Więcej...

    Jane Fonda i różne odcienie wolności

    Jane Fonda to nie tylko aktorka. To ikona. Dla wielu – obrończyni demokratycznych wartości, dla innych – na zawsze już będzie niepokorną „Hanoi Jane”. Przede wszystkim jest to kobieta, która przez lata szukała swojej drogi, próbowała odkryć własną tożsamość i odzyskać wewnętrzny spokój. Dziś Jane doskonale rozumie znaczenie słowa „wolność”.

    Córka Hanka

    Jane Fonda przyszła na świat tuż przed Bożym Narodzeniem, 21 grudnia 1937 roku. Jej ojciec, Henry Fonda, był wtedy u szczytu formy – grał właśnie z Bette Davis w „Jezebel”, a kontrakt gwarantował mu, że będzie mógł przerwać pracę, jeśli żona zacznie rodzić. Gdy Frances Ford Seymour zaczęła rodzić, Hank natychmiast rzucił wszystko i pojawił się w szpitalu. Pielęgniarki musiały niemal siłą wyrzucać go z sali – nie mógł się na swoją córkę napatrzeć. Robił jej dziesiątki zdjęć, które dla Jane stały się najcenniejszą pamiątką po ojcu, z którym przez większość życia miała niezwykle skomplikowaną relację.

    W dzieciństwie Jane była z ojcem bardzo zżyta i wiedziała, że ją kochał. W lutym 1940 roku pojawił się na świecie Peter, a Frances zaczęła mieć objawy depresji poporodowej. Nigdy już nie wróciła do pełni zdrowia psychicznego. Cierpiała na psychozę maniakalno-depresyjną. Tymczasem Henry coraz częściej bywał nieobecny – podróżował między planami filmowymi w Los Angeles a scenami Nowego Jorku, wyruszał w tournée po całym kraju. Gdy gościł w domu, głównie milczał, sprawiając wrażenie niedostępnego. „Hank, błagam, powiedz coś. Cokolwiek!” – prosiła Frances. Na próżno. Fonda nie potrafił komunikować się ze swoimi bliskimi.

    W 1948 roku Henry nawiązał romans z dwudziestoletnią Susan Blanchard i poinformował żonę o złożonym pozwie rozwodowym. Frances załamała się, zgłosiła do szpitala psychiatrycznego Austen Riggs i tam, 14 kwietnia 1950 roku, popełniła samobójstwo. Dwunastoletniej Jane, przebywającej w szkole z internatem, przekazano wiadomość o śmierci matki, zatajając przyczynę. Córka Fondy poznała prawdę dopiero jesienią, gdy koleżanka podsunęła jej pismo z artykułem o ojcu. Dla młodziutkiej Jane było to traumatyczne doświadczenie. Henry zadbał o to, by w domu nigdy nie wspominano Frances.

    Po śmierci matki Jane zaczęła czuć się przy ojcu niepewnie. Brakowało jej dialogu, bliskości i akceptacji. Hank podświadomie wyczuwał jej potrzeby, ale uznawał je za przejawy słabości. Trudna relacja z ojcem zniszczyła psychikę Jane. Dziewczyna miała mnóstwo kompleksów i dostała obsesji na punkcie swojej sylwetki. Doszło do tego, że przez pewien czas piła tylko kawę, jadła jogurty i paliła papierosy. Brak pewności siebie sprawił, że nie umiała nikomu odmówić, przez co kilkakrotnie padała ofiarą nadużyć seksualnych.

    Szukając samej siebie

    Z czasem Jane zaczęła grywać w filmach. Może, aby zbliżyć się do ojca – jednego z najwybitniejszych aktorów swojego pokolenia? Może szukając akceptacji? A może, podobnie jak Henry, chciała użyć kina do walki o swoje przekonania?

    Debiutowała na tej samej scenie, na której zaczynał jej ojciec – w Omaha Community Playhouse w Nebrasce. Przypadek? W 1958 roku wyruszyła do Nowego Jorku, gdzie skończyła słynne Actors Studio. Błyszczała na Broadwayu, pojawiała się też w filmach. Po serii występów w chłodno przyjmowanych filmach zachwyciła krytyków rolą w komedii romantycznej „Niedziela w Nowym Jorku” z 1963 roku. Zaraz potem zagrała u boku bożyszcza francuskiego kina, Alaina Delona, w filmie „Koty”. Próbowała odnaleźć własną tożsamość – osobistą i artystyczną. I właśnie wtedy, podczas pobytu w Paryżu, spotkała francuskiego reżysera Rogera Vadima (pierwszego męża francuskiej seksbomby Brigitte Bardot). Szybko zaiskrzyło i pobrali się w sierpniu 1965 roku. Niestety Vadim okazał się partnerem toksycznym. Nie tylko pił i przepuszczał pieniądze, ale też chciał zmienić żonę w symbol seksu. Zmuszał ją do ról, które eksponowały jej ciało – jak „Barbarella”, a sama Jane czuła się w tym wszystkim uwięziona. Oddychała, gdy wracała do Hollywood – a propozycji nie brakowało. W 1967 roku zagrała z Robertem Redfordem w „Boso w parku”, a w 1969 w jednym ze swoich najlepszych filmów „Czyż nie dobija się koni?”.

    Przełom nastąpił w 1971 roku, gdy Jane wystąpiła w „Klute” u boku Donalda Sutherlanda. Rola prostytutki Bree Daniels, kobiety silnej, niezależnej, szukającej własnej drogi, stała się manifestem wyswobodzenia młodej aktorki i kobiety gotowej na nowy początek. Jane ścięła i pofarbowała włosy – nie była już Barbarellą. Koniec wpływów Vadima. Akademia Filmowa nagrodziła jej kreację Oscarem. Romans z Sutherlandem przypieczętował zerwanie z dawnym życiem. W 1973 roku rozwód z Rogerem Vadimem został sfinalizowany, a Jane i jej córka Vanessa osiadły w Stanach, gdzie wówczas działo się sporo.

    Już od końca lat 60. Jane była czynną aktywistką. Zaczęła od wspierania radykalnej Partii Czarnych Panter, ale jej małżeństwo z Tomem Haydenem, lewicowym aktywistą, dodatkowo ją motywowało. Walczyła o prawa Indian, wypowiadała się przeciwko wojnie w Wietnamie. W lipcu 1972 roku wyjechała do Hanoi, gdzie podczas licznych wystąpień podważała słuszność amerykańskich działań i namawiała Amerykanów do wspierania komunistów. Nazwana „Hanoi Jane”, przez wielu została uznana za zdrajczynię – także przez Hollywood. Ojciec, który przed laty wyruszył na wojnę, wierząc, że to jego patriotyczny obowiązek, był na córkę wściekły. Jane kilkakrotnie aresztowano – raz za posiadanie narkotyków (choć de facto były to witaminy, a architektem całego skandalu był Richard Nixon). Henry nie mógł zaakceptować agresywnego aktywizmu córki. Gdy ktoś zaczepiał aktora i pytał, jak można skontaktować się z Jane, Fonda odpowiadał: „Pytajcie policji”.

    Powrót

    Gniew przygasał z czasem. Jane wróciła do łask Hollywood dzięki roli w filmie „Powrót do domu” (tytuł jakże symboliczny) z 1978 roku. Zagrała żonę weterana wojennego. Kreacja przyniosła jej drugiego Oscara.

    Choć Jane Fonda nie ustawała w walce o swoje przekonania – co najwidoczniej okazało się dziedziczne – znalazła też inne sposoby na wyrażanie siebie.

    W latach 80. stała się ikoną fitness, wydając serię kaset wideo z aerobikiem, które pobiły wszelkie rekordy sprzedaży. Łączyła karierę aktorską z aktywizmem społecznym. Wychowywała dzieci – Vanessę Vadim i syna Troya ze związku z Haydenem – na świadomych obywateli, zachęcała ich do walki o to, co rozumiała jako „sprawiedliwą Amerykę” i wpajała demokratyczne wartości.

    Na początku lat 80. nadszedł czas, by pogodzić się z ojcem. Może Hank nie potrafił tego okazać Jane i Peterowi, ale na swój sposób bardzo ich kochał, a przede wszystkim podziwiał jako artystów. O Jane powiedział: „Jest mistrzynią improwizacji, ja sam bym tak nie potrafił”. Córka i syn zaczęli z czasem rozumieć jego emocjonalne ograniczenia. Jane szukała pomocy u terapeutów, pracowała nad sobą. Henry dopiero pod koniec życia gotów był nawiązać dialog. Praca na planie „Nad Złotym Stawem” z 1981 roku stanowiła dla Henry’ego i Jane nie tylko wyzwanie aktorskie, ale i emocjonalne. Jane kupiła prawa do ekranizacji sztuki z myślą o ojcu. Podczas wspólnej pracy ujrzała Henry’ego w innym świetle i uważała, że to zasługa jego piątej żony: „To, jak mój ojciec stał się człowiekiem otwartym na miłość i mniej zagniewanym, ma związek z Shirlee… Żałuję, że nie był w takim związku wcześniej”.

    Choć udało im się porozumieć, nie mieli już czasu na stworzenie stabilnej, satysfakcjonującej relacji. Wprawdzie ani Jane, ani Peter nie zostali uwzględnieni w testamencie ojca, ale Henry wyraźnie podkreślił, że nie miało to związku z brakiem przywiązania, a jedynie z chęcią zapewnienia finansowego bezpieczeństwa Shirlee i adoptowanej córce, Amy.

    Jane opisała trudy dojrzewania w cieniu Henry’ego Fondy, ale zrozumiała ojca i wybaczyła mu – pomogło w tym prześledzenie rodzinnej historii Fondów i odkrycie przypadków depresji. Ta prawda miała działanie wręcz terapeutyczne.

    Wolność to piękna sprawa

    W 1991 roku Jane wyszła za mąż po raz trzeci – za magnata medialnego Teda Turnera, o którym później mówiła „mój ulubiony były mąż”. Rozstali się w 2001 roku. Nie ma nic przeciwko życiu w pojedynkę. Znajduje w nim wolność, czuje się bardziej produktywna. Mówi, że nie pragnie kolejnego związku seksualnego, ale niekiedy fantazjuje o młodszym, inteligentnym mężczyźnie.

    Jest niezwykle aktywna. Napisała kilka książek, w tym obszerną autobiografię „My Life So Far”. Nigdy nie zniknęła na długo z Hollywood, a w 2009 roku, po latach przerwy, w pięknym stylu powróciła na Broadway. W serialu „Grace i Frankie” (2015–2022) u boku Lily Tomlin odczarowywała starość, pokazując, że można być sexy, zabawną i pełną życia po siedemdziesiątce… i jeszcze później. Wydaje się pogodzona ze swoją przeszłością, przemijaniem. Nie godzi się jedynie na to, co zagraża demokracji.

    Co jest dla niej najważniejsze? Wolność – w każdym znaczeniu tego słowa. Wolność od presji, kompleksów, gniewu, toksycznych relacji, etykiet. Wolność osobista, artystyczna, obywatelska. Wolność to piękna sprawa.

    Dziś Jane Fonda to nie tylko ikona kina, ale symbol kobiety, która całe życie szukała samej siebie – i w końcu się odnalazła.

    Więcej o sylwetkach kobiet znajdziecie tutaj.

    ZOSTAW ODPOWIEDŹ

    Proszę wpisać swój komentarz!

    Akceptuję Politykę prywatności / RODO i Regulamin serwisu

    Proszę podać swoje imię tutaj



    Inne w kategorii

    PARTNERZY