Mistrz i Anastazja. Zbrodnia i kara docenta Sokołowa

Mistrz i Anastazja. Zbrodnia i kara docenta Sokołowa

Oleg Sokołow wiedział, jak umrze. Wyciągnie z szafy replikę munduru Napoleona. Założy trikorn – trójgraniasty kapelusz, taki sam, jaki nosił słynny francuski cesarz. Pójdzie do Twierdzy Pietropawłowskiej i tam, na oczach turystów, skończy ze sobą... Przedtem jednak musiał uaktualnić testament i namówić rodziców-staruszków, by przepisali swoje luksusowe mieszkanie na wnuczki. Potrzebował tygodnia, by uporządkować wszystkie sprawy przed odejściem. Na początek jednak musiał pozbyć się Anastazji. Rozczłonkowane ciało kochanki leżało pod łóżkiem, zapakowane do trzech worków – oddzielnie ręce, nogi i tors, tylko głowy nie zdążył schować jak należy. Oleg Sokołow, znany historyk i docent Uniwersytetu w Petersburgu, wiedział, że oto rozgrywa się jego osobiste Waterloo.

Poznali się jesienią 2014 r. On, Oleg Sokołow, 59-letni profesor historii, jeden z najbardziej znanych na świecie badaczy Francji czasów napoleońskich, zaimponował młodziutkiej studentce nie tylko wiedzą, ale też niespożytą energią, z jaką organizował rekonstrukcje bitew z początków XIX w. – jako pierwszy w ZSRR stworzył stowarzyszenie rekonstruktorów.

Rekonstrukcjom często towarzyszyły bale bale w strojach z epoki, na których brylował w mundurze generalskim wojsk Bonapartego. Ona, Anastazja Jeszczenko, wówczas 19-latka, eteryczna i uduchowiona studentka, grzeczna córeczka z dobrego domu, trafiła do Petersburga z małego miasteczka w Kraju Krasnodarskim na południu Rosji. Zawsze ambitna, przygotowana, z najlepszymi ocenami, a jednocześnie skromna i wycofana. Potrafiła jednak bronić swoich poglądów naukowych i z każdym rokiem jej wiedza stawała się coraz mocniejszym fundamentem, na którym mogła zacząć budować swoją pozycję na uczelni.

Po studiach na Uniwersytecie w Petersburgu została doktorantką Olega Sokołowa, swojego mentora, który już po kilku miesiącach znajomości oczarował ją manierami rodem z początków XIX w. Do Olega Sokołowa zwracała się Sire – tak nazywano Napoleona, a docentowi imponował ten tytuł. Używali go też bliscy przyjaciele Sokołowa. Przez długi czas Anastazja i Oleg zwracali się do siebie na „pan/pani”. Uważali, że taka forma jest bardziej wytworna. On nazywał ją Isabel.

Dla Olega Sokołowa romans ze studentką nie był niczym nowym. Swoją pierwszą żonę poznał jako 32-latek, gdy uczył historii w szkole baletowej – ona miała wówczas 14 lat. Pobrali się, jak tylko skończyła szkołę. Małżeństwo dość szybko się jednak rozpadło, a Oleg Sokołow, który zdążył już wyrobić sobie nazwisko w środowisku naukowym, zaczął umawiać się na konsultacje ze studentkami u siebie w domu.

Jako jeden z pierwszych rekonstruktorów historycznych w ZSRR często wyjeżdżał w delegacje – zapraszał na nie młode kobiety, przed którymi roztaczał wizje uczestniczenia w balach, wzorowanych na tych opisywanych przez Lwa Tołstoja w „Wojnie i pokoju”. Każda chciała być Nataszą Rostową…

Docent Sokołow niby przypadkiem lubił napomknąć, że za swoje badania historii Francji czasów napoleońskich otrzymał wysokie francuskie odznaczenie – Legię Honorową. To imponowało wielu kobietom, a Oleg Sokołow na dodatek potrafił być szarmancki niczym D’Artagnan. Sam zresztą często podkreślał, że wzorem są dla niego bohaterowie powieści Aleksandra Dumasa, a w historii zakochał się jako 9-latek po przeczytaniu „Trzech Muszkieterów”. Dlatego Anastazja Jeszczenko była niezwykle dumna, gdy zwrócił na nią uwagę „sam Oleg Sokołow”.

Szybko zamieszkali razem, a Anastazja stała się jego asystentką, niemal prawą ręką. Była pilną uczennicą. Zdarzało się, że sama sprawdzała prace studentów i recenzowała je, sugerując, na jaką ocenę zasługują. Opracowywała notatki, redagowała artykuły, można ją zobaczyć na niemal wszystkich zdjęciach z wykładów docenta, jak siedzi przy rzutniku i wypuszcza slajdy. Szybko okazało się też, że Oleg Sokołow nie znosi sprzeciwu. Nie lubił, gdy ktoś z oponentów nie zgadzał się z jego poglądami i potrafił bronić swojego zdania. Nie lubił też, gdy adorujące go kobiety miały odmienne zdanie albo nie robiły tego, czego chciał od nich docent. Dlatego Anastazja przez kilka lat sukcesywnie ograniczała grono znajomych, miała coraz mniejszy kontakt z bratem i rodzicami. Oleg Sokołow, jej mistrz i mentor, stał się dla niej całym światem.

Zbrodnia

Nie wiadomo, kiedy na wizerunku tej pary pojawiły się pierwsze rysy. Związek jednak niemal od początku był burzliwy. Anastazja była zazdrosna o dwie najmłodsze córki Olega, wówczas kilkuletnie; on zaś był zazdrosny o jej kontakty z innymi ludźmi. Przestrzegał, że mogą chcieć go upokorzyć, wykorzystując w tym celu Anastazję. Tak też się poniekąd stało – jedna ze studentek z jej roku zaczęła ją śledzić i nachodzić nawet w domu. Jeszczenko zgłosiła stalking na policję, sprawie nie nadano jednak oficjalnego toku.

Jednym z katalizatorów, które miały doprowadzić docenta do załamania nerwowego, a w efekcie do tragedii, było pojawienie się na naukowym poletku, „zaklepanym” przez Olega Sokołowa, młodego, charyzmatycznego badacza Jewgienija Ponasienkowa, nie tylko ze swadą i lekkością pisującego o czasach napoleońskich, ale też podważającego dotychczasowe osiągnięcia Sokołowa. Np. w 2018 r. opublikował pracę pt. „Pierwsza naukowa historia wojny 1812 r.”, co sugerowało, że dotąd nie powstało rzetelne opracowanie na temat, który był „konikiem” Sokołowa.

Jednocześnie Ponasienkow oskarżył Sokołowa o plagiat swoich opracowań w artykułach naukowych, pisanych przez docenta. Pomiędzy dwojgiem naukowców narastał konflikt, w który zamieszani byli studenci, którzy potrafili okrzykami przerwać wykład oponenta. Wierni wielbiciele Sokołowa potrafili – na jego wezwanie – nawet poturbować takich „gości”. Sam Sokołow, z natury porywczy i łatwo wpadający we wściekłość, przyznawał, że Ponasienkow stał się dla niego wrogiem nr 1. Oskarżał go m.in. o zorganizowanie nagonki w internecie, dyskredytującej jego osiągnięcia naukowe.

Wiadomo natomiast, że kłótnie pomiędzy Jeszczenko a Sokołowem przybierały na sile. Choć historyk wciąż napomykał o małżeństwie, Anastazja postanowiła zakończyć związek. Była zmęczona kontrolowaniem, próbami ułożenia relacji z dziećmi docenta, coraz częściej też miała odmienne zdanie na sprawy naukowe niż jej mentor i poczuła, że jest gotowa się usamodzielnić.

8 listopada 2019 r. Anastazja chciała pójść do kawiarni na urodziny kolegi z roku. Sokołow, kontrolujący wszystkie aspekty życia partnerki, miał jej powiedzieć, że nigdzie nie pójdzie. Jak zeznała później sąsiadka, tego wieczora z mieszkania dochodziły krzyki i wyzwiska, a na dodatek odgłosy rzucania jakimiś ciężkimi przedmiotami. Kobieta nie wezwała jednak policji – uznała, że para sama rozwiąże swoje problemy.

Oleg Sokołow często plątał się w zeznaniach na temat tego, co zaszło tamtego wieczoru w mieszkaniu na ul. Nabrzeże Rzeki Mojki 82 w Petersburgu. Anastazja miała krzyczeć i wyzywać docenta, jego dzieci, oskarżając Olega o liczne zdrady i romanse, w tym z byłą żoną. Podczas procesu Oleg Sokołow twierdził, że w pewnym momencie krzyki Anastazji wyprowadziły go z równowagi i by ją uciszyć, wymierzył w jej stronę z obrzyna TOZ-17, stylizowanego na pistolet z XIX w. Oddał cztery strzały. Ta wersja wydarzeń była odmienna od tej nakreślonej przez biegłych – ich zdaniem, Anastazja zginęła we śnie, co oznaczało, że docent Sokołow musiał zabić partnerkę już po zakończeniu kłótni.

Nie ma jednak wątpliwości co do tego, co zrobił po tym, jak zabił Anastazję. Jak sam zeznał, nie miał pojęcia, że kobieta, którą z taką łatwością podnosił, gdy żyła, po śmierci stanie się ciężarem nie do udźwignięcia. „Wtedy zrozumiałem, że będę musiał ją pociąć” – zeznawał tuż po zatrzymaniu Sokołow. Wówczas też zaczął planować samobójstwo na oczach turystów w Twierdzy Pietropawłowskiej – miał je popełnić tydzień po morderstwie, gdy już uporządkuje sprawy spadkowe.

Z samego rana pojechał do sklepu po piłę i worki na śmieci, wstąpił do IKEA, gdzie kupił nowy materac – w miejsce tego przesiąkniętego krwią. Zadzwonił do administracji, by fachowiec naprawił bojler.

Po rozczłonkowaniu ciała Anastazji umieścił je w kilku workach na śmieci, które schował pod łóżkiem. Odwiedzili go dwaj znajomi – uznał, że nie będzie odwoływać spotkania, by nie wzbudzić podejrzeń. Po ich wyjściu postanowił wynieść ciało kochanki, okazało się jednak, że nawet tułów jest dla niego za ciężki. W środku nocy wyrzucił worek z trzeciego piętra na wewnętrzny dziedziniec. Przeszedł przez ulicę i znalazł się na brzegu rzeki Mojki, która wije się przez Petersburg. Wrzucił worki do wody. Dwa zatonęły od razu, trzeci, najlżejszy (włożony do plecaka), unosił się na powierzchni. Wtedy Oleg Sokołow wskoczył do wody, by go zanurzyć. Okazało się jednak, że nie może wyjść na brzeg – wtedy zaczął wołać o pomoc. Taksówkarz, który pomógł mu wydostać się z rzeki, zauważył też plecak, który uznał za własność niedoszłego topielca…

Kara

Proces Olega Sokołowa był jedną z najgłośniejszych spraw karnych we współczesnej Rosji. Świadkowie, głównie młode kobiety, mówiły o „przytulaniu, pocałunkach, podszczypywaniu”, które musiały znosić ze strony potężnego docenta. Jedna z byłych partnerek opowiadała o tym, że została dotkliwie pobita, gdy postanowiła zakończyć związek. Wszyscy podkreślali, że Sokołow to człowiek porywczy, a czasem nawet okrutny.

Sam naukowiec przekonywał, że zbrodni dokonał pod wpływem emocji – a nade wszystko oskarżał o doprowadzenie do załamania nerwowego swojego oponenta, Jewgienija Ponasienkowa. Twierdził, że jego uczucie do Anastazji było „czyste, głębokie i piękne”, a Anastazja doprowadziła, że stracił panowanie nad sobą, gdyż wyzywała jego i jego córki. „Z przemiłej dziewczyny stawała się potworem” – mówił podczas jednego z pierwszych przesłuchań.

W trakcie procesu zmienił też zeznania – zaczął opowiadać o tajemniczym kochanku Anastazji, mężczyźnie związanym z petersburskim półświatkiem. Jeszczenko i jej kochanek chcieli rzekomo przejąć mieszkanie Sokołowa, dlatego regularnie wyprowadzali go z równowagi, by „postradał zmysły”. By dodać dramatyzmu zeznaniom, Sokołow dodał, że tajemniczy mężczyzna miał planować zamachy na życie bliskich tych, którzy sprawują władzę w kraju. Nie chciał jednak podać żadnych dowodów na potwierdzenie swoich słów.

Grupa fanów, studentów i naukowców, którzy wierzą w niewinność Sokołowa (który rzekomo miał zostać wrobiony w zabójstwo), stopniała. Zresztą, docent Sokołow przyznał się do winy. Prosił jednak, by sąd skazał go za „rzeczywiste winy, a nie medialną papkę, wyprodukowaną przez dziennikarzy na potrzeby oglądalności”.

25 grudnia 2020 r. usłyszał wyrok 12,5 roku kolonii karnej. Gdy wyjdzie na wolność, będzie miał 76 lat.