Dziedziczenie
Jak tak na ciebie patrzę, to już sama/sam nie wiem, po kim to masz, bo na pewno nie po mnie! Brzmi znajomo? Ile to razy słyszeliśmy takie komunikaty. Na takie zapytanie zawsze można odpowiedzieć, że po Mieszku I. Ponoć zanim się ożenił z Dobrawą miał niezły harem i był bardzo kochliwy. Jak twierdzą historycy: prawie każdy Polak jest jego potomkiem. Tyle żartów. Przyjrzyjmy się tematowi na poważnie…
Odpowiednie pochodzenie czy lepiej być zwykłym obywatelem?
Dawno, dawno temu modne było mieć odpowiednie pochodzenie, co gwarantowało dobrą pozycję środowisku, odpowiedni ożenek i dobrą pracę. W czasach PRL-u było odwrotnie. Inteligencja czy wspomniane pochodzenie było klęską. Przeszkodą nie tylko w karierze, ale zakazem wstępu na studia. O dostaniu się na uczelnie decydowało pochodzenie robotnicze i chłopskie. O tym, jak to było z naszymi przodkami, jeśli nie znamy historii rodzinnych, można się przekonać oglądając stare zdjęcia, rozmawiając z rodzinnymi seniorami, przeglądając pozostałe w szufladach dokumenty: metryki chrztu, paszportu, legitymacje. To wszystko może nas zaprowadzić do ustalenia początku kłębka, czyli naszej rodzinnej historii.
– Drzewa genealogiczne mamy ze strony Mamy i Taty odtworzone w pełniejszej wersji na pewno do jakiegoś XVII wieku, a w skrawkach nawet do XV wieku. Dużo w mojej rodzinie było Niemców czy Francuzów. Ale to chyba takie czasy były – mówi Kasia Krauss, która kultywuje pamięć o swoich przodkach i fascynuje się historią rodziny.
Jej albumy pełne są też zdjęć dam z lat 20-30. w kapeluszach, silnych i niezależnych.
– Oj tak, moja Babcia Danusia (Mama Mamy), mimo że wychowana i kształcona na bycie żoną dobrze sytuowanego mężczyzny (w tym przypadku Dziadek był oficerem, ułanem, kończył szkołę oficerską w Grudziądzu), szybko musiała się nauczyć samodzielności – wojna zabiera jej męża, a ona zostaje sama z moją dwuletnią wówczas córką, moją Mamą – dodaje Kasia.
Prababcie
Kasia prowadzi kancelarię, jest mocną osobowością i umie zadbać o siebie i innych. Zupełnie jak jej prababcie.
– Prababcia Wandzia (czyli żona oficera Armii Carskiej) była żoną przy mężu – niewiele umiała, poza zajmowaniem się domem. Po wojnie utrzymywana jest przez moją Babcię, czyli własną synową. Druga Prababcia Maria zwana Lalą, wdową zostaje w 1920, kiedy jej mąż, sędzia, umiera w wyniku choroby, której nabawił się podczas wojny. Babcia Danusia – po wojnie ima się różnych zajęć biurowych, byle by utrzymać siebie, córkę, Matkę i Teściową – opowiada Kasia.
Czy swoją mocną osobowość zyskała w spadku po przodkach? Nie buntuje się?
– Kobiety w linii mojej Mamy miały zakodowane, że ponad wszystko trzeba mieć dzieci i męża, a nawet jak męża już się nie ma (nieważne z jakiego powodu), trzeba być mu wiernym do końca. Przypłacały to pewnie nie tylko samotnością. Ja jestem pierwsza w rodzinie (ponoć), która się przeciwko temu buntuje. Oczywiście, jak wszystko, ma to swoją cenę – dodaje.
Traumy po przodkach
Są teorie, które mówią, że jak nasz przodek przeżył traumę, z którą sobie nie poradził, przekazuje ją nieświadomie w formie wzorców, szlaków emocjonalnych, którymi i my niby podążamy…
– Wzorce postępowania, myślenia, wartości są nam przekazywane przez przodków, nawet tych, których nigdy nie widzieliśmy na oczy. Raz, że w swoim życiu spotykamy do trzech poprzednich pokoleń w postaci pradziadków, dziadków i rodziców. Dwa, że system wychowania w naszych domach reprezentowany przez rodziców jest matrycą nas kształtującą. A przecież on też się z czegoś bierze. Po trzecie, jeśli podejmujemy decyzję o tym, że ktoś z naszych przodków jest autorytetem, wówczas świadomie powielamy wybrane aspekty z życia tego członka rodziny – mówi Aneta Myśliwiec, Psycholog, coach ACC ICF.
Dziadek
W życiu Anety taką osobą był Dziadek, którego nigdy nie poznała. Wykształcony jak na ówczesne czasy. Rocznik 1900. Majętny dość. Czytywał pisma, które prenumerował i sprowadzał na małą schowaną wśród lasów wieś. Doskonale rozumiał naturę. Decydował o rozpoczęciu żniw czy sianokosów po obserwacji przyrody, nieba, wiatru, odgłosów zwierząt. Historia mówi, że gdy Dziadek wychodził na przykład do żniw, to cała wieś robiła to samo, bowiem ludzie wiedzieli, że jeśli Aleksy kosi to znaczy, że to najlepszy moment. Bo on wiedział rzeczy, do których inni nie mieli dostępu. Czytywał swoje pisma przy lampie naftowej.
– Nie dziwię się, że mój tata chciał zostać leśniczym. I nie dziwię się już sobie (a zajęło mi to całe dotychczasowe życie), że tak kocham wieś i las, spacery z psami po lesie, morsowanie, kąpiele w dzikich rzeczkach i potokach. Że miłuję przyrodę. Że wybrałam dom na wsi wśród lasów. Dopiero w tym roku, w wieku 42 lat zrozumiałam, dlaczego jestem tutaj, gdzie jestem i robię to, co robię. To samo dotyczy drugich dziadków. To oni zakochali mnie we wsi. Tego lata poczułam jak zamyka się jakiś obwód. Jakbym znalazła drogę, odpowiedź. Zrozumiałam. I nie był to przekaz płynący od rodziców wskutek choćby ich stylu wychowania. Czy tego, co mówili wprost – opowiada Aneta Myśliwiec.
Rodzinna trauma wypływa w czasie świąt
Aneta uważa, gdyby każdy z nas spisywał swoją historię i zostawałaby ona przekazywana kolejnym członkom rodu, byłoby nam prościej poznawać siebie samych. Jest wiele historii, tajemnic, które jakby wiszą nad głowami, przemykają pomiędzy wierszami, chowają się w milczeniu, ukrywają w zamieszaniu, przeciekają na rodzinnych spotkaniach. Na przykład tych świątecznych. Do wielu z nich nigdy nie będziemy mieć dostępu. Po części dlatego tak błądzimy i obijamy się w życiu. A szkoda. Poznanie losów naszych przodków i ich tajemnic pomogłoby nam zdążyć zaakceptować samych siebie. Wybaczyć. I pokochać.
Ale czy nam samym starczy odwagi, by o swoich tajemnicach, najgorszych traumach, mówić naszym dzieciom? Prawda, że gdy zadajemy to pytanie sobie samym, gdy stawiamy przed nami takie zadanie, sprawa nie jest tak prosta, jakby się mogło wydawać, gdy „żądalibyśmy” tego od naszych przodków.
– Gdy patrzę właśnie w taki sposób na swoje życie wówczas rozumiem, że wielu rzeczy, zagadek już nigdy nie rozwiążę. Tych dotyczących mnie samej. Ale gdy widzę siebie na jednej linii marzeń, traum, tajemnic tych przede mną, to wówczas to, co niewytłumaczalne na dziś, w taki spokojny, pogodzony sposób można włożyć do szuflady: „Saga…” Zresztą ten wątek stanowi motyw przewodni wielu powieści. Od Garcia Marquez „Sto lat samotności” do Olgi Tokarczuk. Tyle, że to zupełnie coś innego móc patrzeć na tę linię z boku – dodaje Aneta Myśliwiec.
Narzędzie do oczyszczenia przeszłości
– Jednym z narzędzi, z których korzystam w coachingu jest „TIMELINE” – mówi Renata Constable, couch i pastor.
Pozwala ono spojrzeć na nasze życie: na miejsca, które miały na nas znaczący wpływ, na ludzi, którzy nas ukształtowali, bo to nie zawsze i niekoniecznie musi być rodzic, to może być jakikolwiek ważny dla nas dorosły w czasach dziecięcych, itd.
– Z tego poziomu, możemy zobaczyć nasz potencjał, nasze silne strony, ale też, co chcemy przepracować, obszary, w których chcemy dojrzeć, możemy zobaczyć, jakie mamy ograniczające przekonania. Początkiem zmiany jest zrozumienie naszych personalnych historii. Ja też głęboko wierzę, że Bóg chce, żebyśmy żyli świadomie. Głównym motywem całej Biblii jest pragnienie Boga aby uczynić nas 'nowymi’ i uwolnić od naszych własnych błędów, jak również błędów tych, od których dziedziczymy nasze DNA – dodaje Renata Contable.
Przeszłość, geny to temat rzeka. Naukowcy cały czas badają jak funkcjonujemy jako gatunek; czy możliwe jest dziedziczenie myśli, co uaktywnia lub dezaktywuje nasze pewne geny. Istnieje cała dziedzina nauki temu poświęcona – epigenetyka. Są badania, przeprowadzone w pierwszej połowie naszego wieku na samcach myszy, które zweryfikowały, że faktycznie reakcje lękowe mogą być dziedziczne. Raporty o tym publikował magazyn Nature Neuroscience.
Txt: Jowita Kamińska



