Anna Krauss: Jaki oryginalny pomysł: drewniane torebki? 😊 Kto i kiedy wpadł na ten genialny i piękny koncept?
Tré by Wood Design Studio: Większość fajnych konceptów rodzi się z przypadku. U nas wyszło to wręcz z… wypadku. 🙂
Kilka lat temu wybraliśmy się z moją partnerką Agatą na rowerową wyprawę wokół Tatr. Po słowackiej stronie zaliczyłem na tyle konkretną glebę, że o powrocie do normalnej pracy mogłem na jakiś czas zapomnieć. Agata od dawna marzyła o drewnianej torebce, a ja po godzinach dłubałem sobie w drewnie. Skoro miałem nagle nadmiar wolnego czasu i działający warsztat, postanowiłem zrobić jej tę wymarzoną torebkę. Tym sposobem wystrugałem pierwszy, osobisty „przenośny chlebak”. 🙂
Każda torebka wygląda jak małe dzieło sztuki. Jak wygląda proces jej powstawania – od pomysłu po gotowy produkt?
Dziękuję pięknie, rosnę! 🙂
Początki to była ciągła walka z materią. Agata rzucała pomysł – czasami wręcz z kosmosu – a ja zamykałem się na długie godziny w warsztacie i kombinowałem, jak nagiąć do tego fizykę. Drewno to nie skóra. Nie naciągnie się, nie podda tak łatwo, co rodzi mnóstwo technicznych zagwozdek. Kiedy już zrobimy prototyp, który nas cieszy, zaczyna się dopieszczanie: dobieranie okuć, szlifowanie kształtu. Szczerze? Nawet jak uznamy, że projekt jest już kompletny, ja i tak zawsze znajdę w nim jeszcze coś do poprawy. Ten typ tak ma.
Czy efekt końcowy zależy od drewna? Czy raczej drewno jest plastyczne i się dopasuje?
Efekt końcowy w głównej mierze zależy od drewna. Każdy kawałek to inna bajka. Usłojenie to takie drzewne linie papilarne – nie znajdziesz dwóch takich samych odcisków. Dlatego u nas nie ma dwóch identycznych torebek.
A czy drewno jest plastyczne? Powiem tak: drewno uczy pokory. Nie jest plastyczne. Jest twarde, kruche i kompletnie nie wybacza błędów. Każdy gatunek ma swoje fochy podczas obróbki. Szczególnie owocowe drewno potrafi dać w kość, ale za to odwdzięcza się taką teksturą, że opada szczęka.
Czy drewniane torebki są małe?
Mamy spory rozstrzał gabarytowy, więc wszystko zależy od modelu. Zaczynamy od uroczych, małych nerek SOWELO, lecimy przez zgrabne kopertówki DAGAZ, klasykę taką jak LAGUZ czy BERKANA, a kończymy na konkretnych, pojemnych kuferkach EIWAZ. Gwarantuję, że każda kobieta upoluje u nas format idealny do swoich potrzeb (i ilości noszonych ze sobą rzeczy). 🙂
Czy są ciężkie? Jak szlifujecie i obrabiacie drewno, żeby nie były za ciężkie?
Ooo, to jest hit! Słyszymy to pytanie non stop. Uspokajam: nie są ciężkie. Ważą tyle, co porządna torebka ze skóry.
Cała magia polega na odpowiednich proporcjach. Jak zostawię grubsze ścianki – torebka przetrwa niemal wszystko, ale będzie swoje ważyć. Jak odchudzę za bardzo – będzie leciutka, ale krucha jak zapałka. Trzeba po prostu wyczuć, na ile dany kawałek drewna pozwoli, żeby wyszło lekko, ale wciąż solidnie i trwale.
Wasze modele noszą nazwy inspirowane runami nordyckimi. Skąd fascynacja tą symboliką?
Chcieliśmy nawiązać do mitologii nordyckiej i tego surowego klimatu. Runy to nie są po prostu ładne znaczki – każda z nich niesie ze sobą konkretną energię, siłę i znaczenie. A drewno to przecież natura w czystej postaci. Pomyśleliśmy, że to połączenie idealne. Dzięki temu torebki TRÉ to nie tylko fajny dodatek do sukienki, ale taki osobisty, drewniany talizman.
Czy robicie torebki na zamówienie?
Jasne, robimy! I powiem szczerze, że to są super projekty. Ktoś przychodzi z własną wizją, ustalamy konkretny gatunek drewna (np. zjawiskowe Amazakoe czy klasyczny orzech), dobieramy środek, okucia, czasem dorzucamy jakiś specjalny grawer. Wymaga to trochę więcej dłubania i czasu, ale satysfakcja, gdy klientka widzi torebkę stworzoną w 100% dla niej – bezcenna.
Wasze torebki są wyjątkowo piękne! Aż mi się zamarzyły z chodakami do pary… Czy planujecie poszerzać asortyment?
Ha ha ha, wyzwanie przyjęte! Myślę, że spokojnie dałbym radę wystrugać i chodaki. A tak serio – potrafię wyczarować z drewna całkiem sporo rzeczy, ale zostanę przy torebkach, bo to one pochłaniają lwią część mojego czasu i serca. Czasami, żeby zresetować głowę, biorę na warsztat jakiś stary mebel do renowacji albo wskakuję w nietypowe zlecenie. Ale to tylko taki przerywnik, żeby naładować akumulatory przed kolejną partią nerek i kuferków. 🙂
Jakie trzeba mieć wykształcenie, żeby pracować w tak piękny, artystyczny sposób w drewnie?
Zdziwicie się, ale moje formalne wykształcenie ma się nijak do tego, co teraz robię. Mój warsztat to pasja, hobby i świetna odskocznia od codziennego pędu. Taka moja prywatna jaskinia. Lubię się tam zamknąć sam na sam z drewnem i po prostu tworzyć. Tu liczy się upór i serce do rzemiosła, a nie dyplomy.
Czy nauka trwała długo?
Ta nauka nigdy się nie kończy! Cały czas odkrywam coś nowego, testuję techniki i staram się je przemycać do kolejnych modeli. Jak w każdej pasji – jeśli stoisz w miejscu, to tak naprawdę się cofasz. Trzeba cały czas cisnąć do przodu.
Opowiedz coś bliżej o sobie czytelnikom Damosfery. 😊
O rany, najgorsze z możliwych pytań. Zawsze łatwiej gada mi się o drewnie niż o sobie, ale niech będzie!
Jestem typowym ambiwertykiem – uwielbiam otaczać się ludźmi, ale potem muszę zaszyć się w samotności, żeby zregenerować baterie. Jestem dumnym, rodowitym Skierniewiczaninem. Przez ponad 20 lat uczyłem dzieciaki i młodzież tańczyć – specjalizowałem się w resocjalizacji trudnej młodzieży właśnie poprzez taniec. Poza tym kocham robić zdjęcia, a całe moje życie kręci się na dwóch kółkach. Rower to mój ulubiony punkt obserwacyjny świata.
Przygoda z drewnem zaczęła się lata temu od renowacji mebli. Potem drobne prace stolarskie, aż w końcu poznałem miłość mojego życia, dzięki której jestem tu, gdzie jestem. Tworzymy razem markę TRÉ. I wiecie co? W życiu bym nie pomyślał, że z tym moim męskim pierwiastkiem będę się kiedykolwiek tak jarał projektowaniem damskich torebek! 😀
Jak chcielibyście, aby się czuła kobieta, która nosi drewnianą torebkę TRÉ?
Jak milion dolarów. Chcemy, żeby czuła się pewnie, z klasą i miała świadomość, że nosi coś zupełnie unikalnego – prawdziwe rzemiosło z klimatem high-fashion. Nasze torebki mocno przyciągają wzrok, więc to idealny wybór dla kobiet, które nie boją się wyróżniać i lubią ten moment, kiedy ktoś na ulicy zaczepia je i pyta: „Przepraszam, skąd pani ma to cudo?”.
Na koniec dodam jeszcze jedną, fajną ciekawostkę z historii mody. W czasie wojny drewniane torebki były tak naprawdę czystą koniecznością, bo po prostu brakowało tradycyjnych materiałów. Kobiety, chcąc zadać szyku i zachować elegancję w tych trudnych czasach, musiały tworzyć dodatki z tego, co akurat miały pod ręką – często były to na przykład… drewniane pudełka po cygarach!
Dzisiaj, dzięki naszej marce TRÉ, drewniana torebka to już absolutnie nie jest przymus wynikający z braku wyboru. Śmiało mogę powiedzieć, że zapoczątkowaliśmy prawdziwy renesans drewnianych torebek. Przeszliśmy długą drogę od wojennej konieczności do momentu, w którym są one postrzegane jako unikalny luksus i obiekt pożądania. I to jest chyba w tej naszej twórczości najpiękniejsze!
Więcej o modzie znajdziecie tutaj.
















