Dziewczyna, która „wskrzeszała umarłych”
Sophia Loren urodziła się 20 września 1934 roku w Rzymie, jako Sofia Villani. Jej dzieciństwo było dalekie od blichtru. Wychowywana przez samotną matkę, Romildę Villanę, w portowym miasteczku Pozzuoli niedaleko Neapolu, dorastała pośród zniszczeń II wojny światowej. Naloty zmuszały jej rodzinę do chowania się w schronach, a głód z tamtych lat boleśnie zapisał się w pamięci Sophii. Wspominała później, że była chuda jak patyk – nic nie zapowiadało, że kiedyś stanie się globalnym symbolem zmysłowej urody.
Mimo trudności jej matka – sama marząca niegdyś o aktorstwie – zachęcała Sophię do realizowania śmiałych marzeń. Gdy w wieku zaledwie 14 lat dziewczyna wzięła udział w lokalnym konkursie piękności, wprawdzie nie wygrała, ale to wydarzenie odmieniło jej życie. Zwróciła uwagę Carla Pontiego, producenta filmowego starszego o ponad dwadzieścia lat, który dostrzegł w niej coś wyjątkowego: „połączenie kruchości i ognia”. Ponti stał się jej mentorem, później mężem i prawdziwą opoką.
Początkowo Sophia dostawała drobne role i występowała pod pseudonimem Sofia Lazzaro – nawiązującym do jej urody, o której mówiono, że potrafi „wskrzeszać umarłych”. Dzięki tym małym, pozornie nieistotnym rolom, weszła do włoskiego przemysłu filmowego i dostała szansę na doskonalenie warsztatu aktorskiego. Szybko okazało się, że uroda nie była jej jedynym kapitałem.
Wzlot
Lata 50. przyniosły Sophii prawdziwe aktorskie wyzwania. Zwracała na siebie uwagę w filmach takich jak „Aida” z 1953 roku czy „Złoto Neapolu” z 1954. Jednak to współpraca z Vittoriem De Siką – jednym z najwybitniejszych włoskich reżyserów – okazała się przełomowa.
W 1960 roku wcieliła się w Cesirę w dramacie „Matka i córka”. Kreacja matki próbującej ochronić córkę przed okrucieństwem wojny była przejmująca i pełna emocji. Loren otrzymała Oscara dla najlepszej aktorki – pierwszego przyznanego kiedykolwiek za występ w filmie nieanglojęzycznym. Mając zaledwie 26 lat, z gwiazdy włoskiego kina awansowała do pierwszej ligi międzynarodowych gwiazd filmowych.
Hollywood otwiera drzwi
Po oscarowym triumfie Sophia Loren stała się jedną z najbardziej pożądanych aktorek świata. Hollywood otworzyło przed nią swoje drzwi, łącząc ją na ekranie z największymi hollywoodzkimi gwiazdorami: Carym Grantem, Frankiem Sinatrą oraz Clarkiem Gable’em. Z Grantem przeżyła krótki i namiętny romans na planie filmu „Duma i namiętność” z 1957 roku. Aktor zasypywał ją miłosnymi listami i bukietami kwiatów, a ona była rozdarta między namiętnością do niego a spokojniejszym uczuciem do Pontiego. Ostatecznie zakończyła romans, wyszła za Carla Pontiego i doczekała się z nim dwóch synów.
Wyjątkowość Sophii Loren polegała nie tylko na urodzie, ale i na wszechstronności. Tworzyła przejmujące kreacje w epickich dramatach, jak „El Cid” i była równie znakomita w lekkich komediach, jak „Wczoraj, dziś i jutro”. Miała niesamowitą chemię z Marcello Mastroiannim (chemię wyłącznie ekranową – żadnego romansu nie było, choć oczywiście plotki się pojawiały) i uważani byli za najlepszy duet europejskiego kina.
Na przestrzeni lat Loren odebrała dwa Oscary (w tym Oscar honorowy w 1991 roku), Złoty Glob, nagrodę BAFTA i wiele innych. W 1999 roku Amerykański Instytut Filmowy umieścił ją na liście 25 największych gwiazd Hollywood.
Sophia stała się też symbolem elegancji i sex appealu. Jej gęste brwi, kocie spojrzenie i posągowa sylwetka wyznaczyły nowe standardy piękna, a jej pewność siebie inspirowała kolejne pokolenia kobiet. Gdy już nie była dziewczyną chudą jak patyk, a kobietą o apetycznych kształtach, powiedziała: „Wszystko co widzicie, zawdzięczam spaghetti” – tym samym podkreśliła swoją niechęć do podporządkowywania się sztywnym oczekiwaniom Hollywood.
Łaskawy czas
Nawet z upływem dekad Loren nie traciła swojego uroku. W latach 70. i 80. sięgała po role odzwierciedlające jej własną dojrzałość – grała silne, wielowymiarowe kobiety zmagające się z miłością, polityką i walczące o przetrwanie. Ona tworzyła świetne kreacje, a wszyscy zastanawiali się, jakim cudem wygląda tak zjawiskowo.
W 2020 roku zagrała w filmie „Życie przed sobą”, wyreżyserowanym przez jej syna Edoarda Pontiego. Choć do samego filmu (będącego niezbyt wierną ekranizacją powieści Romaina Gary’ego) można mieć zastrzeżenia, to jednak przypomniał światu, dlaczego Sophia pozostaje niedościgniona. Wcielając się w Madame Rosę, ocalałą z Holokaustu, która nawiązuje więź z senegalskim chłopcem, Loren – mając 86 lat – stworzyła rolę pełną czułości i wewnętrznego ognia. Krytycy uznali tę kreację za ukoronowanie kariery, podkreślając, że jej talent nie przygasł z upływem czasu.
Poza ekranem życie Loren było równie niezwykłe. Jej małżeństwo z Carlem Pontim przetrwało pół wieku, aż do jego śmierci w 2007 roku. Ich relacja była w świecie show-bieznesu (czy to europejskiego czy hollywoodzkiego) jednym z pięknych i inspirujących wyjątków. Choć Watykan potępił ich związek (Ponti był żonaty, gdy związał się z młodszą o 22 lata Sophią), a pojawienie się na świecie synów poprzedziły liczne bolesne rozczarowania, więź łącząca Sophię i Carla okazała się niezniszczalna. Loren nie ukrywa, że mąż był „największą miłością jej życia”.
Sophia Loren jest legendą kina, ale pamiętamy o niej nie tylko dzięki jej filmom – także dzięki temu, co reprezentuje: wytrwałość w obliczu trudności, dystans do siebie oraz połączenie włoskiej wrażliwości z blaskiem międzynarodowej gwiazdy.
Więcej o sylwetkach kobiet znajdziecie tutaj.



