Droga na Starorobociański Wierch

Droga na Starorobociański Wierch
Fot. Aleksandra Karkowska

10 godzin marszu, 50 tysięcy kroków w górę i w dół. Czasem słońce, czasem chmury. Tatry Zachodnie są idealne dla tych, którzy chcą uniknąć tłumu na szlaku.

Kocham góry. Kocham, kiedy są całe dla mnie, dlatego unikam popularnych szlaków turystycznych, szczególnie w okresie wakacyjnym. Wtedy uciekam w Tatry Zachodnie. Tam jest zdecydowanie mniej turystów.

Ostatnio miałam ochotę na dłuższą wyprawę. Są takie szlaki i szczyty, które mamy jeszcze w planach. Ja miałam w planach Starorobociański Wierch. W ubiegłym roku niestety nie udało mi się na niego wejść, bo już na przełęczy poniżej duł silny halny. Bałam się, że mnie zwieje, więc grzecznie wróciłam na dół. Pomyślałam tylko: „Niestety nie dziś, kiedyś”. Kilka dni temu spróbowałam kolejny raz.

Ruszyłam z Doliny Chochołowskiej, gdzie po około godzinie marszu, tuż za leśniczówką skręcamy w lewo na czarny szlak. To dość spokojny spacer Doliną Starorobociańską, im dalej, tym bardziej stromo pod górę. Po około 2 i pół godzinie docieramy na Siwą Przełęcz (1812 m n.p.m). Widoki stąd są przepiękne, o ile tylko widoczność pozwala je podziwiać.  Stąd można pójść zielonym szlakiem na Ornak (1854 m n.p.m.), dalej do Iwanickiej Przełęczy, gdzie możemy zdecydować, czy wrócić do Doliny Chochołowskiej, czy zejść do Doliny Kościeliskiej (obie trasy to dalsze około 2,5-3 godziny marszu, głównie w dół). Ja tym razem ruszyłam w odwrotnym kierunku, czyli przez Liliowy Karb na Starorobociański Wierch (2176 m n.p.m.). Podchodząc gęste chmury wtoczyły się na czubki gór i szłam kompletnie we mgle przez jakiś czas. Delikatny wiatr jednak je rozgonił, jak tylko doszłam na szczyt. Ukazała się przede mną piękna panorama słowackich Tatr. Na szczycie spotkałam pięć kozic. Szczerze powiem, że nie jestem pewna, kto komu się bardziej przyglądał. Ja im, czy one mnie.

Dalej przeszłam przez Kończystą (2002 m n.p.m.) i Trzydniowiański Wierch (1758 m n.p.m.). To piękna trasa granią, ścieżką wśród traw, kosodrzewiny, a o tej porze również wrzosów i borówek.  Z Trzydniowiańskiego zeszłam czerwonym szlakiem na Polanę Chochołowską i doliną wróciłam na parking.

To był długi marsz, ponad 10 godzin na nogach, 50 tysięcy kroków. Wróciłam zachwycona! Bo kocham góry!

Aleksandra Karkowska– autorka międzypokoleniowych książek "Banany z cukru Pudru", "Na Giewont się patrzy", „Marsz, marsz BATORY". Od 2015 roku prowadzi Oficynę Wydawniczą Oryginały. Działa społecznie na warszawskiej Sadybie. Kocha fotografie i podróże.