Każdy ma w swoim życiu pewne zaczerpnięte myśli, które zmieniły coś lub wciąż są żywe i wspierające. Dla mnie takimi „dopinaczami” w budowaniu ŻYCIA W JAKOŚCI, były te dwa zdania Joanny.
W czasie, kiedy social media kwitną ilością informacji, gdy kanały telewizyjne zalewają odbiorców bukietami przekazów, mówienie o jakości w kontekście kultury, wartości, celów i oczekiwań – jest jak szukanie odpowiedzi na pytanie:
Jak Ci się żyje i jak się z tym życiem czujesz?
Według WHO jakość życia obejmuje zdrowie fizyczne i psychiczne, relacje społeczne, bezpieczeństwo, wolność i poczucie sensu.
Żyjąc w świecie materialnym, standardy życia, czyli warunki materialne mamy bardzo wysokie lub kolokwialnie rzecz ujmując, ogarnięte.
Już gorzej jest z doświadczeniem życia obejmującym również aspekt emocjonalny. Wtedy mówimy o niskiej lub wysokiej jakości życia. A przecież każda z nas chce być w harmonii, przeżywać życie w wiadomych tylko dla siebie wartościach. Jakże często mając wysokie standardy życia jesteśmy samotne i to wcale nie z wyboru. Jesteśmy smutne, rozczarowane wieloma jego aspektami, często dźwigamy depresję niewidoczną dla innych czy wypalenie w zawodzie, który od początku jego wykonywania nie był NASZ…
Życie w jakości wymaga ćwiczenia i powtarzania, a osiągnięcie mistrzostwa w efekcie nie mówi o celu, a o drodze i radości z bycia na niej. Liczy się świadomość każdego szczegółu w tym co robimy.
John Gerzema i Michael D’Antonio w książce z 2014 roku” Doktryna Ateny” opierając się o przeprowadzone ankiety oraz badania wykazali, że kluczem do osobistego poczucia życia w jakości jest połączenie elementów męskich i kobiecych w sobie. Świat łaknie, a wręcz krzyczy żądając od Nas – kobiet, zaszczepiania i implementowania w biznesie, polityce, dyplomacji i życiu osobistym cech, które niezależnie od płci, utożsamiane są z dobrym życiem, a tradycyjnie kojarzone z kobietami, takie jak: otwartość na ludzi – utrzymywanie i nawiązywanie relacji, pokora, szczerość, cierpliwość, empatia, wiarygodność, elastyczność…….
Koniec z oczekiwaniami. Nie chcę biernie oczekiwać, chcę działać tworząc jakość swojego życia.
Wystarczy uświadomić sobie kilka zagadnień, by było łatwiej…
Dzisiaj poruszę zaufanie do siebie oraz do procesu, przez który przechodzimy, kiedy „składamy się na nowo” w podnoszeniu świadomości krocząc przez tzw. rozwój osobisty.
-
UFAM SOBIE.
Zaufanie sobie jest kluczem budowania siebie jako człowieka i działania często pomimo i na przekór innym. Zaufać sobie nie jest łatwo. Najczęściej powtarzające się schematy zachowań to te, kiedy w poszukiwaniu siebie poza sobą, czyli u innych, w ich zachowaniach czy sformułowaniach lub poglądach tworzymy swoją /NIE SWOJĄ/, sztuczną tożsamość. Tak wytworzone słabe fundamenty są bardzo łatwe, by je rozwalić. I wielokrotnie się sypią wprowadzając nas w rozczarowania i brak poczucia sensu.
Zaufanie buduje się powoli i jest to proces. Dlatego warto dać sobie czas i się nie poddawać, pomimo krytyki otoczenia, czy wewnętrznych głosów naprowadzania na znane dotychczas tory, by nic nie zmieniać. Bo przecież z podpowiedzi głowy, znane znaczy mniej niebezpieczne.
Ufność to dźwignia w wyzwalaniu siły i przekonanie, że mogę zrobić wszystko.
Ufność to turbo doładowanie dla siły wewnętrznej radzenia sobie z porażkami, jakością ich emocjonalnego przeżywania. To stanie częstokroć w roli obserwatora swojej osoby, jak reaguję na to, co dzieje się na scenie zdarzeń dnia. To również radzenie sobie z przeszłością oraz definiowanie przyszłości.
Mówienie NIE otoczeniu, kiedy tak czuję oraz mówienie sobie NIE, kiedy umysł żąda czy przekonuje, racjonalizując nawet mikro czynności, by powiedzieć TAK.
Ufność sobie to działanie w poczuciu spójności.
Wiele mówi się ostatnimi czasy o byciu spójnym ze sobą… Mam poczucie, że jakość tego spoiwa wielokroć spaja nie te części, które tego połączenia potrzebują. I dotyczy ta spójność, a raczej jej brak, danej jednostki osobowej, jak również relacji społecznych.
Zaufanie sobie wspiera bycie spójnym w tym, co się mówi i co się czyni. Poprzez powtarzanie umacnia się odwaga, czasami w powiedzeniu NIE… bez wyjaśnień czy tłumaczenia, a częstokroć w milczeniu.
-
ZAUFANIE BUDUJE I SKRACA CZAS PODJĘCIA DECYZJI.
Umiejętność podejmowania decyzji jest niezbędna w sferze życia zawodowego i osobistego. Jeszcze bardziej istotny jest potrzebny czas na ich podjęcie wynikający z tempa życia. Jakość podjętych decyzji ma wpływ, czy tego chcemy czy nie, na nasze funkcjonowanie i ma odzwierciedlenie, w konsekwencji w ich zadzianiu się. Kompetencją współczesnego biznesu oraz sfery prywatnej jest podejmowanie decyzji sprawnie i naturalnie. Co to oznacza?
Każda decyzja jest spójna ze mną wewnętrznie i świadomie wiem, że zaspokaja mój cel zewnętrznego lub wewnętrznego funkcjonowania oraz nie wybija mnie z poczucia stabilności emocjonalnej, czyli kolokwialnie mówiąc, jest niezaczepna emocjonalnie.
-
PŁYŃ JAK WODA Z NURTEM.
I tu podzielę się z Wami kolejnym moim przemyśleniem… Mam poczucie, że większość ludzi płynie pod prąd, kręci się wokół, walczy z żywiołem tonąc bez znalezionej metody na pokonanie przeszkody czy odnalezieniu źródła powstałego wiru. Dlatego życie w JAKOŚCI jest wyzwaniem.
Jakość wymaga oderwania się częstokroć od znanych schematów, które przestały działać. To spojrzenie na siebie z pozycji obserwatora, który zaprzecza wszystkiemu, co znał do tej pory, to przewartościowanie wielu stworzonych na potrzeby ogarniania życia, definicji. Często oderwanie się od wygodnego i znanego funkcjonowania w materii, by owo materialne jestestwo stworzyć na nowo, ale w innej jakości.
-
SZANUJĘ SWOJE WARTOŚCI.
Z biegiem lat kluczowym dla mnie nie jest odpowiedź na pytanie jakie wartości w życiu mi towarzyszą, ale jak je traktuję i jakie mają przełożenie na moje zachowania każdego dnia.
Wielokrotnie też (i w tym miejscu nie padnie nic odkrywczego) moje wartości zdradziłam…
Taki ból jest tym bardziej dotkliwy, że zdrada wyznawanych wartości, to porzucenie siebie i bardzo boli…
Z perspektywy czasu wiem, że te momenty zdrady były momentami mojej największej nauki. Nauki siebie. Tego jak reaguję na różne sytuacje, jak zmieniam zdanie oraz gasnę w sobie. Jak pozwalam innym mnie niszczyć, bo chciałam, żeby było dobrze, by nikt się na mnie nie gniewał, by mnie lubiano, by się przypodobać i wpisać w kanony… By być akceptowaną. Każde takie trudne doświadczenie nauczyło mnie stawiania granic innym, ale przede wszystkim sobie.
I to stawianie granic SOBIE jest kluczowe. Ponieważ jedyną osobą, na którą mam wpływ jestem tylko ja. Jeżeli będę dbała o swój dobrostan samopoczucia w kontaktach z innymi ludźmi i słuchała reakcji ciała, z pewnością popełnię mniej błędów. Mówi się wtedy o zdrowym egoizmie. A to nie jest żaden zdrowy egoizm. To raczej ochrona siebie przed zranieniem czy niewygodą, by spalać jak najmniej energii na spotkania nie wnoszące niczego pozytywnego czy twórczego do życia, na sytuacje, które nie służą…
A przecież świat mediów i social mediów aż ocieka od pouczeń, wskazówek czy różnych dobrych rad jak sobie radzić z…, jak czegoś nie robić, jak coś czynić, czy jak zrobić biznes…
Wszelkie stacjonarne księgarnie, wypełnione są po brzegi książkami o radach z cyklu jak żyć w szczęściu czy wpływać na ludzi… lub z kategorii rozwoju osobistego.
Dlatego nadszedł czas, by przejść: OD SŁUCHANIA I CZYTANIA DO DZIAŁANIA!
To przejście, porównam do mostu zawieszonego na dwóch pięknych szczytach, gdzie szczyt WIEDZA zachwyca i kusi, by w nim pozostać, a z odległości mostu zawieszonego nad przepaścią widać równie piękne otoczenie drugiego szczytu UMIEJĘTNOŚĆ. Sama droga przejścia stanowi z kolei wyzwanie, któremu towarzyszy wysiłek, strach oraz brak pewnej i szybkiej nagrody w postaci tego, czego można doświadczać w wiedzy. I tu nie każdy podejmuje się przejścia przez most z różnych zracjonalizowanych powodów. A kluczowa jest odwaga, by postawić pierwszy krok i idąc uczyć się bycia w podróży, w tym przejściu.
Wielu z nas, dużo czyta i to jest bardzo dobrze. Wiele osób śledzi media, słucha podcastów i chodzi na różnego rodzaju warsztaty rozwojowe i szkolenia… Chcemy wiedzieć więcej – i to też jest dobrze, o ile to nam służy i nas wzmacnia. Wiedza karmi naszego ducha oraz stanowi motor czy impuls do rozwoju.
Magia natomiast zadziewa się dopiero w momencie przejścia do czynu, czyli wdrażania w codzienność tego, czego nauczyliśmy się, co chcemy zmienić w swoim postępowaniu czy kompetencjach. Pozostanie na poziomie wiedzy nie wpływa na relacje z rzeczywistością z poziomu zmieniam i działam. To jest tylko… WIEM.
Kluczem do przekucia WIEM w DZIAŁAM, jest odpowiedź na pytanie: W jaki sposób mam to zrobić? I tu możemy sami szukać rozwiązań doświadczając lub prosić o wsparcie ekspertów, oczywiście tych, z którymi rezonujemy. Działając, kreujemy rozwiązania.
Kiedy pozwolę sobie na wdrażanie nowych rozwiązań w życie, praktykując, zadziewa się magia. Magia poczucia sprawczości. Siły i zaufania do własnej odwagi, pokonania wewnętrznych krytyków, tych głosów, które powtarzają, by nie „pchać się w ryzyko, w nieznane”.
Działanie to nie tylko przyjemne doznania, czy pozytywne odczucia. Często są to przykre rozczarowania i potknięcia.
Czas emocjonalnej trudności przeżywania nieprzyjemnej sytuacji to stan, który częstokroć jest weryfikatorem, czy pójdziemy dalej i nie poddając się będziemy działać, czy się wycofamy i powrócimy do znanego szczytu WIEM.
W mikroświatach życia nasze działania budują drogę zwaną „MOJE ŻYCIE”. Obdarzeni wolną wolą mamy możliwość wybierać, jak je chcemy skonsumować. Jakie decyzje podjąć i z jakiego poziomu: czy z odwagi i zaufania do siebie, czy może ze strachu, lęku czy oczekiwań otoczenia.
I na koniec tych rozważań warto dodać, że każdy moment w życiu wart jest dbałości o to, jak je przeżywamy, z kim i w jakich okolicznościach. Bo piękne słowo JAKOŚĆ jest wypadkową sieci codziennych wyborów.
Więcej o psychologii znajdziecie tutaj.



Bardzo łagodny i wyraźny w przekazie artykuł o ważnosci stawiania na jakości naszego jedynego życia. Dający pole do polemiki z wlasnymi nawykami, przyzwyczajeniami, słabościami… czasem wbrew własnemu komfortowi spelniajac oczekiwania innych. A przecież powinnismy spełniać przede wszystkim własne oczekiwania i dbać o wlasne dobro z naciskiem ba nie krzywdząc tym innych.
Wspierajmy sie wzajemnie i akceptujmy ludzkie wybory dbając o swoję znajdując równowagę w dawaniu i braniu.
Bardzo inspirujacy artukuł na chwile zadumy nad sobą samym…
Brawo p.Ulo👌💌