowego. I jednocześnie jest nic tak nie budzi pożądania – wszak im trudniej dostać, tym bardziej tego chcemy.

    W efekcie rynek wtórny kwitnie. Według danych Sotheby’s średnia cena Birkin 30 w sprzedaży wtórnej wyniosła w 2025 roku 22 300 dolarów – czyli znacznie powyżej ceny katalogowej. Rekordziści podwoili wartość swojego egzemplarza w ciągu pięciu lat od zakupu. Eksperci rynku luksusowego twierdzą, że wartość torebek Birkin i Kelly przez ostatnią dekadę rosła szybciej niż złoto.

    Na aukcjach padają rekordy. Torebka Birkin Faubourg w białej skórze osiągała w 2024 roku ceny 220 000–230 000 dolarów. Egzemplarze zdobione diamentami – nawet 200 000 dolarów i więcej. A oryginalna torebka Jane Birkin – ta, którą nosiła osobiście – została sprzedana na aukcji latem 2025 roku za 10,1 miliona dolarów.

    Jest i cień w tej historii. W 2015 roku organizacja PETA upubliczniła film dokumentujący złe traktowanie zwierząt w farmie dostarczającej skóry dla Hermèsa. Jane Birkin zareagowała natychmiast – poprosiła o usunięcie jej nazwiska z torebki. Hermès odpowiedział, że zbada sprawę. Jane ostatecznie wycofała żądanie po długich rozmowach z przedstawicielami marki, ale epizod ten pokazał, że kobieta, której imię nosił najbardziej pożądany przedmiot luksusowy świata, potrafiła postawić etykę ponad prestiżem.

    Ikona ponadczasowa

    Jane Birkin zmarła 16 lipca 2023 roku w Paryżu, w wieku 76 lat. Zostało ponad 70 filmów, kilkanaście albumów i jedno z najbardziej rozpoznawalnych nazwisk w historii mody.

    Przez całe życie była łącznikiem między dwiema kulturami – Angielką we Francji, która stała się symbolem francuskiego szyku i francuskiej odwagi artystycznej. Ikoną mody, która przez dekady chodziła z wiklinowym koszem, bo tak było wygodniej. Kobietą, której styl polegał na braku stylu, a okazał się ponadczasową inspiracją i jednym z wzorów bezpretensjonalnej elegancji.

    A torebka? Ta, którą zaprojektowała na serwetce z przypadkowo napotkanym dyrektorem, żyje własnym życiem – coraz droższym, coraz bardziej ekskluzywnym, coraz dalszym od wiklinowego kosza, od którego wszystko się zaczęło.

    Więcej o sylwetkach kobiet znajdziecie tutaj.

    ZOSTAW ODPOWIEDŹ

    Proszę wpisać swój komentarz!

    Akceptuję Politykę prywatności / RODO i Regulamin serwisu

    Proszę podać swoje imię tutaj



    Inne w kategorii

    PARTNERZY