Więcej...

    Fenomen Marilyn Monroe. Co sprawia, że wciąż jest boginią kina?

    Złota era Hollywood zrodziła wiele pamiętnych gwiazd, których ekranowe sukcesy oraz ikoniczne wizerunki wciąż pasjonują młode pokolenia kinomanów. Nikt nie może jednak równać się z legendą Marilyn Monroe, która obok króla rock’n’rolla Elvisa Presleya i disneyowskiej Myszki Miki pozostaje najsłynniejszą twarzą amerykańskiej branży rozrywkowej. Co kryje się za fenomenem posiadaczki najsłynniejszych inicjałów świata?

    Miała w sobie słodycz i wrażliwość, charyzmę oraz ekscentryczną nutę, kokieteryjny urok, świadomość ciała i rys buntowniczki. Nienawidziła ekranowego wizerunku, który wybrali dla niej na początku kariery producenci: naiwnej blondynki i materialistki, która marzy wyłącznie o poślubieniu milionera czy diamentach. W rzeczywistości Norma Jean Mortenson pragnęła jednego: miłości, której nie odnalazła mimo bycia ulubienicą całego świata. Niezrozumienie, ambicja, samotność – to wszystko zrodziło jej cierpienie, które w połączeniu z przedwczesnym końcem zbudowało tragiczną legendę MM.

    Lata 50., czyli dekada platynowych seksbomb

    Rozpoczynająca swą karierę w powojennej rzeczywistości Norma posługująca się na potrzeby kariery pseudonimem Marilyn Monroe doskonale wpisała się w społeczne nastroje. Druga połowa lat 40. XX wieku była czasem alianckiej ekstazy i próby wynagrodzenia sobie traum poprzez oddawanie się rozmaitym uciechom. Jeszcze podczas największego konfliktu w dziejach ludzkości popularność zyskał podszyty patriarchalnym wyobrażeniem styl pin-up, który rozpowszechniły roznegliżowane kobiety obecne na rysunkach czy fotografiach zabieranych przez żołnierzy na front.

    Zarządzający Fabryką Snów producenci dostosowali się do potrzeb ogółu, mając na uwadze nie dobro aktorek, a opłacalność. I tak po latach dominacji kobiet-wampów doprowadzających mężczyzn do zguby, a także flapperek, czyli nowoczesnych, niezależnych dziewczyn zrodził się mit seksownej blondynki, który obrócił życie wielu aktorek w koszmar.

    MM otworzyła nowy rozdział w dziejach systemu gwiazd. Choć dziś ciężko w to uwierzyć spoglądając na jej spektakularne, uginające się od ciężaru błyskotek kreacje, to dawniej reprezentowała typ… dziewczyny z sąsiedztwa. Jej poprzedniczki – od Joan Crawford do Gene Tierney, reprezentowały posągowy typ urody, a przy tym niedostępny, sprawiający wrażenie mitycznego. Monroe była kobietą kipiącą seksapilem, ciepłą, a przy tym „z krwi i kości”, która nie tuszowała swych krągłości i uczyniła z nich atut.

    Wraz z narodzinami jej popularności, wytwórnie prześcigały się w kreowaniu rywalek gwiazdy filmu „Mężczyźni wolą blondynki” (1953). Tak stworzono wizerunki platynowych „uwodzicielek”: Kim Novak, Jayne Mansfield, Mamie Van Doren, a w Anglii – Diany Dors.

    Walka z systemem

    Marilyn Monroe nie znosiła portretu „głupiutkiej trzpiotki”, sama pozostawała bowiem kobietą wysokiej inteligencji, ciekawej świata literatury oraz filozofii. Przez całą karierę tęskniła za rolami dramatycznymi, nie otrzymała ich jednak wiele z wyłączeniem niezależnej produkcji „Przystanek autobusowy” (1956) i rozprawiającego się z egzystencjalną problematyką dzieła „Skłóceni z życiem” (1961).

    Gdy w połowie lat 50. wytoczyła sądową batalię wytwórni 20th Century Fox, aby otrzymać wyższą gażę i możliwość samodzielnego wyboru scenariuszy, zakończyła toksyczny rozdział systemu gwiazd, w którym studia roztaczały całkowitą kontrolę nad gwiazdami. Wcześniej – bez powodzenia – próbowała tego Bette Davis. Dzięki swej odwadze MM miała większy wpływ na przyszłe angaże. Na skutek tego w 1956 roku zagrała w brytyjskim filmie spod ręki obecnego po dwóch stronach kamery Laurence’a Oliviera „Książę i aktoreczka”. Na ekranie pokazała się w lżejszym makijażu, rezygnując z czerwonej pomadki.

    Stopniowe przesuwanie granic i symboliczne kroki budowały grunt dla przyszłej generacji aktorów wyzwolonych spod toksycznych manipulacji producentów, którzy kontrowali życie diw i amantów również poza planem filmowym.

    Teorie spiskowe wokół śmierci MM

    Zachodnia kultura w szczególności upodobała sobie tragiczne legendy. Śmiertelny wypadek 24-letniego Jamesa Deana albo Klub 27 „tworzony” przez gwiazdy rocka zmarłe w młodym wieku – nieszczęśliwe biografie nie przestają budzić współczucia i przyciągać czytelników.

    Do Marilyn Monroe należał jeden z najtragiczniejszych życiorysów w dziejach Hollywood, bodaj obok króla komedii Charliego Chaplina. Po traumatycznym dzieciństwie i wychowaniu się bez rodziców nigdy później nie mogła liczyć na upragniony spokój. Gdy w sierpniu 1962 roku znaleziono ciało 36-letniej aktorki, zrodziły się teorie spiskowe wokół przyczyny zgonu.

    Choć zdarzenie uznano za „prawdopodobne” samobójstwo w wyniku przedawkowania leków, to tajemnice wokół ostatniej nocy z życia ikony wciąż gorączkują świat. Najbardziej kontrowersyjne tropy wskazują na udział osób trzecich, tuszowanie zabójstwa, a nawet interwencję FBI, które tropiło gwiazdę uwikłaną w romanse z braćmi Kennedy i z tego tytułu prawdopodobnie posiadającej dostęp do informacji objętych tajemnicą państwową.

    Wizerunek, który wciąż budzi emocje

    Mimo upływu 64 lat od tragicznej śmierci Marilyn Monroe, jej gwiazda cieszy się niezmiennym blaskiem. Postać najsłynniejszej blondynki Fabryki Snów to obowiązkowy punkt galerii figur woskowych (jedną z najlepiej wykonanych w Polsce znajdziemy m.in. w gdańskiej Baszcie Tajemnic), a także wystroju wnętrz w stylu glamour, gdzie twarz MM zdobi obrazy, fototapety, poduszki itd. Czasami rodzi to pytanie, gdzie w tym wszystkim poszanowanie dla tej niezwykłej kobiety, która skrywała ogromne pokłady talentu, a gdzie przebiega cienka granica kiczu…

    Obchody 100. urodzin aktorki również zapowiadają się barwnie. Tylko w naszym kraju trwa jednocześnie kilka przeglądów jej kultowych filmów w kinach. Organizowane są wykłady, a także wydawane nowe publikacje książkowe rozliczające się ze statusem ikony.

    Co stoi za nieprzemijającym uwielbieniem dla „skłóconej z życiem” Marilyn Monroe? Współczesne kobiety naśladują jej styl nie tyle w konkretnych elementach garderoby (choć to też się zdarza przy miłośniczkach vintage), ile w podtrzymaniu świadomości ciała i pewności siebie. Fanki dorobku aktorki wskazują również na jej zakulisowe dramaty, oddając sprawiedliwość jej samotności na firmamencie. Historia Marilyn Monroe w oczach potomnych to w końcu bolesny obraz toksycznej machiny Hollywood, która traktowała swe gwiazdy niczym produkt, ignorując odczucia jednostki.

    Więcej o sylwetkach kobiet znajdziecie tutaj.

    Marilyn Monroe, Muzeum Figur Woskowych, Gdańsk, Baszta Tajemnic, fot. Paula Apanowicz
    Marilyn Monroe, Muzeum Figur Woskowych, Gdańsk, Baszta Tajemnic, fot. Paula Apanowicz

    ZOSTAW ODPOWIEDŹ

    Proszę wpisać swój komentarz!

    Akceptuję Politykę prywatności / RODO i Regulamin serwisu

    Proszę podać swoje imię tutaj



    Inne w kategorii

    PARTNERZY