Rolniczka
Jak pokazują aktualne dane GUS, większość osób zatrudnionych w rolnictwie to mężczyźni, którzy stanowią aż 60 proc. Co sprawia, że kobiety stanowią tylko 40 proc.? Skąd taka tendencja? Otóż w obiegowej opinii prowadzenie gospodarstwa to zajęcie wymagające dużej siły fizycznej. Praktyka pokazuje, że istotne są umiejętności zarządcze, koordynacji wielu działań jednocześnie, wiedza z zakresu ekonomii czy precyzyjne planowanie. Co więcej, nowoczesne technologie sprawiają, że siła fizyczna nie jest już tak istotna, jak kilkadziesiąt lat temu.
Jak przebiega ich codzienna praca i jak spędzają chwile wolne od obowiązków?
Rodzinny interes
Pani Joanna Góralska z Byszwałdu w woj. warmińsko-mazurskim gospodarstwo prowadzi z bratem. Pracy nie brakuje, gdyż obecnie rodzeństwo posiada 220 szt. krów mlecznych oraz ok. 100 szt. jałowic. Oboje pracują na ok. 160 ha ziemi, a w okresie żniw dodatkowo pomagają zaprzyjaźnionym rolnikom na powierzchni 200-250 ha.
– Praca w gospodarstwie to stałe i regularne obowiązki przy zwierzętach, także w każdy weekend czy święta. W żniwa bywa tak, że pracujemy nawet po ok. 20-24 godzin na dobę. Szczerze mówiąc nie przeszkadza mi to, bo nic tak nie cieszy, jak efekt skończonej pracy. Już tak mam, że przestaję pracować, kiedy skończę, a nie kiedy się zmęczę – mówi pani Joanna, która rolnictwem interesowała się od najmłodszych lat i jak sama mówi o sobie, ma je we krwi. – Wszystkie moje plany i marzenia od zawsze były związane z życiem na wsi i rolnictwem. Życie na wsi jest dla mnie jak nawyk i w innym otoczeniu miałabym problem się odnaleźć. Rolnikiem trzeba się urodzić – dodaje.
Kierowanie gospodarstwem rolnym często jest rodzinną tradycją. Przekazywana z pokolenia na pokolenie działalność to spore wyzwanie, szczególnie, gdy… w rodzinie brakuje mężczyzn. Tak było w przypadku pani Agnieszki Tołłoczko, również prowadzącej gospodarstwo na Pojezierzu Mazurskim.
– Zostałam postawiona przed faktem i od wielu lat żyłam z przekonaniem, że będę prowadzić gospodarstwo. Nie mam brata, a było też jasne, że tata kiedyś będzie musiał przejść na zasłużoną emeryturę. Czy podoba mi się ta praca? Jak najbardziej i nie zamieniłabym jej na żadną inną – mówi pani Agnieszka Tołłoczko, która jest też mamą czwórki dzieci, będących dla niej nieocenioną pomocą i wsparciem.
Pani Agnieszka na co dzień zarządza gospodarstwem o powierzchni blisko tysiąca hektarów. Przez blisko 20 lat pracowała przy boku ojca, wpierw jako zootechnik, a następnie jako pracownik administracji i zaopatrzenia. To właśnie tata był dla niej wzorem.
– Jego charakter, pasja, determinacja w osiąganiu założonych celów i miłość do ziemi powodowały, że pola były prowadzone perfekcyjnie i z finezją. Staram się możliwie najlepiej kontynuować jego dzieło – dodaje pani Agnieszka.
Stajnia zamiast kancelarii
Również panią Natalię Czernik, na co dzień prowadzącą stajnię w Warniku w gminie Kołbaskowo pasją zarazili rodzice. Konno jeździ od 6 roku życia.
– Ta miłość już została aż do dzisiaj. Studiowałam prawo, zdałam wszystkie egzaminy i postanowiłam, że nie będę pracować w zawodzie, ponieważ nie wyobrażam sobie pracy niezwiązanej ze zwierzętami i świeżym powietrzem – przyznaje pani Natalia, która własną stajnię sportową liczącą ponad 30 koni prowadzi od 2016 r. Przy stajni działa Akademia Jeździecka.
– W mojej branży wiele kobiet prowadzi swój własny biznes związany z końmi. Poruszanie się w męskim świecie nie jest proste, trzeba mieć silny charakter – uśmiecha się.
Nauka i odpowiedzialność
Praca w gospodarstwie uczy wszechstronności, zaradności, ale jest też wielką odpowiedzialnością. – Muszę albo znać się na wszystkim, albo wiedzieć gdzie wszystko załatwić. Na szczęście tato bardzo dobrze wprowadził mnie w arkana pracy i za to jestem mu wdzięczna. Podziwiam jego odwagę, kiedy to jako jeden z pierwszych w regionie postanowił wydzierżawić gospodarstwo, na którym już następne pokolenia mogą pracować i czuć się potrzebnym dla naszych pracowników i społeczności, w której żyjemy i dla której wytwarzamy nasze produkty – opowiada pani Agnieszka.
To także praca pełna wyzwań, nieprzewidzianych sytuacji, jest też czasochłonna i wyczerpująca. Daje wiele satysfakcji i motywuje do działania. Pani Agnieszka jest kobietą bardzo wrażliwą i wierzącą. – W wolnym czasie robię zdjęcia czy pisze wiersze, lubię pomagać innym i wspierać ludzi w potrzebie. To daje mi spełnienie. Założyliśmy wraz z przyjaciółmi Stowarzyszenie „Moja rodzina”, gdzie jako fundator mogę realizować potrzebę wspierania ludzi, a przede wszystkim dzieci pod każdym względem według potrzeb – kończy.
Z maszynami „na Ty”
Prowadzenie gospodarstwa to zajęcie wymagające sporej cierpliwości, ale też codziennego obcowania z maszynami rolniczymi.
– Technika bardzo się rozwinęła. Dawniej wszystko było sterowane mechanicznie, a dziś wszystkie ustawienia nie tylko ciągnika, ale i maszyn współpracujących wykonujemy z fotela operatora i komputera. Z maszynami jestem „na Ty”. Najbardziej wyczekiwanym w gospodarstwie był model ciągnika John Deere 6250R. To takie zielone Ferrari! Jest to ciągnik naszpikowany innowacyjnymi rozwiązaniami, mających szerokie zastosowanie, a praca przebiega sprawniej także dzięki możliwości sterowania praktycznie jedną ręką – opisuje pani Joanna.
Konsekwencja, umiejętność zarządzania, ale też kreatywność i doskonała organizacja oraz planowanie to cechy, które sprawiają, że kobiety w prowadzeniu biznesu na gospodarstwie rolnym spisują się znakomicie.
materiał dzięki: John Deere Sp. z o.o.










