Więcej...

    Sprzedała mu Cadillaca, uratowała życie. Historia Briana Wilsona i Melindy Ledbetter

    Jest taki rodzaj miłości, który zaczyna się od czegoś tak prozaicznego jak sprzedaż samochodu, a kończy jako jeden z najbardziej wzruszających biopiców dekady. Historia Briana Wilsona i Melindy Ledbetter to właśnie to. Spotkali się w salonie Cadillaca w Los Angeles, od razu byli sobą zafascynowani, wkrótce – zakochani. A gdy zaczęło się robić poważnie, do akcji wkroczył doktor Landy. Manipulujący, kontrulujący, zlekceważył przeciwnika – nawet mu nie przyszło do głowy, jak silna okaże się delikatna blondynka od Cadillaców.

    Ładna dziewczyna, brzydki brąz

    Melinda Kae Ledbetter urodziła się 3 października 1946 roku w Pueblo w stanie Kolorado, dorastała w Whittier w Kalifornii. Przez szesnaście lat pracowała jako modelka komercyjna – współpracowała między innymi z Bobem Mackie’em i Anne Klein. Kiedy kariera zaczęła przygasać, Melinda zaczęła sprzedawać samochody. Autami interesowała się od zawsze – miała własnego Thunderbirda, później Porsche. A że była ładna, uśmiechnięta, przyciągała do salonu klientów i zręcznie domykała transakcje. Szybko została jedną z najlepszych sprzedawczyń, najpierw w Lou Ehlers, potem w Martin Cadillac.

    W 1986 roku do salonu wszedł klient. Melinda nie miała pojęcia, kim był. Owszem, lubiła Beach Boys, ale to Dennisa uważała za największego przystojniaka w zespole. Klientem był nie Dennis, Brian Wilson. Ten, który wyniósł zespół na wyższy poziom, pokazując, że Beach Boys stać na coś więcej niż beztroskie piosenki o surfingu. To on w 1966 roku stworzył albom „Pet Sounds”, uznawany do dziś za jeden z najlepszych albumów wszech czasów. I to właśnie Brian skomponował „God Only Knows” – piosenkę, którą Paul MacCarteny nazwał arcydziełem.

    „Sprzedałam mu samochód w jakieś trzy sekundy” – mówiła później Melinda, wspominając pierwsze spotkanie z Brianem podczas rozmowy dla „Los Angeles Times”.  „Zapytałam: ‘Nie chce pan zobaczyć innego koloru?’ To był najbrzydszy brązowy samochód, jaki w życiu widziałam. A on na to: ‘Nie, właśnie ten chcę’”.

    Brian sam wspominał to inaczej, ale równie czule: „Pamiętam, jak ją poznałem w jej salonie Cadillaca, i pomyślałem: ‘Boże, ładna dziewczyna. To jest ładna dziewczyna’. Powiedziałem sobie: ‘Boże, chyba ją jeszcze kiedyś zobaczę’”.

    Brian zaprosił ją na randkę. Zgodziła się. Zaczęli się spotykać regularnie.

    Doktor, który bawił się w Boga

    To, co wyglądało jak początek prostej historii miłosnej, szybko zderzyło się z czymś znacznie mroczniejszym. Brian Wilson od lat znajdował się pod kontrolą psychologa Eugene’a Landy’ego – człowieka, który teoretycznie miał go leczyć, a w praktyce przejął nad nim niemal całkowitą kontrolę. To pierwsza żona Briana, Marilyn, zatrudniła Landy’ego w październiku 1975 roku, zdesperowana po latach prób znalezienia kogoś, kto poradzi sobie z jej mężem pogrążonym w uzależnieniach i izolacji. Pierwsza sesja terapeutyczna odbyła się w szafie w sypialni Briana – tam czuł się bezpiecznie. Terapia była kosztowna, intensywna, kontrowersyjna, ale wydawała się skuteczna. Brian schudł, wrócił do komponowania. W 1976 roku zerwał jednak współpracę z Landym po sporze o wynagrodzenie – terapeuta podniósł stawkę do około 20 tysięcy dolarów miesięcznie. Nie zniknął na zawsze. Po przedawkowaniu w 1982 roku i gwałtownym pogorszeniu stanu zdrowia Briana, jego rodzina ponownie sprowadziła Landy’ego – tym razem na dłużej. Podtrzymywał, że jego podopieczny cierpiał na schizofrenię paranoidalną i zaczął podawać Wilsonowi niezliczone ilości tabletek. Codziennie, przez lata.

    To właśnie Landy zaaranżował pierwszą randkę Briana i Melindy. Ten sam człowiek, który ich połączył, bawiąc się czy to w Boga czy Kupidyna, za chwilę miał robić wszystko, żeby ich rozdzielić. O ironio.

    „Życie Briana było wyreżyserowane” – mówiła Melinda. Spotykając się z Brianem, z czasem zaczęła zauważać, że coś było nie tak. „Odurzał go lekami i robił wiele rzeczy, których lekarze robić nie powinni” – opowiadała „Rolling Stone”. Dodała: „Zadawałam pytania, a to Landy’ego wkurzało. Ale widziałam coś, co było tak bardzo złe – to było jak w sytuacji, gdy ktoś krzywdzi dziecko, a żaden z sąsiadów nie chce o tym wiedzieć”.

    W 1989 roku Brian i Melinda spotykali się już od trzech lat, a Landy – który zdążył już uczynić się prawnym opiekunem Briana – uznał, że zakochani stali się sobie zbyt bliscy. Oficjalnie zakazał Brianowi widywać się z panną Ledbetter, zaniepokojony jej rosnącym wpływem. Melinda zaczęła wówczas potajemnie nagrywać rozmowy z Landym, obawiając się nawet o własne bezpieczeństwo.

    Pracując razem z rodziną Wilsona, natrafiła w końcu na dokument, który – choć przerażający – miał położyć kres wszechmocy doktora. Był to testament, w którym Brian uczynił Landy’ego głównym beneficjentem swojego majątku w razie śmierci. „Wydawało mi się, że Brian był dla niego więcej wart martwy niż żywy” – powiedziała później.

    To odkrycie było jednym z impulsów, które popchnęły rodzinę do złożenia pozwu w 1991 roku. Wygrali. Doktor Eugene Landy nie mógł się się do Briana nawet zbliżać.

    Przypadek?

    „Jechałam Pico Boulevard pewnego dnia i prawie go przejechałam” – opowiadała Melinda magazynowi „Rolling Stone” o przypadkowym spotkaniu z Brianem po latach rozłąki. Nie przejechała go, choć praktycznie wyskoczył jej przed maskę. Zaczęli rozmawiać. Romans odżył.

    W międzyczasie zespół specjalistów z UCLA podważył diagnozę postawioną przez Landy’ego. Stan psychiczny Briana Wilsona znacznie się poprawił.

    6 lutego 1995 roku Brian i Melinda pobrali się w Wayfarers Chapel w Rancho Palos Verdes – szklanej kaplicy zaprojektowanej przez syna Franka Lloyda Wrighta, ukrytej wśród drzew nad klifem nad Pacyfikiem. On miał wtedy pięćdziesiąt dwa lata. Ona – czterdzieści osiem.

    Druga szansa

    Rok po ślubie postanowili założyć rodzinę. W wywiadzie z 2004 roku Melinda mówiła: „Chcieliśmy mieć dzieci. Zdecydowaliśmy, że adoptujemy”. Adoptowali piątkę dzieci – Darię Rose, Delanie Rae, Dylana, Dasha i Dakotę Rose. „Byłem zachwycony, że mogę to zrobić” – dodawał Brian.

    W 1999 roku Melinda formalnie została menadżerką męża. Jak sama żartowała, do tej pracy przygotowała ją branża samochodowa. „To w zasadzie negocjacje, a to robiłam codziennie, sprzedając samochody”. Pod jej skrzydłami Brian wrócił do regularnych koncertów i dokończył legendarny, niegdyś porzucony album „Smile”.

    Część bliskich współpracowników Briana, w tym Mike Love, jego kuzyn i wieloletni członek Beach Boys, sugerowała, że Melinda zbyt mocno kontrolowała karierę męża. Niektórzy, w tym córka Briana z pierwszego małżeństwa, Carnie, nazywali ją żartobliwie „Melandy”, nawiązując złośliwie do Landy’ego i jego dawnej władzy nad muzykiem. To, co jedni nazywają troską i zaangażowaniem, inni określają jako przesadną kontrolę. Kim zatem była Melinda Ledbetter dla Briana Wilsona? Sam zawsze mówił o niej z miłością i czułością, jakich nie sposób udawać. Fani Beach Boys postrzegają ją jako wybawicielkę – kobietę, która ocaliła artystę i człowieka. Ochroniła Briana przed bezwzględnym i wyrachowanym doktorem Landym. Była przy mężu, gdy pracował nad „Smile” i powracał na szczyt. Dała mu drugą szansę. Przez 38 lat byli szczęśliwym małżeństwem.

    „Love and Mercy”

    „Love and Mercy” z 2014 roku to jeden z najlepszych biopiców ostatnich lat. Mamy tu dwie płaszczyzny czasowe – lata 60., gdy młody Brian Wilson pracował nad „Pet Sounds”, a jego stan psychiczny zaczął się pogarszać, oraz lata 80. – gdy w życiu Briana pojawia się dziewczyna z salonu Cadillaca.

    W filmie Billa Pohlada Elizabeth Banks zagrała Melindę, John Cusack – starszego, a Paul Dano młodszego Briana. Scenarzysta filmu, Oren Moverman, przyznawał, że niemal każde wydarzenie z lat 80. pochodziło bezpośrednio z rozmów, jakie przeprowadził z Melindą. Po obejrzeniu gotowego filmu sama Melinda powiedziała: „Przypomniałam sobie, że to, co Landy zrobił Brianowi, było jeszcze gorsze. W filmie tego nie widać, ale to działo się codziennie, przez lata”.

    Pożegnania

    30 stycznia 2024 roku Melinda Ledbetter Wilson zmarła w domu w Beverly Hills. Miała siedemdziesiąt siedem lat. Brian napisał wówczas na Instagramie słowa, które krążyły potem w mediach na całym świecie: „Była moją zbawicielką. Dała mi bezpieczeństwo emocjonalne, którego potrzebowałem, żeby mieć karierę. Zachęcała mnie do tworzenia muzyki najbliższej mojemu sercu. Była moją kotwicą. Była dla nas wszystkim”. Dzieci pary dodały własne pożegnanie: „Była siłą natury i jedną z najsilniejszych kobiet, jakie można spotkać”.

    Kilka miesięcy po jej śmierci dzieci Briana złożyły wniosek o ustanowienie nad nim kurateli – w dokumentach wskazywały na poważne zaburzenia neurokognitywne, prawdopodobnie demencję, które miały odebrać mu zdolność podejmowania samodzielnych decyzji zdrowotnych. Sąd przychylił się do wniosku w maju 2024 roku.

    Brian Wilson zmarł 11 czerwca 2025 roku, niespełna półtora roku po Melindzie. Miał osiemdziesiąt dwa lata.

    Więcej o sylwetkach kobiet znajdziecie tutaj.

    ZOSTAW ODPOWIEDŹ

    Proszę wpisać swój komentarz!

    Akceptuję Politykę prywatności / RODO i Regulamin serwisu

    Proszę podać swoje imię tutaj



    Inne w kategorii

    PARTNERZY