Małgorzata Lorentowicz - utalentowana aktorka i odważna kobieta. Podczas Powstania Warszawskiego cudem uniknęła śmierci

Małgorzata Lorentowicz - utalentowana aktorka i odważna kobieta. Podczas Powstania Warszawskiego cudem uniknęła śmierci
Grób Małgorzaty Lorentowicz na cmentarzu Powązkowskim w Warszawie, fot. Wikipedia

Była elegancka, piękna i utalentowana. Emanowała niezwykłym wdziękiem, pełnym ciepła i serdeczności. Często mawiano o niej – kobieta z klasą, a ona bezsprzecznie ją miała! Jako dystyngowana dama zapisała się również w wielu rolach na deskach teatrów, jak i w polskiej filmografii. Uwielbiana przez widzów aktorka, kojarzona najczęściej z barwną postacią babci Wolańskiej z komedii „Kogel-Mogel”, przeżyła wiele dramatycznych chwil w swoim życiu prywatnym, cudem unikając śmierci podczas Powstania Warszawskiego.

Humanistka w Wojskowej Służbie Kobiet

Małgorzata, z domu Damięcka, urodziła się w Warszawie. Od zawsze marzyła o występach na wielkiej scenie. Jednak początkowo zdecydowała się na studia na wydziale humanistycznym.

W 1942 r. postanowiła wstąpić do Armii Krajowej. Należała do Wojskowej Służby Kobiet. Wzięła udział w szkoleniach: wojskowym, sanitarnym jak i łącznościowym. Otrzymała pseudonim „Duda”.

Sanitariuszka i łączniczka w Powstaniu Warszawskim

Małgorzata Lorentowicz wzięła udział w Powstaniu Warszawskim w 1944 r. Należała do zgrupowania wojskowego Armii Krajowej, do Obwodu I Śródmieście – Czerniaków; oddziału bojowego – Zgrupowanie „Kryska”.  Była sanitariuszką i łączniczką por. „Jerzego Szumskiego” – Stanisława Wawrzeckiego. Jej pseudonimy to wspomniana „Duda”, ale miała też pseudonim „Świder”.

Podczas Powstania Warszawskiego Małgorzata Lorentowicz przeżyła dramatyczne chwile. Artystka była świadkiem egzekucji swoich koleżanek i kolegów. Nieobcy był jej widok zwłok i krzyk powstańców mordowanych przez Niemców.

Podczas pożaru szpitala powstańczego przy ul. Solec, który został podpalony przez wroga, Małgorzata wraz z inną sanitariuszką dostały się na jego teren w zamiarze wyprowadzenia dwóch przebywających w nim rannych kolegów. Sanitariuszka „Duda” zdołała wyprowadzić jednego z nich, pomimo nieprzerwanego ostrzału szpitala przez żołnierzy niemieckich. „Dudzie” i uratowanemu powstańcowi udało się dostać do domu nieopodal szpitala. Jak niebawem miało się okazać, jej koleżanka – sanitariuszka, z którą Małgorzata wybrała się na ratunek kolegom, nie wróciła, a ranny powstaniec – pchor. „Stach”, którego szczęśliwie wyprowadziła ze szpitala, wkrótce zmarł.

Grupy powstańców wobec dużej przewagi wojsk niemieckich i braku możliwości ucieczki kanałami, które były zawalone, ukrywały się w domach, garażach i piwnicach, burząc łączące je ze sobą ściany i tworząc w ten sposób przejścia podziemne. Żołnierze AK poprzez swój ubiór (nosili kombinezony spadochroniarskie, panterki, odzież typowo wojskową) i opaski byli traktowani przez esesmanów jako bandyci. Nielicznym z powstańców udawało się zdobyć ubrania cywilne, w które mogli się przebrać i spróbować uniknąć śmierci. Małgorzata Lorentowicz wspominała w Sądzie Okręgowym w Warszawie podczas swoich zeznań dot. zbrodni popełnionych przez Niemców na Czerniakowie: „Ja nosiłam wtedy wysokie buty, kombinezon i płaszcz policyjny, na rozkaz por. „Szumskiego” zdjęłam opaskę”.

Czy to brak opaski uratował „Dudę” przed śmiercią kilka dni później? Być może, ale z pewnością uratowała ją jej odwaga!

Sytuacja powstańców była coraz bardziej tragiczna. Jak opowiadała „Duda” w wywiadzie do filmu Zofii i Krzysztofa Kunertów nakręconego z okazji kolejnej rocznicy powstania: „Byliśmy sami. (…) Byliśmy głodni, bez wody, brudni, zawszeni, ranni. Nie mieliśmy środków opatrunkowych, nie mieliśmy amunicji”.

Wcześnie rano, w dniu 23 września 1944 r. sanitariuszka – łączniczka „Duda”, przebywająca w jednym z garaży wraz z por. „Szumskim” – zostali przywołani na zewnątrz przez esesmana. „Szumski” został zaraz później rozstrzelany, a „Duda” była świadkiem wielu morderstw swoich kolegów powstańców, do których esesmani strzelali najczęściej w tył głowy. Jej koleżanki sanitariuszki zostały powieszone, jak również znany jej ksiądz kapelan.

Młody esesman, który zadał wcześniej śmierć najbliższym znajomym Małgorzaty, nakazał jej odwrócić się do ściany. Jak „Duda” zaznaczyła później w tym samym wywiadzie: „Niemiec podszedł do mnie. Kazał mi się odwrócić. Oparłam się o mur. Wszystko było już właściwie poza mną. Powiedziałam – strzelaj. Zobaczył na mojej szyi krzyżyk, złoty. (…) Chciał go zerwać, ale cofnął rękę. Odwrócił się i końcem buta zaczął grzebać w gruzach, pogwizdywać. A ja wtedy wolno, krok za krokiem, spokojnie zaczęłam iść w kierunku ludności cywilnej”. Małgorzata trafiła do obozu w Pruszkowie nazywanego obozem przejściowym. Bez wątpienia jej heroizm i odwaga są godne podziwu!

Kariera i choroba ukochanego

Małgorzata Lorentowicz w 1951 r. skończyła Państwową Wyższą Szkołę Teatralną. Studiowała na Wydziale Aktorskim. Z racji swojego niezwykłego uroku, często dostawała role lirycznej amantki. Z czasem stała się rozpoznawalna, a jej pełen serdeczności sposób bycia i aparycja były bardzo charakterystyczne, toteż znakomicie odnajdowała się w rolach dystyngowanych dam, kobiet z klasą.

Tuż po skończeniu studiów miała rozpocząć pracę w Teatrze Ateneum w Warszawie, ten jednak był remontowany po pożarze. Dlatego wyjechała do Szczecina, by rozpocząć tam swoją karierę. Zadebiutowała w sztuce „Dobry człowiek”.

Przez jakiś czas była związana także z Teatrem Polskim we Wrocławiu, zyskując sympatię tamtejszej publiczności. Następnie wróciła na warszawską scenę. Grała na deskach stołecznych teatrów: w Teatrze Młodej Warszawy, Teatrze Powszechnym i Teatrze Narodowym.

Jej kariera teatralna była bardzo bogata. Zagrała między innymi: Muszkę w „Skizie” (Teatr Młodej Warszawy), Panią Dyndalską w „Damach i Huzarach” w Teatrze Powszechnym, Radczynię w „Weselu” (Teatr Narodowy). Jednocześnie Małgorzata występowała w spektaklach Teatru Telewizji i słuchowiskach Teatru Polskiego Radia.

Artystka wystąpiła m.in. w słynnym filmie „Kogel-Mogel” i „Galimatias, czyli Kogel-Mogel II”, w roli babci Wolańskiej. Zagrała również żonę profesora w popularnym na przełomie lat 80. i 90. serialu „W Labiryncie”, a wcześniej epizod w równie kultowej „Wojnie Domowej”.

Kariera i scena dawała jej wiele powodów do zadowolenia, gdyż w życiu zawodowym odnosiła liczne sukcesy. Życie prywatne związała najpierw z Lechem Lorentowiczem, był on jej pierwszym mężem. Później grając w Teatrze Młodej Warszawy poznała Tadeusza Janczara. Drugie małżeństwo, choć uczuciowo szczęśliwe, przyniosło jej jednak wiele trosk związanych z chorobą ukochanego. Małgorzata przerwała karierę, by móc opiekować się mężem. Tadeusz cierpiąc na chorobę afektywną – dwubiegunową, miewał silne stany lękowe, próbował nawet kilkukrotnie popełnić samobójstwo. Niebawem okazało się także, że ma nowotwór.  Aktorka z troską i poświęceniem opiekowała się mężem do ostatnich dni jego życia. Przeżycia związane ze śmiercią Tadeusza sprawiły, że jej stan zdrowia również uległ pogorszeniu. Zmarła 8 lat później, 8 maja 2005 r.

Artystka była wspominana przez swoich kolegów z pracy jako empatyczna i pełna ciepła, życzliwa. Była otwarta na ludzi i dbała o etykietę w kontaktach towarzyskich. Nietrudno się domyśleć, że z racji swojej urody bardzo podobała się mężczyznom.

Za udział w Powstaniu Warszawskim i godną podziwu, honorową postawę, artystka została nagrodzona odznaczeniami: Krzyżem Walecznych oraz Warszawskim Krzyżem Powstańczym. Otrzymała również Order Odrodzenia Polski – Polonia Restituta, jak i odznakę za zasługi dla Warszawy.