Krew na szachownicy

Krew na szachownicy
Szachownica, pixabay.pl

Komisarz Renata Zamojska oparła się rękami o brzeg stolika i wpatrywała w szachownicę. Dwa rzędy błyszczących w porannym słońcu figur po obu stronach drewnianej planszy podzielonej na sześćdziesiąt cztery pola stały naprzeciwko siebie niczym armie gotowe do bitwy. Wróciło wspomnienie z dzieciństwa: ojciec patrzy na nią z mieszanką triumfu i pobłażliwości, unosząc w dłoni figurę i mówiąc surowym tonem: „Mat! Jeszcze nie tym razem, Renata! Jeszcze musisz się poduczyć. Ćwicz, ucz się, graj! Graj! Musisz więcej grać!”

­­- Potrafi pani grać? – z zamyślenia wyrwał ją głos szefa techników za jej plecami.

- Podobno arcymistrz Magnus Carlsen potrafi przewidzieć aż trzydzieści ruchów do przodu. Ja w swoich najlepszych czasach widziałam może dziesięć – odparła, nie odwracając się. – Ale na mojego ojca to i tak było za mało. Nigdy z nim nie wygrałam.

Mężczyzna przeszedł za jej plecami i stanął po drugiej stronie stolika. Spojrzał na nią i uśmiechnął się.

- Moje białe, więc zaczynam. Pion na e4 – powiedział i przesunął figurę na białe pole.

- Pion na e5 – odpowiedziała Zamojska, wykonując swój ruch.  – Co wiemy?

- Odpowiadam pionem na f4. Mamy tu turniej szachów klasycznych rangi mistrzostw Polski. Startuje 10 zawodniczek i 16 zawodników. Dzięki hojnym sponsorom pula nagród dość wysoka: 100 tysięcy za zwycięstwo w każdej kategorii…

Komisarz zagwizdała zaskoczona.

- No, no! Pozmieniało się trochę, od kiedy ja ostatni raz startowałam. Wtedy w nagrodę dostawało się kupon do księgarni albo talon na zakupy do marketu. Ale to było bardzo dawno temu. Biję pana piona na f4. Kto jest ofiarą?

- Tomasz Rodecki. Zawodnik z Katowic. Trzydzieści pięć lat, kawaler, obecnie dwunasty w rankingu ogólnopolskim. Raczej bez szans na zwycięstwo w turnieju. Zginął od uderzenia ciężkim przedmiotem w głowę. Znalazła go sprzątaczka w jego hotelowym pokoju. Skoczkiem na f3.

- Słyszałam to nazwisko. Czy to nie ten, który był zawieszony na rok za oszukiwanie podczas gry? Mój skoczek na f6. Czyli wrócił po przerwie?

- Pion na e5. Z tego co wiem, tego oszustwa nigdy do końca nie udowodniono. Wie pani, nowe technologie, nowe możliwości. A wyobraźnia ludzka nie zna granic. Niedługo zawodnicy będą grać nadzy, a i to chyba nie wykluczy wspomagania.

- Skoczek na h5. Szesnastu zawodników. Tyle, ile figur w grze – zauważyła Zamojska. – Ciekawe, kto rozgrywa tę partię?

- W każdym razie zaczął od usunięcia jednej z figur. Drugi pion na d4.

***

W jednym z pokoi na komendzie policji komisarz Zamojska zapisywała na białej tablicy istotne informacje, które udało jej się zebrać po przeprowadzeniu rozmów z wszystkimi uczestnikami i uczestniczkami turnieju. Na jednym ze stolików rozłożyła przyniesioną z domu szachownicę. Partia rozgrywana z szefem techników wchodziła w decydująca fazę. Przyjrzała się rozkładowi figur na planszy. Był lepszy niż przypuszczała. Jej sytuacja zaczynała być trudna. Właśnie zbił skoczkiem jej gońca na d4. Westchnęła i wróciła do tablicy.

W punkcie pierwszym zapisała „Brak alibi” i dopisała do tego piętnaście nazwisk. Szachiści i szachistki przeważnie siedzieli w swoich hotelowych pokojach i przygotowywali się do kolejnych partii. Najczęściej ćwiczyli lub skupiali się w samotności i nie mieli na to żadnych świadków. Zaledwie kilka osób przyjechało na turniej z osobą towarzyszącą, a parę kolejnych relaksowało się w hotelowym barze w czasie, gdy według patologa, zginął Rodecki.

Jak się można było tego spodziewać po aferze z oszustwem Rodecki nie cieszył się popularnością wśród innych graczy. Kilku twierdziło otwarcie, że nie podadzą mu ręki, gdy wypadnie im się z nim zmierzyć. Ale trudno było sobie wyobrazić, że któraś z tych osób była na tyle oburzona jego postępowaniem, że postanowiła go zgładzić. Przypomniało jej się zdanie wypowiedziane dzisiaj przez szefa techników:

- A co, jeśli Rodecki był tylko pionem? Co, jeśli, jak w każdej dobrej grze, jego usunięcie czemuś służyło, a nie było celem samym w sobie?

Wróciła do tablicy. I nagle to zobaczyła. Całą partię, ruch po ruchu i jej finał.

***

Szef techników stał obok Zamojskiej przed tablicą i słuchał jej wyjaśnień.

- Miał pan rację, Rodecki to był tylko pierwszy ruch. Zawodników jest szesnastu, a turniej dość nietypowo nie jest rozgrywany w systemie szwajcarskim, tylko każdy z każdym. Podobno taki warunek postawili sponsorzy, bo według nich jest to bardziej czytelne dla publiczności. Wśród tej szesnastki jest właściwie jeden zdecydowany faworyt i dwóch pretendentów.

Szef techników kiwnął głową na znak, że się zgadza z jej opinią.

- Górecki to faworyt, a zagrozić mu może jedynie Stanuch i Rachoń - zauważył.

- Zgadza się. Górecki idzie jak burza i zebrał do tej pory komplet punktów, ale nie grał jeszcze ani ze Stanuchem, ani z Rachoniem. Szansę mają ciągle obaj pretendenci, bo oni też wygrali swoje pojedynki, ale wszystko zmieniła śmierć Rodeckiego.

- Jak to? – spytał szef techników.

- Za zwycięstwo dostaje się dwa punkty, za remis jeden, a za walkowera też tylko jeden. A według regulaminu turnieju w przypadku śmierci przeciwnika jest to traktowane jako…

- Walkower – zrozumiał mężczyzna.

- No właśnie – Zamojska klasnęła w dłonie. – Tylko, że Stanuch już rozegrał swój pojedynek z Rodeckim i wygrał, a Rachoń jeszcze nie.

- Czyli to wszystko dla tego jednego punktu?

- Właściwie dla dwóch, bo Górecki też jeszcze nie zdążył zagrać z Rodeckim. Stanuch ma więc już teraz punkt przewagi nad mistrzem i tyle samo nad konkurentem.

- Ale to chyba za słabe na prokuratora, nie? – spytał z wahaniem szef techników.

- Oczywiście, dlatego teraz pana ruch – proszę jeszcze raz dokładnie sprawdzić pokój Rodeckiego. I pobrać DNA od Stanucha. Założę się, że znajdziemy dowód, że był w jego pokoju. A to już wystarczy, żeby go oskarżyć. A propos ruchu – Zamojska podeszła do szachownicy, a jej ręka zawisła nad nią na chwilę – biję moim pionem pana skoczka na d6. I co pan na to?

***

Ojciec uśmiechnął się łagodnie, kiedy otworzył drzwi i zobaczył Zamojską. Zdjęła płaszcz, powiesiła go na wieszaku w przedpokoju i weszła za ojcem do dużego pokoju.

Szachownica już czekała.

- Nawet nie wiesz, jak się cieszę, że przyszłaś – powiedział ojciec. – Granie ze sobą w szachy to nie jest szczyt moich ambicji i do tego nuda. A ty masz z kim grać?

Uśmiechnęła się w odpowiedzi.

- Dziś rozegrałam nawet dwie partie – odrzekła.

- I jak ci poszło?

- Tę ważniejszą wygrałam – odpowiedziała, siadając za stołem.