Sztuka kontra szara codzienność
Julie Andrews to legenda kina i teatru, która szczęśliwie wciąż jest wśród nas. Wszechstronnie utalentowana artystka urodziła się 1 października 1935 roku w Walton-on-Thames w angielskim hrabstwie Surrey jako Julia Elizabeth Wells. Przyszła zdobywczyni Oscara była córką nauczycielki gry na pianinie, jej ojciec prowadził natomiast zajęcia z artystycznego rzeźbienia w drewnie.
Dzieciństwo Julie nie należało do usłanych różami. Jej rodzice rozwiedli się tuż po zakończeniu II wojny światowej, a ojczym, po którym otrzymała nazwisko Andrews, okazał się skłonnym do konfliktów alkoholikiem. W mrocznym rozdziale życia Julie odnajdywała ukojenie w aktorstwie. Za sprawą artystycznych kontaktów rodziców było jej prościej odnaleźć się w świecie show-biznesu.
Jej kariera nigdy nie przyjęła jednak ścieżki „przez znajomości”, gdyż dziewczynka skrywała potężny talent – czterooktawowy głos. Za jego sprawą zadebiutowała jako dwunastolatka w londyńskim Hippodromie. Rok później Julie Andrews wystąpiła przed rodziną królewską w trakcie charytatywnej gali Royal Variety Performance w teatrze London Palladium.
My Fair Lady
Julie Andrews postawiła pierwszy krok na broadwayowskiej scenie w 1954 roku przy okazji musicalu „The Boy Friend”. To jednak adaptacja sztuki George’a Bernarda Shawa przyniosła jej uznanie krytyków i rozpoznawalność. Mowa o musicalu „My Fair Lady”, czyli jednym z najbardziej dochodowych przedstawień w historii Broadwayu, wystawianym w latach 1956-1962.
Dzieło Alana Jaya Lernera i Fredericka Loewe podbiło serca widowni kultowymi utworami, ponadczasową reinterpretacją historii „Kopciuszka” i ujmującą liryzmem historią miłosną. Julie Andrews sportretowała kwiaciarkę ze społecznych nizin, Elizę Doolittle, która pod wpływem profesora fonetyki Henry’ego Higginsa uczy się, jak być prawdziwą damą i wkracza w wyższe sfery. Z drugiej strony sam Higgins otrzymuje życiową lekcję rozumienia kobiecości i własnych uczuć.
W 1958 roku musical „My Fair Lady” przypłynął z Nowego Jorku do Anglii, gdzie na West Endzie w postać Elizy ponownie wcieliła się Julie Andrews. Teatralnym profesorem Higginsem był zaś Rex Harrison, który został obsadzony w tej samej roli przy okazji filmowej adaptacji „My Fair Lady” z 1964 roku. W obrazie George’a Cukora nie zobaczyliśmy jednak Julie Andrews – angaż trafił w ręce Audrey Hepburn, gdyż twórcy obawiali się braku filmowego doświadczenia scenicznej panny Elizy Doolittle. Jak na ironię, zdubbingowano Audrey Hepburn w partiach wokalnych, w których doskonale poradziłaby sobie sama Julie.
Rozśpiewana gwiazda
Julie nie musiała długo ocierać łez porażki, natomiast sami producenci kinowej wersji „My Fair Lady” mogli żałować podjętej decyzji o odrzuceniu jej angażu. W tym samym roku na ekrany weszła bowiem „Mary Poppins” (1964), historia guwernantki z nadnaturalnymi zdolnościami, w której połączenie aktorskich i wokalnych umiejętności Andrews przyniosło jej Oscara w kategorii najlepszej aktorki pierwszoplanowej. Warto dodać, że Julie i Audrey Hepburn rywalizowały w wyścigu po Złoty Glob dla najlepszej aktorki w komedii lub musicalu. Laury ponownie święciła Andrews, która stawała się niekwestionowaną ikoną gatunku oraz legendą dekady.
W 1965 roku, a więc zaledwie kilka miesięcy po triumfie „Mary Poppins”, Julie Andrews ponownie otrzymała rolę, która utrwaliła jej czarujący wizerunek ulubienicy Amerykanów. „Dźwięki muzyki” to jeden z musicali wszech czasów wyróżniony pięcioma Nagrodami Akademii. Inspiracją do nakręcenia filmu były wspomnienia arystokratki Marii von Trapp, która doświadczyła nazistowskiego obłędu.
Bohaterka Julie Andrews pragnie zostać zakonnicą, jednak jej zbuntowany charakter i pragnienie przygód kłócą się z klasztornymi zasadami. Dziewczyna zostaje wysłana do domu kapitana von Trappa, u którego ma pełnić funkcję guwernantki. Jest to nie lada wyzwanie, gdyż emerytowany oficer marynarki słynie z surowej dyscypliny. Dzięki Marii dzieci despotycznego mężczyzny uczą się radości życia i wrażliwości, on sam zaczyna zaś czuć coś więcej do ich opiekunki.
„Mary Poppins” oraz „Dźwięki muzyki” to najsłynniejsze dzieła w dorobku Julie Andrews, które utrwaliły jej serdeczny wizerunek. W rolach guwernantek aktorka zachwycała publiczność szlachetnością, dobrocią i opiekuńczą naturą, co na zawsze przyniosło jej sympatię. Tak, jak ekranowe dzieciaki, Julie Andrews na swój sposób otulała serca odbiorców.
Blaski i cienie
Największym atutem Julie był krystaliczny, wszechstronny głos. Aktorka wielokrotnie próbowała jednak przełamać etykietę gwiazdy musicalu. W 1966 roku wystąpiła w duecie z Paulem Newmanem w szpiegowskim filmie Alfreda Hitchcocka „Rozdarta kurtyna”. W produkcji podyktowanej zimnowojennym strachem sportretowała żonę profesora fizyki nuklearnej, która pomaga partnerowi w misji dla amerykańskiego rządu. Julie zasiliła panteon hitchcockowskich blondynek, czyli jasnowłosych, „chłodnych” aktorek pełniących określoną funkcję w arcydziełach suspensu. Obok Kim Novak, Tippi Hedren czy Very Miles Julie pozostaje jedną z ostatnich żyjących blondynek Hitchcocka.
Niestety, próby Julie wyjścia z szufladki śpiewającej gwiazdy kończyły się niepowodzeniem. Jednocześnie sam musical w obliczu ruchów Nowej Fali w kinematografii przechodził kryzys. Andrews otrzymywała coraz mniej propozycji – w latach 70. zagrała jedynie w trzech filmach. W obliczu przestoju przyjmowała oferty telewizyjne, prowadziła m.in. własny program „The Julie Andrews Hour”.
Zajęła się nawet pisaniem książek dla najmłodszych pod nazwiskiem Julie Edwards. W tamtym czasie pozostawała bowiem żoną reżysera Blake’a Edwardsa (jej pierwsze małżeństwo z kostiumografem Tonym Waltonem trwało w latach 1959-1967). Julie znała dziecięce potrzeby od podszewki – jest matką Emmy, adoptowanych Amy i Joanny, a także macochą dla dwóch dzieci Blake’a z jego poprzedniego związku.
Minęły długie lata, zanim Julie Andrews otrzymała ponowną szansę stworzenia roli, która wyłamałaby ją z aktorskiego niebytu. Wsparcie zapewniał jej mąż. I to właśnie Blake Edwards w 1982 roku obsadził ukochaną w wymagającym musicalu obracającym się wokół motywu tożsamości i zamiany ról „Victor, Victoria”. Dziś tytuł zdobyłby z całą pewnością miano „queerowego”, Julie na stałe wyrosła zaś na ikonę środowisk LGBTQ+. Jej bohaterka jest śpiewaczką, która na potrzeby kariery ma udawać mężczyznę ucharakteryzowanego na kobietę. Rola zdobyła powszechne uznanie i zaowocowała kolejną nominacją aktorki do Oscara.
Hollywoodzka inspiracja
W 1995 roku „Victor, Victoria” zaadaptowano na potrzeby sceniczne. Występ Julie został nominowany do nagrody Tony, czyli tzw. Oscara środowisk teatralnych. Wtedy wydarzyła się rzecz, która odbiła się głośnym echem w środowisku i dowiodła niezwykłego charakteru gwiazdy. Julie odrzuciła nominację, ze względu, jak tłumaczyła, na pominięcie pozostałych twórców widowiska przez kapitułę. Bez wątpienia wyróżniała się w świecie hollywoodzkich pozorów. Pozostała osobą honoru i pełną wdzięczności wobec współpracowników. Do dziś aktorka wzbudza pozytywne reakcje własną skromnością oraz pokorą.
Mimo 90. urodzin Julie Andrews nie planuje przejścia na emeryturę. Po 2000 roku zaskarbiła sobie sympatię nowych pokoleń jako aktorka dubbingowa w serii „Shrek” (w oryginale podłożyła głos królowej Lilian), a także odtwórczyni babci głównej bohaterki z „Pamiętnika księżniczki” z Anne Hathaway. Napisała dwie autobiografie: „A Memoir of My Early Years” (2008) i „Home Work: A Memoir of My Hollywood Years” (2019). W czasach lockdownu prowadziła ponadto własny podcast wraz z córką Emmą. Warto dodać, że w serialowym hicie ostatnich lat, czyli w serialu „Bridgertonowie” mogliśmy usłyszeć głos Julie jako Lady Whistledown.
Wciąż pisana historia jej niezwykłego życia posiada jednak gorzkie rozdziały. Pod koniec lat 90. artystka przeszła operację usunięcia torbieli strun głosowych, przez co nie mogła śpiewać przez kolejne osiem lat. „Popadłam w depresję. Czułam się, jakbym straciła tożsamość” – opowiadała o trudnych chwilach. Ratunkiem okazała się dla niej nowatorska operacja strun głosowych, która nie przywróciła co prawda pełni możliwości jej głosu na cztery oktawy, ale za to umożliwiła ponowne śpiewanie – jej życiową pasję.
Więcej o sylwetkach kobiet znajdziecie tutaj.





