Tajemnica brylantowej broszki

Tajemnica brylantowej broszki
Fot. Pexe

Galina Breżniew, córka sekretarza generalnego Komitetu Centralnego Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego Leonida Breżniewa, nie miała czego zazdrościć księżniczkom. Jadała w najlepszych restauracjach, specjalnie dla niej z zagranicy przywożono stroje najdroższych domów mody i tysiące litrów perfum. Największą słabością Galiny były jednak brylanty. Kremlowski skarbiec, w którym przechowywano najcenniejsze państwowe klejnoty, traktowała jak swój kuferek na biżuterię, co jakiś czas „wypożyczając” kolie czy broszki, gdy tylko tego zapragnęła. Nikomu nie przyszłoby do głowy ją okraść. Jedyny śmiałek, który tego dokonał, zapłacił za to najwyższą cenę...

Andriej Kurdiajew urodził się w 1962 roku w rodzinie artystów cyrkowych. Jego ojciec Leonid był słynnym iluzjonistą, akrobatą i klaunem. Publiczność go uwielbiała, a dzieciaki piszczały na jego widok bardziej niż fanki na koncertach idoli. Rodzina mieszkała w Kijowie. Jak to często w cyrkowych rodzinach bywa, syn chciał pójść w ślady ojca – Andriej był bardzo zwinnym, wysportowanym i wyjątkowo elastycznym dzieckiem. Odkąd skończył pięć lat, ojciec uczył go sztuczek i wyjaśniał magię iluzji. Wydawało się, że nic nie stanie na przeszkodzie pięknej, artystycznej karierze zdolnego chłopaka.

Pewnego dnia, gdy Andriej miał 12 lat, wydarzyła się tragedia. Podczas wieczornego pokazu Leonid Kurdiajew poślizgnął się i spadł z ogromnej wysokości. Przeżył, ale złamał kręgosłup. Był sparaliżowany od szyi w dół. Wpadł w głęboką depresję, a jego żona od tej pory musiała zarabiać na całą rodzinę. Dlatego Andriej poczuł się pozostawiony sam sobie. Szwendał się po mieście i nie wiedział, co ze sobą zrobić. Któregoś dnia zagadnęli go chłopcy z podwórka – okazało się, że tworzą szajkę kieszonkowców, a przewodzi im znany w półświatku mistrz kradzieży, Lonia Smyk. Szybko okazało się, że lekcje iluzji nie poszły na marne – Andriej, od dziecka uczony drobnych, niezauważalnych gestów, miał wyjątkowy talent do obrabiania nawet najbardziej czujnych delikwentów.

Proceder szajki trwał kilka lat, do chwili, w której Lonia Smyk wpadł podczas kolejnej akcji i trafił za kratki. Andriej przestraszył się, że wkrótce on też zostanie zatrzymany, dlatego postanowił wyjechać do Moskwy. Tam szybko skontaktował się z moskiewską „bratwą”, czyli szajkami złodziei i z powodzeniem kontynuował swój proceder. Jego „autorskie metody” kradzieży kieszonkowych robiły potężne wrażenie na moskiewskim półświatku. Andriej był nawet brany pod uwagę jako „wykładowca” w nieoficjalnej „akademii złodziei”, która funkcjonowała w Rostowie nad Donem. Adepci tej szkoły najpierw na manekinach, a potem na kolegach uczyli się bezszelestnego okradania ludzi.

Nie wiadomo, jak potoczyłaby się „kariera” Andrieja Kurdiajewa, gdyby pewnego dnia nie pojechał na piknik do moskiewskiego parku Srebrny Bór. Na plaży nad rzeką poznał Ingę Sołowiej, 18-letnią córkę partyjnego dygnitarza, jednego z naczelników Państwowego Komitetu Planowania ZSRR. Dziewczynie spodobał się chłopak o jasnych, kędzierzawych włosach i delikatnych rysach twarzy. Jemu zaimponowały delikatesy, które Inga wyciągała z koszyka. Rozgadali się, a gdy Inga skończyła opowiadać o swoich bogatych rodzicach, Andriej opowiedział mrożącą krew w żyłach historię swojego życia – oczywiście, zmyśloną. Zapewniał Ingę, że jest synem wędrownych artystów, którzy podpadli przestępcom i muszą się ukrywać, a on jest ich jedynym łącznikiem ze światem zewnętrznym. Mówił też, że sam musi wciąż uciekać przed wrogami, którzy czyhają na jego życie. Naiwna, trzymana dotąd pod kloszem dziewczyna w sekundę zakochała się w Andrieju bez pamięci. Postanowiła „odmienić” los ukochanego i pokazać mu lepszą stronę życia w ZSRR. Sama obracała się w towarzystwie „złotej młodzieży”, dzieci zamożnych partyjnych działaczy i dyplomatów. Zaczęła zabierać Andrieja na prywatki, imprezy, premiery i bale. Kurdiajew nie mógł przegapić takiej okazji do wzbogacenia się, dlatego wykorzystał cały swój spryt i umiejętności, by zwiększyć kaliber swoich zdobyczy.

28 lipca 1981 roku para pojechała na „nocownik” w podmoskiewskiej posiadłości Archangielskoje, niegdyś siedzibę bogatych przedsiębiorców, przerobioną na luksusową restaurację. Inga i Andriej zachowywali się dziwnie – w tańcu co chwila potykali się i wpadali na tańczące obok pary, wymykali się do szatni i wracali z głośnym śmiechem, jednym słowem – robili mnóstwo zamieszania.

Około północy towarzystwo mocno się ożywiło – pod restaurację zajechała czarna wołga, z której wysiadła obwieszona brylantami Galina Breżniew – córka sekretarza generalnego Komitetu Centralnego Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego Leonida Breżniewa. Słynęła z miłości do klejnotów i futer, luksusowego stylu życia, a status jej ojca powodował, że wystarczyło jedno słowo, by spełniały się wszystkie jej życzenia. Mówiło się, że traktuje skarbiec Kremla, tzw. Diamentowy Fundusz, jak własną szkatułkę z biżuterią, co i rusz „wypożyczając” bezcenne eksponaty.

Po dwóch godzinach zabawy Galina nagle podniosła krzyk – zauważyła, że nie ma broszki z diamentem, którą miała na sobie jeszcze kilkanaście minut wcześniej. W sekundę kilkadziesiąt osób z obsługi padło na kolana i zaczęło przeszukiwać podłogę centymetr po centymetrze. Po chwili ktoś z gości zakrzyknął, że i on stracił coś cennego – złotą papierośnicę. Kolejni goście zaczęli orientować się, że zniknęły im zegarki, kolczyki, a z szatni zniknęło kilka futer – mimo upałów wiele pań przyjechało w nich, by zadać szyku w towarzystwie. Kwadrans później w posiadłości zaroiło się od milicji – kosztowości nie znaleziono, jeden z kelnerów natknął się za to na leżące w zaroślach... ciało mężczyzny z nożem w piersi. Milicjanci szybko zorientowali się, że zamordowany to Kola „Bosiak”, który ponad 20 lat spędził w różnych radzieckich więzieniach za kradzieże i cieszył się autorytetem tzw. „wora w zakonie”, czyli złodzieja, który po przejściu ścieżki konkretnych został uznany przez półświatek za osobę przestrzegającą zasad niepisanego „kodeksu przestępczego” i będącą autorytetem dla innych złodziei.

Początkowo sądzono, że to właśnie Kola odpowiada za kradzieże wśród gości nocnej imprezy, nie znaleziono jednak przy nim niczego cennego. Ktoś z gości powiedział, że widział, jak posiadłość w podejrzanie gwałtowny sposób opuszcza Inga Sołowiej i jej partner. Ktoś inny dodał, że para zachowywała się dziwnie i porównał ich zachowanie do scen z popularnego w tamtym czasie serialu „Gdzie jest Czarny Kot?” z Władimirem Wysockim, opowiadającego o bandzie złodziei-kieszonkowców, działającej w Moskwie w czasach powojennych. Tańcząc, wpadali na inne pary, a Andriej w tym czasie niezauważalnie wyciągał z ich kieszeni cenne przedmioty.

Od 29 lipca 10981 roku Inga była pod nadzorem milicji. Śledczy zauważyli, że odwiedza ją dziwnie wyglądająca dziewczyna – wysoka, w ciemnych okularach, zasłaniających twarz. Postanowili ją przesłuchać. Podczas zatrzymania dziewczyna nagle zaczęła uciekać, a po kilku minutach pościgu z jej głowy spadła peruka. Andriej Kurdiajew odwiedzał Ingę w kobiecym przebraniu.

Podczas przesłuchania 21-letni Andriej przyznał się do zamordowania Koli „Bosiaka”. Przestępca ze stażem zorientował się, że młodszy kolega po fachu właśnie „kroi gości imprezy na grubą kasę” i wepchnął go do pomieszczenia służbowego, by przeprowadzić z nim poważną rozmowę. Andriej przestraszył się mężczyzny i chwycił za nóż, leżący na blacie. Podczas szamotaniny wbił go w pierś Koli. Gdy starszemu z mężczyzn udało się wyskoczyć przez okno na parterze na rosnące pod oknem krzewy, Andriej wyskoczył za nim i dobił Kolę, zadając mu kilka ciosów. W pośpiechu uciekł z posiadłości wraz z Ingą kilkadziesiąt minut przed tym, jak Galina Breżniew podniosła alarm.

Co ciekawe, Andriej Kurdiajew twierdził, że nie ma pojęcia, co stało się z brylantową broszką Galiny Breżniew i nie przyznał do jej kradzieży.

21-latek trafił do pojedynczej celi w Butyrce – moskiewskim więzieniu przejściowym i śledczym. Dwa tygodnie po zatrzymaniu strażnik znalazł ciało Andrieja Kurdiajewa w pętli nad łóżkiem. Oficjalnie stwierdzono samobójstwo, lecz zaszokowana Inga Sołowiej nigdy nie uwierzyła w tę wersję śmierci ukochanego. Podobnie uważali śledczy. Jedna z hipotez mówi o zemście „worów w zakonie”, czyli profesjonalnych złodziei, za zamordowanie jednego z nich. I choć od śmierci Andrieja Kurdiajewa minęło już ponad lat, prawda wciąż jest nieznana.

Brylantowej broszki Galiny Breżniew nigdy nie odnaleziono...