Każdy obraz ma swoją opowieść

Sztuka nie zawsze zaczyna się od pędzla. Czasem rodzi się z ruchu, podróży, ciszy albo uważnego patrzenia na świat. O twórczej drodze, emocjach zapisanych na płótnie, poszukiwaniu piękna i nieustannej potrzebie odkrywania rozmawiamy z Iwoną Malwiną Golińską – malarką, dla której każdy obraz jest fragmentem osobistej historii.

Katarzyna Krauss: Na swojej stronie napisałaś: „Wszechświat ma swoją muzykę dla tych, którzy potrafią słuchać, i swoje piękno dla tych, którzy potrafią je dostrzec”. Jak ta myśl odnajduje swoje miejsce w Twoim malarstwie?

Iwona Malwina Golińska: Uważam, że to sformułowanie jest znacznie głębsze niż się wydaje na pierwszy rzut oka. Mam nawet taki tatuaż, a tatuaże też są sztuką. Chodzi tu o podejście do życia i to, co chcemy z niego wyciągnąć dla siebie. W życiu spotykają nas różne sytuacje i towarzyszą temu różne emocje, to od nas zależy, czy przekujemy je w coś dobrego, czy nie. Sztuka to element życia i poprzez nią możemy podzielić się ze światem tym, co jest w nas. Uważam, że mam wyjątkową zdolność dostrzegania piękna i dobrych rzeczy zarówno w tym, co mnie otacza, jak i w ludziach. W trudnych dla mnie chwilach próbowałam obrazami pokolorować mój świat – i o tym była moja ostatnia wystawa.

Taniec, architektura wnętrz, wystawiennictwo, a dziś przede wszystkim malarstwo. Czy patrząc wstecz, czujesz, że każda z tych dróg była potrzebna, żeby znaleźć swoje miejsce?

Było tego mnie u mnie sporo. Tak naprawdę skończyłam 4 kierunki studiów. Ich tematyka w ogóle się ze sobą nie łączy na pierwszy rzut oka. Zaczynałam od ścisłych przedmiotów i zarządzania, ale od dziecka w moim życiu był też taniec. To on odkrył moją wrażliwość i chęć kreacji. Dlatego też ostatnią uczelnią, którą ukończyłam było ASP w Łodzi. Czekałam na te studia. Zrobiłam je już dla przyjemności, a to zupełnie inne studiowanie. ASP otworzyło mi drzwi do świata projektowania, który po zakończeniu kariery tanecznej dawał mi możliwość dalszego tworzenia. Prowadziłam duże biuro projektowe. Zapragnęłam malować, bo to też część wnętrza. Zawsze mi się to podobało i marzyłam o warsztatach malarskich. Poszłam na nie i niesamowicie szybko stworzyłam pierwsze obrazy. Przyznam szczerze, że sama byłam zdziwiona, że tak dobrze mi to wychodzi. Najwyraźniej siedziało to we mnie od zawsze i tylko czekało na właściwy moment. Teraz zawodowo robię bardzo duże i dość skomplikowane rzeczy, ale uważam, że moja wrażliwość i kreatywność bardzo mi w tym pomagają, natomiast malarstwo stało się dla mnie nieodłącznym elementem, w którym mogę dać upust swoim emocjom, wizjom i potrzebom, i przekazać je światu. Im więcej podróżuję, im więcej ludzi spotykam i im więcej doświadczam, tym mam więcej do opowiedzenia. Obrazy są moim językiem komunikacji.

Przez ponad dwadzieścia lat zawodowo zajmowałaś się tańcem. Czy ruch, rytm i emocje wciąż są obecne w Twoich obrazach, nawet jeśli nie widać ich dosłownie?

Na pewno. Taniec towarzyski wymaga wielu poświęceń, zaangażowania i precyzji. Nauczył mnie też pokory i wytrwałości. Uważam, że jest to widoczne w moich obrazach. Zawsze staram się być bardzo precyzyjna, nie potrafię inaczej. Mam taki „czysty” styl – tak mówią odbiorcy. Chcę również, aby moje obrazy miały energię i mocny przekaz, ale jednocześnie – aby były estetyczne, wszystko zgodne z moją naturą.

Ukończyłaś aż cztery kierunki studiów. Czy wiedza daje artyście większą wolność, czy czasem wręcz przeciwnie – sprawia, że stawia sobie więcej wymagań?

Bycie perfekcjonistką przeszkadza, a taka jestem. Często uważałam, że to, co robię jest jeszcze niewystarczająco dobre i wymaga dopracowania. Zawsze celowałam wysoko, a zasada jest taka, że im więcej wiemy, tym bardziej zdajemy sobie sprawę, jak wiele jeszcze przed nami. Jestem bardzo krytyczna wobec siebie. Niemniej w moim przypadku to szczęśliwie doprowadziło do tego, że zawsze starałam się swój warsztat ulepszać, dzięki temu teraz z dumą patrzę na to, co stworzyłam i nie zamierzam przestać się rozwijać. To piękny proces.

Czy pamiętasz moment, w którym pomyślałaś: „chcę być malarką”? Czy była to jedna konkretna chwila, czy raczej proces?

Od zawsze chciałam spróbować, to było jeszcze w liceum. Ostatnio nawet mama mi opowiedziała, że jak byłam mała to nie nadążała mi kupować bloków rysunkowych i farbek, bo bardzo szybko je zużywałam. Kiedy jednak w moim życiu był taniec, na malarstwo nie było przestrzeni, ponieważ tańczyłam zawodowo, trenowałam codziennie, a oprócz tego jeszcze studiowałam w trybie dziennym i pracowałam. Wiem – brzmi jak szaleństwo, ale tak było. Jestem dumna z tego czasu i tych doświadczeń. Jak tylko przestałam tańczyć zawodowo, wraz z projektowaniem przyszła z powrotem chęć na malarstwo. Na początku odkładałam to, ale przyszedł impuls, którego już nie mogłam zignorować, a jak zaczęłam – to już nie mogłam przestać. 😊

Co czułaś jak namalowałaś swój pierwszy obraz?

To zabrzmi zabawnie, ale byłam zdziwiona, że to tak dobrze wygląda. Nie mogłam uwierzyć, że tak świetnie mi idzie i mówię to zupełnie szczerze. Zaczęłam od szkiców i pamiętam, że jak narysowałam pierwszy w życiu portret, co kiedyś wydawało mi się niemożliwe, to nie mogłam się nadziwić, że dałam radę. Pamiętam reakcję moich rodziców, jak przywiozłam go do domu. Zapytali: „Ty to naprawdę narysowałaś?” – a ja na to „też się dziwię”. To było niezwykle miłe i zabawne. Dodało mi to wiatru w skrzydła, chyba dlatego, że tak brakowało mi już wtedy tańca, znowu chciałam tworzyć i czuć, że robię coś dobrze i to wypływa z serca.

Architektura uczy patrzenia na przestrzeń, proporcje i światło. Co z tamtych doświadczeń najczęściej odnajdujesz dziś przy sztaludze?

Mam łatwość znajdowania dobrych kadrów, potrafię też robić dobre zdjęcia. Zachwycam się światłem i tym, jak natura, przedmioty, czy ludzie wyglądają w zależności od kadru, czy oświetlenia. Nabyłam uważność, która pomaga mi teraz odzwierciedlać proporcje i kadrować tak, aby obiekty były dobrze wyeksponowane. Moja droga też sprawiła, że idealnie dobieram obrazy do wnętrz, a także maluję na specjalne zamówienia.

Mieszkałaś w różnych miastach i krajach, wiele podróżujesz. Czy jest miejsce, do którego wracasz nie tylko fizycznie, ale też w swojej wyobraźni i twórczości?

Każde miejsce kojarzę z konkretnym momentem i z konkretnymi ludźmi. Jestem sentymentalna, więc często odtwarzam sobie w głowie różne piękne miejsca, mam bardzo dobrą pamięć wzrokową. Niemniej wychodzę z założenia, że świat jest tak duży i tak piękny, że fizyczne wracanie w to samo miejsce jest stratą czasu. W wyobraźni robię to często, inspiruje mnie to.

Powiedziałaś kiedyś, że w każdym obrazie zostawiasz cząstkę siebie. Czy oddawanie takich prac kolekcjonerom bywa trudne?

Na początku to było bardzo trudne. Jak sprzedawałam pierwsze prace było mi wręcz przykro, ale wytłumaczyłam sobie, że przecież po to je malowałam. Teraz sprawia mi to ogromną radość. Świadomość, że moje prace zdobią czyjeś domy czy biura, napawa mnie dumą, zwłaszcza, że wiem, że wiszą one nie tylko w różnych miastach w Polsce, ale także za wielkim oceanem w USA. Moim marzeniem jest wysłać prace do tylu krajów, ile udało i jeszcze uda mi się zwiedzić. 😊

W Twoich obrazach pojawiają się zarówno akty, jak i abstrakcje. Co decyduje o tym, że daną historię opowiadasz właśnie w taki, a nie inny sposób?

Ciężko to zdefiniować, ja to po prostu widzę oczami wyobraźni. Chciałam opowiedzieć historię o iluzji życia, to namalowałam kolekcję czarno-białych aktów skupiając się na ludziach i ich emocjach. Później miałam ogromną potrzebę dodania pozytywnej energii do mojej przestrzeni, to stworzyłam bajkową kolekcję, gdzie dominuje mocny kolor. W zależności od sytuacji i emocji, jakie mi towarzyszą instynktownie dobieram obiekty i kolory, aby nadać temu odpowiedni wyraz.

Jak wygląda Twój pierwszy krok przed rozpoczęciem nowego obrazu? Zaczynasz od konkretnego pomysłu, emocji, koloru, a może pozwalasz, żeby to płótno samo Cię poprowadziło?

Z uwagi na mój perfekcjonizm zazwyczaj cały obraz mam w głowie jeszcze zanim pierwsza kropla farby dotknie płótna. Oczywiście zdarza się, że ten pomysł w trakcie ewoluuje i finalnie powstaje z tego coś nieco innego niż pierwotna wizja, ale jest to związane głównie z tym, że mnie pomysły zalewają czasami w takiej ilości, że ciężko mi się zdecydować, który wybrać.

Co najbardziej lubisz usłyszeć od osoby, która po raz pierwszy staje przed Twoim obrazem?

Najbardziej lubię, kiedy odbiorca nie wie, że ja jestem autorem. To się czasami zdarza na wernisażu, kiedy przechodzę pomiędzy oglądającymi i słyszę: „o wow, zobacz, ale super”, „o, a zobacz to”, „czy to naprawdę jest namalowane, czy wydrukowane?” – wtedy wiem, że te reakcje są niewymuszone i w pełni naturalne, bo odbiorca mówi to np. do osoby, z którą przyszedł, a ja to słyszę przypadkiem. Mnie to wręcz wzrusza, daje mi to ogromną radość. Tego nie da się opisać. Wtedy wszystkie nieprzespane noce przed wernisażem idą w zapomnienie i wiem, że dla takich chwil warto było to wszystko robić.

Nad czym obecnie pracujesz? Czy możesz już zdradzić, jakie artystyczne marzenia i projekty czekają na realizację w najbliższym czasie?

Moim marzeniem jest, aby moje prace znalazły odbiorców w wielu miejscach na świecie, a to wiąże się z konkretnymi działaniami. Nie chcę zdradzać swoich następnych kroków, aby nie zapeszać. Na pewno będzie to coś dużego, ale wymaga ode mnie sporo pracy. O wszystkim poinformuję, jak już będzie gotowe, także proszę trzymać kciuki.

Czy zdarzyło Ci się kiedyś zakochać we własnym obrazie tak bardzo, że nie chciałaś go sprzedać?

Mój pierwszy obraz, nad którym pracowałam z przerwami przez prawie 2 lata, był dla mnie takim oczkiem w głowie, niemniej sprzedaż jego uznałam za znak rozpoczęcia nowego etapu w mojej twórczości. 😊

Więcej o kulturze i sztuce znajdziecie tutaj.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj


Inne w kategorii

PARTNERZY