Tajemnica Wiktorii. Kto zabił córkę menadżera koncernu?

Tajemnica Wiktorii. Kto zabił córkę menadżera koncernu?

Dziewczyna z bogatego domu znika w biały dzień. Uciekła z domu? Pokłóciła się z ukochanym? Po miesiącu przypadkowy przechodzień znajduje jej ciało. Na palcu nastolatki wciąż tkwi pierścionek z brylantem, nie została też zgwałcona. Kto zabił Wiktorię Tesluk? Ta sprawa po 10 latach nadal nie została rozwiązana i jest wymieniana wśród najbardziej tajemniczych zbrodni w najnowszej historii Rosji.

Tego dnia 16-letnia Wiktoria wybierała się na korepetycje z matematyki. Choć wyleciała już z jednej szkoły, nie przejęła się tym zbytnio i do kolejnej też chodziła "w kratkę". Gdy okazało się, że grozi jej powtarzanie klasy, rodzice wynajęli dla niej sztab korepetytorów. Dlatego w sobotę, 26 marca 2011 r., zamiast odsypiać piątkową imprezę, musiała wstać o 6.30, by na 9 zdążyć do Moskwy z podmoskiewskiej miejscowości Gribki.

Rodzice od kilku już lat przebywali na delegacji w Kairze. Ojciec, Robert Tesluk, był jednym z najważniejszych menadżerów spółki Łukoil, matka nie pracowała. Wiktoria nie odnalazła się zagranicą, dlatego na rodzinnym zebraniu zadecydowano, że przez jakiś czas pomieszka z dziadkami, w dużym domu na prestiżowym willowym osiedlu "Smorodinka". Na zdjęciach, które chętnie publikowała na portalach społecznościowych, widać, że Wiktoria potrafiła cieszyć się życiem. Kochała egzotyczne podróże, restauracje, biżuterię i markowe ciuchy. Choć za namową rodziców planowała studiować prawo, tak naprawdę marzyła o karierze piosenkarki. Pisała teksty, aranżacje piosenek, które nagrywała telefonem i przesyłała znajomym z prośbą o recenzje. Miała dużo planów na wygodne i szczęśliwe życie. Nigdy nie miały się ziścić.

O 7.15 Wiktoria wyszła z domu i skierowała się na przystanek autobusowy. Więcej nikt już jej nie widział, nie wsiadła też do pojazdu. Gdy nie zjawiła się na lekcji, korepetytorka zadzwoniła do niej na komórkę. Nikt nie odebrał. Po kolejnych kilkunastu minutach telefon był już wyłączony. Wtedy korepetytorka zadzwoniła do babci dziewczyny – były umówione, że będzie od razu zgłaszać każdy przypadek wagarów. Babcia zaczęła wydzwaniać do wnuczki, ale bezskutecznie. Wkrótce cała miejscowość Gribki szukała nastolatki – bez rezultatu. Po kilku godzinach zdenerwowana starsza siostra Wiktorii zgłosiła się na policję i złożyła zawiadomienie o zaginięciu. Co ciekawe, policja od razu zaczęła podejrzewać, że Wiktoria już nie żyje i wszczęła śledztwo z artykułu 105 – zabójstwo. Dziewczyna pochodziła z zamożnego domu, nie miała depresji ani epizodów ucieczki z domu, nie miała też żadnych chorób, które mogłyby spowodować nagły zgon.

Rodzice Wiktorii już po kilkudziesięciu godzinach wrócili z Kairu do kraju. Byli roztrzęsieni – obawiali się, że Wiktoria mogła zostać porwana dla okupu. Dwa lata wcześniej głośna była sprawa porwania 17-letniego syna wiceprezesa spółki Rosnieft, Michaiła Stawskiego, który przez dwa miesiące był przetrzymywany w podmoskiewskim domu i wypuszczony dopiero po tym, jak policja zatrzymała żonę jednego z porywaczy. Dlatego Robert Tesluk dyżurował przy telefonie, oczekując na telefon z żądaniem okupu.

Tymczasem śledczy zaczęli przeglądać nagrania z trasy prowadzącej przez miejscowość Gribki. Niestety, przystanek, na którym na autobus czekała Wiktoria, nie był objęty kamerami monitoringu. Zlokalizowano kierowców ponad 700 aut, którzy tego ranka przejeżdżali tą trasą, żaden z nich jednak nie został powiązany ze sprawą zaginięcia dziewczyny.

Znajomi ochoczo opowiadali o Wiktorii – zeznawali, że lubiła bawić się w nocnych klubach, miała wianuszek adoratorów i podobali jej się starsi mężczyźni. Jednemu z przyjaciół powiedziała, że zakochała się z wzajemnością w o wiele starszym od siebie, żonatym mężczyźnie i któregoś dnia wyjdzie za niego za mąż po tym, jak ten zakończy swoje pierwsze małżeństwo. Kilka dni przed zniknięciem okazało się jednak, że związek się zakończył – nie wiadomo jednak, z czyjej inicjatywy. Na ślad tajemniczego ukochanego nigdy nie natrafiono, choć policja dysponowała rozpiską połączeń telefonicznych, wykonywanych przez Wiktorię. Kilka koleżanek zeznało też, że nastolatka skarżyła się na "stalkera", który śledzi ją swoim autem z zaciemnionymi szybami. Ten trop jednak również się nie potwierdził.

Gdy pod koniec marca 2011 r. w Archangielsku znaleziono worek z rozczłonkowanym ciałem kobiety, policja od razu zaczęła podejrzewać, że może to być Wiktoria. Tylko jak młoda dziewczyna miałaby znaleźć się w mieście oddalonym od Moskwy o niemal 1300 km? Ekspertyza wykazała jednak, że ofiara to mieszkanka Archangielska, zamordowana przez swojego chłopaka.

Wiosna w Rosji często przychodzi spóźniona. Śniegi w podmoskiewskiej miejscowości Tałdom, oddalonej o 90 km od domu Wiktorii, stopniały dopiero pod koniec kwietnia. 27 kwietnia jeden z właścicieli daczy, który przyjechał obejrzeć swój letni dom po zimie, zauważył w resztkach śnieżnej zaspy manekin. Gdy podczas spaceru podszedł bliżej, zamarł z przerażenia – okazało się, że to ludzkie ciało. Zawiadomił policję. Po kilku godzinach rodzice Wiktorii odebrali telefon z wiadomością, że ich córka została odnaleziona…

Ślady na ciele świadczyły o tym, że mogła być torturowana. Oględziny wykazały, że dziewczyna otrzymała kilka potężnych ciosów w głowę – jeden z nich był śmiertelny, oraz siedem ciosów nożem. Walczyła z napastnikiem – pod jej paznokciami znaleziono naskórek i nitki z ubrania mordercy. Wykluczono motyw seksualny. We krwi dziewczyny nie znaleziono żadnych śladów alkoholu ani narkotyków. Zginęła tego samego dnia, w którym zniknęła. Zagadką dla śledczych był jednak fakt, że motywem zabójstwa nie była kradzież – na palcu Wiktorii wciąż znajdował się złoty pierścionek z brylantem, prezent od ojca podarowany tuż przez wyjazdem z Kairu, oraz charakterystyczne kolczyki od znanego projektanta. Zniknęła torebka i telefon, jednak nastolatka wybierając się do korepetytorki nie wzięła z domu niczego cennego, nie miała też przy sobie większej kwoty pieniędzy.

Ekspertom udało się wyizolować DNA zabójcy. Sprawdzono wszystkich znajomych i kolegów Wiktorii, żaden z nich jednak nie pasował do materiału genetycznego pobranego spod paznokci dziewczyny. Zagadki mnożyły się w postępie geometrycznym. Wtedy do zrozpaczonego ojca Wiktorii zadzwonił mężczyzna, który twierdził, że zna prawdę o śmierci nastolatki. Zażądał pieniędzy, podał kwotę i miejsce ich przekazania, po czym rozłączył się. Policja szybko wpadła na jego trop – tajemniczym "informatorem" był Maksim Szewczenko, przedsiębiorca, który popadł w ogromne długi i usiłował za wszelką cenę zdobyć pieniądze na spłatę zobowiązań – zdecydował się nawet na handel narkotykami, a w jego mieszkaniu znaleziono 11 opakowań haszyszu. Za próbę wymuszenia został skazany na cztery lata więzienia w zawieszeniu – nie był wcześniej karany, a po śmierci żony był jedynym opiekunem małoletniej córki. Niestety, los Maksima Szewczenko zakończył się tragicznie – nie udało mu się wyjść z długów, w 2017 r. udusił swoją 17-letnią córkę i popełnił samobójstwo.

Zabójcy lub zabójców Wiktorii do dziś nie znaleziono, mimo zastosowania najnowocześniejszych metod śledczych. Po 10 latach wciąż nie wiadomo też, kto był jej partnerem w ostatnich miesiącach życia, ani kto ją śledził i czy w ogóle stalker istniał. Rodzina Wiktorii wciąż ma jednak nadzieję, że sprawa zostanie rozwiązana.

Źródła: lenta.ru, kommersant.ru, gazeta.ru, pravo.ru