Zmarła Eva Marie Saint, ikona Fabryki Snów
Eva Marie Saint (1924-2026) zmarła w wieku 102 lat z przyczyn naturalnych w swoim domu w Los Angeles. Informację o śmierci aktorki – jeszcze do wczoraj najstarszej żyjącej laureatki Oscara – potwierdził przedstawiciel jej rodziny, Jeff Sanderson.
Była jedną z najbardziej autentycznych artystek klasycznego Hollywood, w czasach, gdy skandal, zgoda na stereotypowy wizerunek albo sfałszowany życiorys dla wielu okazywał się przepustką do sławy. Pragnęła grać, ale odrzucała gwiazdorski blichtr. Jak ognia unikała nadmiernych wystąpień publicznych. Gdy pojawiała się na czerwonym dywanie, wprawiała otoczenie w zdumienie własnym zakłopotaniem i delikatnością.
Jej aparycja doczekała się anielskich porównań, ale sama Eva zdawała się takim aniołem na gwiazdorskim firmamencie. Miała w sobie niespotykaną eteryczność, pewną świetlistość, ciepło i niewyczerpane pokłady humoru, które pozwoliły jej zachować dystans i nie zwariować w ekstrawaganckim świecie show-biznesu.
Rozegrała swoją karierę na własnych zasadach. Godziła się występować w jednym filmie rocznie, mimo wzburzenia agenta, który na fali popularności Saint radził jej przyjmować role jak popadnie. Była zdeterminowana i szczerze oddana aktorskiemu fachu, ale nigdy nie postawiła go ponad prywatne wartości oraz rodzinne szczęście.
Przez 65 lat pozostawała z jedyną miłością swojego życia. Mowa o producencie Jeffreyu Haydenie, z którym doczekała się dwójki dzieci i wiodła szczęśliwe małżeństwo aż do śmierci mężczyzny w 2016 roku.
Ikona suspensu
Alfred Hitchcock dostrzegł w niej idealną kandydatkę na jedną ze swych słynnych blondynek. W jego dziele „Północ, północny zachód” (1959) wcieliła się w pozorną femme fatale, rządową agentkę Eve Kendall, a pełen kokieterii i jednoczesnej wytworności portret uzupełniony o uwodzicielskie dialogi wymieniane z Carym Grantem przyczynił się do okrzyknięcia filmu mianem najseksowniejszego w dziejach ekranu.
Mąż wspierał ją na każdym etapie produkcji. „Kochanie, znajdź sobie ciche miejsce. Zajmę się dziećmi, a ty na spokojnie przeczytaj jeszcze raz scenariusz” – przywoływała jego motywujące słowa po latach Eva.
Obserwując ją w „Północ, północny zachód” ciężko uwierzyć, że nigdy nie wcieliła się w żadną z tzw. dziewczyn Bonda. Była wprost stworzona do tej roli, a zmagania jej bohaterki na tle śmiertelnie niebezpiecznej afery szpiegowskiej wyprzedziły kultowe portrety Ursuli Andress czy Pussy Galore.
Mistrzyni filmowych emocji
Zanim podbiła X muzę, była… cheerleaderką. Urodzona w amerykański Dzień Niepodległości 4 lipca 1924 roku w rodzinie kwakrów dziewczyna od początku przejawiała kreatywność i wzmożony aktywizm. W szkolnych przedstawieniach otrzymywała role aniołów. Pasjonowała się sportem i wzdychała do okładek „Photoplay”, na których widniały największe gwiazdy kina okresu jej dzieciństwa – od Joan Crawford do Carole Lombard. Notabene Eva Marie Saint zmarła w 118. rocznicę urodzin drugiej z wymienionych aktorek (również zaliczanej do panteonu blondynek Hitchcocka).
Po ukończeniu szkoły teatralnej Saint doskonaliła swój warsztat na Broadwayu i w telewizji. Jej styl wyróżniał się na tle koleżanek po fachu grających w tradycyjny sposób. Kształcona w duchu Metody Eva stawiała na realizm i emocjonalne niuanse, dzięki czemu jej kreacje okazały się ponadczasowe i dziś wciąż pozwalają się utożsamić z jej heroinami.
W 1954 roku wystąpiła w pierwszym dużym filmie „Na nabrzeżach”. Obok Audrey Hepburn, która zgarnęła Oscara za pierwszoplanowy debiut w „Rzymskich wakacjach”, Eva zapisała się jako jedna z najbardziej spektakularnych debiutantek – drugoplanowa rola we wspomnianym filmie Elii Kazana podobnie przyniosła jej Nagrodę Akademii. Odbierała statuetkę w dziewiątym miesiącu ciąży, żartując ze sceny, że z emocji zaraz urodzi dziecko. Ceremonia odbyła się 30 marca 1955 roku. Dokładnie dwa dni później, 1 kwietnia, Eva powitała na świecie syna Darrella.
Dramat Kazana, w którym partnerowała legendarnemu Marlonowi Brando, różnił się od pozostałych amerykańskich filmów tamtych lat. Na próżno szukać w nim blichtru epoki, patosu czy glamouru. Reżyser prowadzi nas do świata społecznych konfliktów, nierówności, ale też nadziei skupionej wokół bohaterki Evy Marie Saint – Edie Doyle, która utożsamia całą wrażliwość świata przedstawionego. Jako siostra zamordowanego pracownika doków aktorka rzuciła wyzwanie wrogiemu systemowi.
Pod prąd
Po sukcesie produkcji nie dała się porwać dynamicznemu tempu kariery. Pragnienie połączenia macierzyństwa i spokojnego życia prywatnego z aktorstwem sprawiło, że Eva prowadziła swoją karierę w przemyślany, aczkolwiek odmienny od reszty sposób. W pierwszej dekadzie sławy wystąpiła zaledwie w siedmiu filmach.
Ograniczenie występów nie stanęło bynajmniej na przeszkodzie legendy Evy Marie Saint. Tworzyła duety z Elizabeth Taylor w filmach „W poszukiwaniu deszczowego drzewa” (1957) i „Brodziec” (1965), Paulem Newmanem jako najpiękniejsza niebieskooka para aktorska w „Exodusie” (1960) czy Anthonym Franciosą przy okazji „Kapelusza pełnego deszczu” (1957), ale to nie wszystko.
Jej kariera obejmowała siedem dekad. W 2006 roku wcieliła się w przybraną matkę Supermana Marthę Kent w produkcji „Superman: Powrót”. Dorobek Saint obejmował sporo występów na szklanym ekranie. W 1996 roku zagrała Hazel Foley w telewizyjnym „Titanicu”. W tej samej dekadzie zdobyła nagrodę Emmy dla najlepszej aktorki drugoplanowej w miniserialu „Ludzie tacy jak my”. Młodsze pokolenia widzów mogą pamiętać Evę z familijnej komedii „Dzięki tobie, Winn-Dixie” (2005) o zabawnym, bezpańskim psie, a także „Zimowej opowieści” (2014), w której sportretowała dorosłą Willę.
W Polsce Eva Marie Saint kojarzona jest głównie z występami u Kazana i Hitchcocka, a także tytułem najstarszej z żyjących laureatek Oscara (odziedziczonym właśnie przez Lee Grant), ale jej historia jest znacznie głębsza. To przede wszystkim opowieść o aktorskiej brawurze, odejściu od utartych schematów w branży i ponadczasowym wizerunku. Eva Marie Saint na zawsze pozostanie synonimem wyrafinowanego aktorstwa, a przy tym ikoną klasy, której w obecnym Hollywood można ze świecą szukać…
Więcej o sylwetkach kobiet znajdziecie tutaj.



