Więcej...

    Sztuka równowagi. Helen Hunt porzuciła hollywoodzki blichtr

    Zdobywczyni Oscara i niegdyś jedna z najlepiej rozpoznawalnych gwiazd ekranu – Helen Hunt, wciąż jest aktywna zawodowo, ale wybrała spokojniejszy rytm. Kilka lat temu przewartościowała swoje życie i połączyła prywatny balans z karierą, która nie przysłania jej tego, co najważniejsze. Dziś jest przede wszystkim ikoną samoakceptacji, która odcina się od kultu celebrytów.

    Dla jednych sława to szczyt spełnienia, dla innych – przekleństwo, które towarzyszy marzeniom realizowanym w ciszy. Helen Hunt należy zdecydowanie do tej drugiej grupy, wyróżniając się na tle wielu koleżanek po fachu spragnionych świateł reflektorów. Dla niej uznanie nigdy nie było celem, a jednym ze środków do wyrażania siebie i powodem dla jeszcze cięższej pracy. Wiele lat temu pozostająca na firmamencie aktorka wybrała zrównoważony styl życia. Największe szczęście przyniosła jej córka. Zwolniła zawrotne tempo kariery dla pociechy i samej siebie, aby nie dać się zwariować gwiazdorskiemu światu.

    Artystyczne korzenie

    Jej artystyczne początki i filozofia samoświadomości sięgają młodzieńczych lat. Urodzona 15 czerwca 1963 roku w Culver City Helen Hunt dorastała w rodzinie fotografki Jane Elizabeth oraz reżysera Gordona Hunta. W domu nie brakowało zamiłowania do wszechstronnych form sztuki, a także akceptacji dla indywidualizmu. Gdy jako trzylatka Helen przeniosła się z rodzicami do Nowego Jorku ze względu na zawodowe obowiązki ojca, regularnie odwiedzali broadwayowskie teatry.

    Dziewczynka zapragnęła również uczyć się baletu. To jednak aktorstwo wyrosło na jej największą pasję. Helen wyjątkowo szybko podporządkowała jej kiełkującą wizję przyszłości. Od ósmego roku życia rozwijała swoje zdolności pod okiem rodziców. W 1973 roku Hunt otrzymała swoją pierwszą rolę – córki w serialu ABC „Pamiętnik z prerii”. Cztery lata później po raz pierwszy pojawiła się w kinowym filmie „Rollercoaster”, ponownie jako córka głównego bohatera, tu sportretowanego przez George’a Segala.

    Przełomem okazał się komediodramat Francisa Forda Coppoli „Peggy Sue wyszła za mąż” (1986), w którym Hunt wystąpiła u boku Kathleen Turner oraz Nicolasa Cage’a. W tym samym czasie grała na scenie m.in. w wystawianej na Broadwayu sztuce Thortona Wildera „Nasze miasto”. Ogromną popularność zdobyła za sprawą sitcomu „Szaleję za tobą”, w którym dowiodła talentu komediowego i charyzmy. Kreacja Jamie Buchman, specjalistki PR i młodej mężatki, przyniosła jej cztery statuetki Emmy oraz trzy Złote Globy.

    „Lepiej być nie może”

    Sukces telewizyjnej komedii „Szaleję za tobą” ugruntował jej pozycję ulubienicy Amerykanów, a także aktorki autentycznej, której portrety były bliskie wielu „przeciętnym” kobietom. To wszystko okazało się cenne podczas pracy na planie filmu, który odmienił życie Helen Hunt i wciąż pozostaje ponadczasowym przepisem na udany komediodramat ze słodko-gorzką nutą.

    „Lepiej być nie może” (1997) to inteligentna komedia romantyczna w reżyserii Jamesa L. Brooksa przedstawiająca losy wyobcowanego ekscentryka, uczącego nas jednak tego, jak stać się lepszym człowiekiem. To obraz wewnętrznej przemiany, na którą nigdy nie jest za późno. Miłości, która przychodzi niespodziewanie i nie zna pojęcia dojrzałego wieku. W końcu lekcja akceptacji i otwartości na drugiego człowieka, na życie, w którym nic nie jest zero-jedynkowe.

    Helen Hunt wcieliła się tu w kelnerkę i samotną matkę imieniem Carol, która stawia czoła trudom codzienności, w tym chorobie syna. Musi w końcu sprostać niespodziewanie wkraczającemu do jej życia Melvinowi Udallowi (w tej roli genialny Jack Nicholson) – cierpiącemu na nerwicę natręctw pisarzowi, karmiącemu się złośliwościami rozrzucanymi na prawo i lewo. Melvin to gburowaty rasista i homofob, który za sprawą znajomości z Carol oraz homoseksualnym artystą Simonem (Greg Kinnear) doznaje przemiany, odkrywając swą wrażliwość.

    Za sukcesem tytułu kryły się błyskotliwe dialogi, świetnie rozpisany scenariusz i w końcu autentyczne aktorstwo. Jack Nicholson i Helen Hunt wspięli się tu na wyżyny swych zdolności. Ich postacie wypadły równie pasjonująco zarówno w scenach tragicznych, jak i czysto komediowych. Grają tu całym ciałem, najdrobniejszym gestem czy spojrzeniem.

    Helen Hunt jako Carol doskonale oddała całą gamę emocji – od wyczerpania i żalu przez zażenowanie do radości. Praca aktorów zdobyła uznanie kinomanów oraz krytyków. Podczas 70. ceremonii wręczenia Nagród Akademii Jack i Helen zgarnęli Oscary za najlepsze role pierwszoplanowe.

    Gwiazda nieoczywista

    Oscarowy triumf i równie obiecujące wyniki box office’u sprawiły, że Helen Hunt w jednej chwili stała się jedną z najbardziej pożądanych twarzy w Fabryce Snów. Spełniona ze względu na zawodowy sukces aktorka odczuwała jednak coraz większą presję i frustrację z tytułu ograbienia z prywatności. Miała dość wypytujących o wszystko i uwieczniających jej osobiste chwile reporterów. Powróciła na Broadway, gdzie splendor nie był tak przytłaczający. Na scenie wcieliła się w Violę ze „Snu nocy letniej”.

    Nie kazała długo na siebie czekać fanom jej filmów. W 2000 roku pojawiła się w przeboju „Cast Away: Poza światem” u boku Toma Hanksa. W podobnym czasie debiutowały jeszcze trzy inne filmy z jej udziałem: „Dr. T i kobiety” (2000) legendarnego Roberta Altmana, „Podaj dalej” (2000) Mimi Leder oraz „Czego pragną kobiety” (2000) Nancy Meyers.

    Zawrotne tempo pracy sprawiło, że Helen zaczęła rozmyślać nad swoim życiem. W 2004 roku na świat przyszła jej córka Makena Lei, a to zmieniło wszystko. Hunt zwolniła, zaczęła dobierać bardziej świadomie kolejne projekty, spróbowała również własnych sił po drugiej stronie kamery jako reżyserka „Kiedyś mnie znajdziesz” (2007).

    Nigdy nie porzuciła kariery, ale pozwalała sobie na kilkuletnie przerwy od rutynowej pracy. W tym samym czasie skupiała się na sztuce samoakceptacji, którą chciała przekazać dorastającej córce i fankom. Te zawsze ceniły Helen za jej naturalność i „zwyczajność” – na tle innych celebrytów Hunt wypadała niezwykle swobodnie, udzielała szczerych wywiadów.

    Inspiracja

    Helen Hunt wymknęła się też obsesji polepszania urody panoszącej się po Hollywood. Komentowała ją słowami: „Był pewien niepisany rodzaj wstydu i tragizmu, gdy nie wyglądałaś tak, jak oczekiwano. To mogło zniszczyć całe twoje życie. Nie pozwoliłam, by zajmowało mi to miejsce w głowie”.

    Dziś jako 63-latka zachwyca naturalną urodą. Nie boi się siwizny ani publicznych wystąpień bez makijażu. Żyje w zgodzie ze sobą, nie myśli o skalpelu, a tym bardziej emeryturze. Jej ostatnim projektem był kryminał akcji Maxime’a Giroux „In Cold Light” (2025), w którym towarzyszyła gwieździe młodego pokolenia Maice Monroe. W 2027 roku na ekranie ma natomiast zadebiutować nowy film Petera Greenawaya, w którym Helen Hunt stworzy duet z Dustinem Hoffmanem. Włoska produkcja została zatytułowana „Lucca Mortis”.

    Więcej o sylwetkach kobiet znajdziecie tutaj.

    ZOSTAW ODPOWIEDŹ

    Proszę wpisać swój komentarz!

    Akceptuję Politykę prywatności / RODO i Regulamin serwisu

    Proszę podać swoje imię tutaj



    Inne w kategorii

    PARTNERZY