Zostawiłam męża i dzieci dla innego i nie żałuję

Zostawiłam męża i dzieci dla innego i nie żałuję
pixabay.pl

Utarło się, że to mężowie zostawiają żony i dzieci i odchodzą do nowej, często młodszej partnerki. Często też zrywają kontakt nie tylko z byłą żoną, ale również z dziećmi, traktując je jako przeszłość. Kobiety robią to rzadziej, ale jednak robią...

Wiodłam dobre życie. Do Poznania przyjechałam na studia z małej miejscowości pod Szczecinem. Byłam niezwykle dumna, bo pierwsza w rodzinie poszłam na studia. Moja rodzina uważała to za fanaberię. Uważali, że powinnam wyjść za mąż, urodzić dzieci i wieść spokojne życie w naszej rodzinnej mieścinie. Ja jednak chciałam czegoś więcej.

Na studiach poznałam mojego przyszłego męża. Studiował na innym wydziale, a poznaliśmy się na imprezie. Spodobał mi się. Był miły, zaradny, przedsiębiorczy a jego rodzina pochodziła z Poznania. Ujął mnie tym wszystkim. Czy były motyle w brzuchu? Bez przesady, ale przecież motyle w brzuchu nie są wiecznie, a ważne są też inne rzeczy. Na pewno go ceniłam i szanowałam. Lubiłam go.

Polecieliśmy standardem można by rzec. Zaraz po studiach wzięliśmy ślub, a potem pojawiła się trójka naszych dzieci. Najpierw syn, a potem bliźniaczki.

Wiedliśmy dobre życie. Rodzina, przyjaciele, dobre prace, które pozwalały na edukację dzieci, wakacje i inne drobne przyjemności.

W naszym związku nie było fajerwerków, uniesień, ale to był naprawdę fajny związek.

Pewnego razu postanowiłam, że wyskoczymy z przyjaciółkami na weekend. Pretekstem była wystawa w innym mieście. Wszystko zaplanowałyśmy, wynajęłyśmy mieszkanie, kupiłyśmy bilety i ruszyłyśmy na spotkanie z przygodą.

Już pierwszego wieczoru, zaraz po zameldowaniu się w apartamencie, ruszyłyśmy w miasto na drinka. Łaziłyśmy od knajpy do knajpy, szukając drinka idealnego. Drinka idealnego może nie było, ale za to był on. Idealny. Perfekcyjny. Z obłędnym uśmiechem i powalającym spojrzeniem. I już wiedziałam, że to moja zguba, mimo że broniłam się przed tym. Postawił mi drinka i siedząc przy barze gadaliśmy. Poprosił o numer telefonu. Nie chciałam mu dać, tłumacząc, że mam męża, trójkę dzieci... Nalegał. Uległam.

Następnego dnia czułam się jak upita szampanem. Nie mogłam się skupić, bawiłam się włosami, dziewczyny ciągle pytały, dlaczego jestem taka nieobecna. Nie chciałam im mówić. Bo niby co im miałam powiedzieć? Że ja stateczna żona i matka lewituję z euforii?

Weekend minął, wróciłam do domu. Cieszyłam się na ten powrót, chyba dlatego, że miałam nadzieję, że o weekendzie zapomnę, że będę myśleć o nim jak o miłym śnie.

Nastał tydzień pracy, który zapowiadał się normalnie. Dzieci do szkół, my z mężem do pracy. Jadąc do pracy, odebrałam telefon, a głos po drugiej stronie wprowadził mnie dygotkę. To był facet z baru.

Wiłam się jak piskorz, by nie spotkać się z nim, ale nie mogłam odmówić, nie chciałam odmówić. Bardzo chciałam się z nim spotkać. Bardzo. To było szaleństwo.

Zaczęliśmy się spotykać. Skradzione chwile rodzinie były tym, o czym zawsze marzyłam. Pierwszy raz przeżywałam zakochanie.

Mijały miesiące, a my wciąż się spotykaliśmy, ciągle nie miałam dosyć spotkań z nim, rozmów, śmiechu. Był po rozwodzie. Pewnego dnia zapytał, czy rozważyłabym odejście od męża. W pierwszej chwili szok. Jak to?! Ja mam odejść od męża? A co z dziećmi? Ale im dłużej o tym myślałam, tym bardziej rozumiałam, że chcę to zrobić. Chcę odejść od męża i od dzieci.

Wiem, co pomyślicie. Podła matka, wstrętna egoistka. Poznając jego, zrozumiałam, że moje życie nie było moim życiem, a zlepkiem oczekiwań moich bliskich. Mojego męża wybrałam, bo był dobry, ale nigdy go nie kochałam. Tak naprawdę uświadomiłam sobie też, że nie chciałam mieć dzieci.

Czy jestem teraz szczęśliwa? Bardzo. Czy żałuję, że porzuciłam rodzinę dla innego? Nie. Jak mnie ocenia mąż i dzieci? Pewnie jak większość społeczeństwa, ale nawet jeżeli to nie będzie trwało wiecznie, to warto było...

Imię i nazwisko czytelniczki znane redakcji.