Trwa Festiwal Filmowy w Wenecji. Oto laureaci honorowych Złotych Lwów

Międzynarodowe święto kina trwa do soboty 12 września. To wtedy poznamy najbardziej wyczekiwanego laureata Złotego Lwa dla najlepszego filmu. Festiwal w Wenecji to jednak prawdziwy ukłon w stronę X muzy – nie tylko premierowe pokazy, dyskusje i głośne konkursy, ale też celebracja historii filmu, czego dowodem są nagrody za całokształt twórczości. W tym roku powędrowały one do George’a Clooneya i Ellen Burstyn.

Festiwal Filmowy w Wenecji do jedna z najważniejszych kinowych imprez na świecie tuż obok konkursów w Cannes, Berlinale czy Sundance. Organizatorzy od lat podkreślają historyczny wymiar festiwalu, którego początki sięgają 1932 roku oraz inicjatywy hrabiego Giuseppe Volpi di Misurata, od którego nazwiska powstało wyróżnienie za role aktorskie – Puchar Volpiego. Obok pokazów premierowych Wenecja akcentuje dotychczasowy dorobek X muzy w postaci nagród przyznawanych za całokształt twórczości.

Honorowe Złote Lwy zostały w tym roku przyznane dwóm ikonom ekranu: George’owi Clooneyowi i Ellen Burstyn. Artyści przez dekady budowali amerykańską kinematografię i dowiedli społecznego zaangażowania. Ich wrażliwość, naturalizm i drobiazgowe podejście do kreacji przyniosło szereg inspiracji oraz wzruszeń. Kariery Clooneya i Burstyn stały się w końcu łącznikiem pokoleń, oddały kontrast między współczesnym stylem gry a klasyczną generacją aktorów. Aktorzy musieli stawić czoła odmiennym wyzwaniom branży czy stereotypom środowiska. Porównanie ich różnych, ale złączonych we wspólnej misji wartościowego kina ścieżek to kawał historii X muzy.

Przede wszystkim człowiek

George Clooney od dekad uchodzi za synonim dobrego aktorstwa, które nie wyklucza człowieczeństwa. Gwiazdor zasłynął występami w komedii „Bracie, gdzie jesteś?” (2000) i dramacie „Syriana” (2005), za który otrzymał Oscara. Próbował również własnych sił po drugiej stronie kamery jako reżyser m.in. „Id marcowych” (2011), prezentowanych jako film otwarcia na 68. edycji weneckiego święta kina. Powiązania Clooneya z włoskim festiwalem mają zatem bogatą tradycję – już w 2011 roku artysta opuścił Wenecję z Nagrodą Specjalną.

Tegoroczne wyróżnienie za dorobek życia to jednak inna skala, która okazuje się zaszczytem, ale może też budzić… niepokój. Odbierając honorowego Złotego Lwa, George Clooney żartował ze sceny: „Czy oni wiedzą coś, czego ja nie wiem?”. Fani filmowego Danny’ego Oceana mogą spać spokojnie – słynący z błyskotliwego poczucia humoru aktor nie planuje emerytury.

Wręczająca nagrodę Clooneyowi Laura Dern podkreślała humanistyczny wymiar kariery aktora, który pozostaje ikoną działalności charytatywnej i orędownikiem demokracji. „George jest człowiekiem, który żyje dla prawdy. Opowiada historie, które nas bawią, poruszają, sprawiają, że stajemy się lepszymi ludźmi, że tęsknimy za dobrocią” – wygłosiła Dern.

Clooney nie boi się zabierać głosu w istotnych politycznie sprawach. Od lat mierzy się z prowokacją ze strony amerykańskiej prawicy, ponieważ aktywnie przeciwstawnia się rządom Donalda Trumpa. W Wenecji nawiązał do sytuacji w Hollywood zdominowanym przez wpływy władzy, problemów środowisk artystycznych w dobie materiałów AI niszczących kreatywne zawody, a w końcu zdolności sztuki do budowania empatii oraz solidarności w burzliwych czasach. „Filmy nie powstrzymują wojen, nie obniżają inflacji, nie naprawiają politycznych wyborów. Ale robią coś niezwykłego. Przypominają nam, że nieznajomy nie jest obcy i że może być bohaterem w czyjejś historii”, mówił George Clooney.

W karmiącym się skandalami show-biznesie Clooney świeci również przykładem jako oddany ojciec i mąż prawniczki Amal Clooney. Prywatna postawa koresponduje z ekranowym wyobrażeniem o aktorze, który przyzwyczaił nas do honorowych, pełnych klasy i dojrzałości portretów.

Jego droga do kariery nie była łatwa, a życiowe wyzwania wyłącznie dowiodły niezłomnej postawy aktora. Od początku wsławił się ciężką pracą. Zanim zdobył globalną rozpoznawalność, pracował w sklepie obuwniczym czy na plantacji tytoniu. Nigdy nie zapomniał tych początków. „Wiem, że to, co mam, osiągnąłem dzięki własnej determinacji, ale i dawce szczęścia”, wspominał podczas ubiegłorocznej wizyty na Igrzyskach Wolności w Łodzi.

George Clooney,  83. Wenecki Festiwal Filmowy, fot. Wikipedia
George Clooney, 83. Wenecki Festiwal Filmowy, fot. Wikipedia

Mistrzyni emocji

Kilka dni po George’u Clooneyu honorowego Złotego Lwa odebrała również Ellen Burstyn, która jest obecna w branży od ponad pół wieku i również nie planuje rezygnować z ekranowych występów. Podczas tegorocznego Festiwalu w Wenecji oglądamy ją premierowo w filmie Maggie Gyllenhaal „Flesh Impact”, gdzie gra u boku Dakoty Johnson jako Marilyn Monroe, a także pokazywanym poza konkursem „Place to Be” z głównymi rolami Taiki Waititiego oraz Pameli Anderson.

Mimo początków zakorzenionych w klasycznym Hollywood Ellen Burstyn przebyła podobną do George’a Clooneya, bo wyboistą – ścieżkę. Zanim spełniła marzenie o aktorstwie, pracowała jako kelnerka. Szkołę rzuciła już jako czternastolatka i została modelką. Pierwsze kroki stawiała w serialach. Przełom nastąpił wraz z rolą Genevieve w dramacie poruszającym kwestię dorastania spod ręki legendarnego Petera Bogdanovicha – „Ostatni seans filmowy” (1971). Jeszcze wcześniej debiutowała na Broadwayu, gdzie prawdziwy sukces nastąpił w 1975 roku. Wtedy to aktorka otrzymała tzw. Oscara środowisk teatralnych, czyli nagrodę Tony.

Na właściwą Nagrodę Akademii nie musiała czekać – w tym samym roku Ellen zgarnęła Oscara dla najlepszej aktorki pierwszoplanowej za rolę samotnej matki w „Alicja już tu nie mieszka” Martina Scorsese.

Ellen Burstyn stała się symbolem kobiecej dojrzałości i przemian, wcielając się w bohaterki skomplikowane, walczące o bliskich i własne cele, pełne siły oraz determinacji. Nie bała się ponadto kontrowersyjnych ról. Młodsze pokolenia z pewnością pamiętają jej elektryzujący popis aktorstwa w „Requiem dla snu” (2000) Darrena Aronofsky’ego, gdzie sportretowała uzależnioną od środków odchudzających Sarę Goldfarb.

Odbierająca w poniedziałkowy wieczór nagrodę w Wenecji Burstyn podobnie do Clooneya nawiązała do napiętej sytuacji w ojczyźnie. Ze sceny padły poruszające słowa: „Modlę się, by mój kraj znalazł własną białą linię”. Nie byłaby sobą, gdyby nie odniosła się do sytuacji kobiet w branży. Ellen podkreślała, że na początku jej kariery Hollywood było zdominowane przez mężczyzn. Dziś ze spokojem obserwuje zachodzące zmiany i większy wpływ twórczyń na kino.

Obok George’a Clooneya Ellen Burstyn stanowi uosobienie aktorskiego autentyzmu. Dyrektor artystyczny festiwalu Alberto Barbera podkreślał w uzasadnieniu wyróżnienia: „Jako prezeska Actors Studio Burstyn uczyniła kruchość i dyscyplinę narzędziami metody aktorskiej opartej na emocjonalnej prawdzie, uważności i szczodrości wobec granych postaci. Jej kunszt, ironia i odwaga pozostają absolutnym wzorem gry aktorskiej”.

Ellen Burstyn, 2009, fot. Wikipedia
Ellen Burstyn, 2009, fot. Wikipedia

Więcej o kulturze i sztuce znajdziecie tutaj.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj


Inne w kategorii

PARTNERZY