Kim była Peg Bracken
Urodzona jako Ruth Eleanor Bracken, 25 lutego 1918 roku w Filer w stanie Idaho, dorastała w Clayton (przedmieścia St. Louis) w Missouri. W 1940 roku ukończyła Antioch College – uczelnię kładącą nacisk na samodzielność myślenia, uznawaną za liberalną. Potem przeniosła się do Portland w Oregonie, gdzie dostała pracę jako copywriterka. Ciekawostka: pracując w agencji reklamowej w Portland, współtworzyła syndykowany komiks „Phoebe, Get Your Man” razem z kolegą z biura, niejakim Homerem Groeningiem — ojcem Matta Groeninga, twórcy „Simpsonów”.
Nie była personą publiczną ani feministką z manifestem. Była sprawną pisarką, która rozumiała, jak słowa działają na ludzi – i która widziała przepaść między tym, jak media przedstawiały życie kobiet, a tym, jak to życie wyglądało przy zlewie o szóstej po południu.
Pracując w reklamie, Peg codziennie patrzyła, jak kreowano mit szczęśliwej amerykańskiej pani domu: uśmiechnięta gospodyni domowa na opakowaniu mrożonek, szczęśliwa matka przy piekarniku, kobieta spełniona dzięki udanej pieczeni podanej mężowi na kolację. Bracken nabrała nieco cynizmu. Nie zamierzała zostać „American housewife”.
Wychodziła za mąż cztery razy. Przez całą karierę zachowała panieńskie nazwisko – co w tamtych czasach było gestem rzadkim i zauważalnym. Miała córkę Johannę. Nie wypiekała szarlotek, nie robiła wystawnych przyjęć na Święto Dziękczynienia. I wcale nie uważała, że powinna.
Świat, w którym żyła
Żeby zrozumieć, dlaczego książka „The I Hate to Cook Book” była aktem odwagi, trzeba cofnąć się do Ameryki przełomu lat 50. i 60.
Po II wojnie światowej kobiety, które masowo weszły na rynek pracy w czasie konfliktu, zostały z niego równie masowo wyprowadzone. Mężczyźni wracali z frontu i potrzebowali miejsc pracy. Kobiety wróciły do domów, by rodzić i wychowywać młode pokolenie „porządnych Amerykanów”. Kultura popularna, reklama i prasa kobieca podkarmiały tę ideologię.
Magazyny kobiece tamtej epoki – analizowane później przez Betty Friedan – promowały wzorzec „Happy Housewife”: kobiety zdrowej, wykształconej, pięknej i promiennej, która całą swoją energię i ambicję kieruje w stronę rodziny, domu i kolacji podanej punktualnie o osiemnastej. Niedbanie o dom było oznaką złego charakteru. Brak entuzjazmu do gotowania – dowodem na zaniedbywanie obowiązków żony i matki.
Problem polegał na tym, że miliony kobiet tego entuzjazmu po prostu nie potrafiły z siebie wykrzesać. Gotowały, bo musiały. I czuły się wybrakowane – bo przecież stanie przy garnkach powinno dawać im radość i poczucie spełnienia. Nie dawało.
„The Hags” i przepis na rewolucję
Pomysł na książkę narodził się przy lunchu.
Bracken spotykała się regularnie z grupą przyjaciółek – pracujących kobiet, które same żartobliwie nazywały siebie „The Hags”, co można by przetłumaczyć jako „Wiedźmy”. Przy stole rozmawiały szczerze o tym, o czym publicznie nie wypadało mówić: że nie chciało im się gotować, że sięgają po puszkowaną zupę-krem jako sos do wszystkiego, że mrożone warzywa uważają za przejaw cywilizacyjnego postępu, a nie za moralną słabość. Wymieniały się przepisami skrojonymi pod jedno kryterium: jak nakarmić rodzinę, spędzając w kuchni jak najmniej czasu.
Bracken zebrała te przepisy, opakowała we własny, suchy humor i wysłała do wydawcy. Efekt przeszedł wszelkie oczekiwania. „The I Hate to Cook Book” trafiła do księgarń 1960 roku i stała się bestsellerem. Bracken z dnia na dzień stała się głosem kobiet, które od lat czuły, że coś było z nimi nie tak – bo gotowały tylko z poczucia obowiązku. Książka mówiła im: wszystko z wami w porządku.
Instrukcje w przepisach były celowo pisane tonem zmęczonej realistki. Jeden z nich zawierał didaskalia: „Stir and let it cook five minutes while you light a cigarette and stare sullenly at the sink” – co w wolnym tłumaczeniu brzmi: zamieszaj i gotuj pięć minut, a w tym czasie zapal papierosa i ponuro wpatruj się w zlew. W 1960 roku takie zdanie w książce kucharskiej było małą bombą.
Co zrobiła ta książka
Bracken nie wynalazła nowej filozofii. Nie napisała manifestu politycznego. Zrobiła coś trudniejszego: powiedziała (a raczej zapisała) prawdę, którą wszyscy znali, ale panowała zmowa milczenia.
Siłą książki nie były przepisy – choć okazały się praktyczne, szybkie i niedrogie, w dodatku oparte na produktach dostępnych w każdym supermarkecie. Siłą był ton: kpiący, solidarny, bezwstydnie szczery. Bracken nie udawała, że gotowanie jest przyjemnością, skoro (często) wcale nie jest. Nie pouczała. Nie wstydziła się. Zapraszała czytelniczki do wspólnoty kobiet, które wolałyby robić cokolwiek innego, ale skoro już muszą – to „zróbmy to najszybciej, jak się da”.
Dla wielu kobiet tamtej epoki było to pierwsze publiczne potwierdzenie, że nie były złymi żonami ani złymi matkami, tylko ludźmi, którym gotowanie trzy razy dziennie przez siedem dni w tygodniu po prostu nie sprawia przyjemności.
Bracken stała się na fali popularności książki rzeczniczką marki Birds Eye – producenta mrożonek – i regularnie gościła w telewizji oraz radiu. Karierę pisarską prowadziła aktywnie do lat 90.: wydała między innymi poradnik dla nieporządnych gospodyń domowych, książkę o etykiecie i kilka kolejnych rozszerzeń pierwotnej książki kucharskiej. Jej ostatnia publikacja – „On Getting Old for the First Time” – ukazała się w 1997 roku.
Peg zmarła w 2007 roku, w wieku osiemdziesięciu dziewięciu lat.
Bracken i Friedan – dwie drogi do tej samej prawdy
Trzy lata po sukcesie „The I Hate to Cook Book”, w 1963 roku, Betty Friedan opublikowała „The Feminine Mystique” – analizę, która nazwała to, co Friedan określiła jako „problem bez nazwy”: rozległe niezadowolenie Amerykanek uwięzionych w roli gospodyń domowych.
Obie książki dotykały tego samego zjawiska. Ale robiły to zupełnie inaczej.
Friedan pisała jako dziennikarka i intelektualistka – z powagą, podpierając się badaniami, stawiając diagnozę systemową. Jej książka była oskarżeniem wobec społeczeństwa, które wmówiło kobietom, że spełnienie = kuchnia + dzieci + czysty dom.
Bracken natomiast pisała z humorem i bez politycznej agendy. Nie obwiniała systemu i nie wzywała do buntu. Mówiła po prostu: rozumiem cię, mam tak samo, oto przepis na coś, co zajmie ci dwadzieścia minut. Jej książka była mniej spektakularna intelektualnie (choć inteligentnie napisana), ale dla wielu kobiet bardziej dostępna emocjonalnie. Friedan mówiła im, że były ofiarami opresji. Bracken mówiła im, że nie były same.
Jedna czytelniczka napisała po latach, że jej matka nie mogła przyjąć Friedan – bo Friedan sugerowała, że życie, które ta kobieta wybrała i które kochała, było pułapką. Bracken nie odbierała paniom domu godności. Pozwalała im po prostu westchnąć, zapalić papierosa i dać rodzinie makaron z sosem z puszki bez poczucia winy. To też był rodzaj wyzwolenia.
Co zostało
„The I Hate to Cook Book” doczekała się wydania jubileuszowego w 2010 roku, z przedmową córki Peg, Johanny Bracken. Pięćdziesiąt lat po premierze tytuł nie stracił na aktualności – bo presja na kobiety, żeby gotowały pięknie, zdrowo i z radością, nie zniknęła. Zmieniła tylko medium: z okładek magazynów przeniosła się na Instagram i TikTok.
Bracken nie była rewolucjonistką. Nie wyszła na ulicę. Nie założyła organizacji. Napisała książkę z przepisami.
Przy okazji zrobiła coś, czego rewolucje nie potrafią: rozbawila. I dała pozwolenie, by mieć inne marzenia niż idealnie zrumieniony kurczak. To skromna rewolucja. Ale rewolucja.
Więcej o sylwetkach kobiet znajdziecie tutaj.



