Więcej...

    Maria Sadowska – reżyserka od spraw kobiecych

    Na planie „Sztuki kochania” musiała karnie nosić kombinezon przez całe zdjęcia, by wyglądać jak prawdziwy reżyser, jej piosenek do wierszy Marii Pawlikowskiej- Jasnorzewskiej nie chcieli grać w radiu, bo miały za trudne teksty… O kim mowa? O Marii Sadowskiej, reżyserce i piosenkarce!

    Film

    Ostatnio dużo się o niej mówi, bo zrobiła dobry film, bierze udział w marszach kobiet i głosi opinie, że hasła typu miłość, rodzina nie są zarezerwowane tylko dla ludzi związanych z prawą stroną . Dostaje za to po głowie, ale idzie dalej, bo kocha to co robi!

    – My kobiety jesteśmy wojowniczkami w szukaniu równowagi między pożądaniem, a emocjonalnością – mówi Maria. Pisała o tym Michalina Wisłocka, że te przeciwstawieństwa, to właśnie kobieta powinna łagodzić, zapominając o tym, czego naprawdę pragnie.

    Sadowska nie zgadza się z tym

    – Jeśli zaniedbamy kontakt ze swoją dziką, cielesną stroną będziemy źle czuć się we własnym ciele. Ten konflikt często bierze się z tego, że jesteśmy niewolnicami wielu powinności i tego, co narzuca nam społeczeństwo.  Często mnie pytają o to, czy wiem, że Wisłocka nie była dobrą matką. Jest to dość częsty zarzut wobec niej, ale np. po filmie o prof. Relidze nikt nie pytał o jego dzieci, które on jeszcze bardziej zaniedbywał.

    Według współczesnych schematów popkultury – powinnyśmy być wiecznie młode, chude, piękne i zadbane. Mieć przeczytane wszystkie bestsellery i zaliczone liczne premiery.

    – Zachęcam do zerwania z tym i zwrócenie się w stronę swojego pierwotnego ja. To jest trudne, bo jesteśmy bez przerwy epatowane przez obrazy popkultury.

    Dzieje się tak, bo to, czego słuchamy i to, co oglądamy staje się częścią nas, dlatego trzeba nauczyć się chronić siebie przed tym.

    – W byciu sobą pomaga mi muzyka, dzięki której mam kontakt ze swoją duszą. Dźwięki są czymś, czego nie możemy dotknąć,  a trafiają bezpośrednio w nasze emocje. Stawiam na rozwój duchowy, który często jest zaniedbywany, bo popkultura stawia głównie na rozwój ciała poprzez promocję zdrowego jedzenie.

    Wiele osób jest zaskoczonych, kiedy dowiaduje się, że to właśnie ona zrobiła film o Michalinie Wisłockiej: to nie może być ta blondynka z telewizji, która śpiewała piosenki dla dzieci!

    Zainteresowania

    – Od kiedy pamiętam miałam wiele zainteresowań. Jestem ekstrawertyczką i lubię pracować z ludźmi. Jako dziecko chodziłam do szkoły muzycznej, ale porzuciłam naukę, bo stwierdziłam, że chcę być reżyserem, bo to ktoś, kto musi znać się na wszystkim po trochu. To, że dostałam się do szkoły filmowej uważam za jeden z największych sukcesów w moim życiu (przypominamy: 360 osób na 1 miejsce).

    Nie porzuciła jednak nigdy muzyki. W filmówce  grała w klubach i zrobiła film o muzyce pt. „Non stop kolor”. Kiedy kończyła szkołę filmową chciała wydać płytę z wierszami Marii Pawlikowskiej- Jasnorzewskiej.  Jednak żadna wytwórnia nie była tym zainteresowana.

    – No, to zaczęłam robić teledyski m.in. do piosenki Michała Bajora z filmu Quo vadis. Robiłam też klipy dla Kasi Nosowskiej, która na planie zapytała mnie, czy jeszcze śpiewam. Tak spodobały jej się moje piosenki, że zaniosła je do wytwórni. Po jej rekomendacji udało się je wydać, ale radia nie chciały ich grać: tłumacząc, że  mają za ambitne teksty.  Z filmem było inaczej, szło mi łatwiej. Miałam dużo szczęścia i wiele rzeczy działo się po prostu samych.

    Premiera

    Sukces pojawił się zaraz po premierze filmu pt.  „Dzień kobiet”, który opowiadał o walczących o swoje prawa kobietach pracujących w supermarketach.

    – Był to dla mnie przełom ideologiczny. Poznałam na planie, grającą główną rolę –  Kasię Kwiatkowską, wojującą feministkę, która nauczyła mnie, żeby nie mówi się reżyser, ale reżyserka.

    Przed realizacją tego filmu, wydawało jej się, że kobiety w Polsce nie muszą już o nic walczyć. Kiedy poznawała temat okazało się, że dyskryminacja jest nadal w Polsce ogromnym problemem. Po tym filmie znalazła cel w życiu. Postanowiła zrobić swoją małą rewolucję… Nagrała piosenki z filozoficznymi wyznaniami wielkich kobiet, i swoimi. I nie zrobiłaby też filmu o Wisłockiej, gdyby nie „Dzień kobiet”.

    – Moje filmy są o solidarności kobiecej, która została nam kulturowo odebrana. Wmawiano nam, że musimy rywalizować o facetów, a solidarność jajników nie istnieje, bo ciągle się obgadujemy i nie lubimy. Są takie kobiety, ale są też tacy faceci. Zawsze lubiłam pracować z kobietami i nie przeszkadzało mi, że obok mnie jest piękna kobieta. Nie jestem też radykalną feministką. Nie neguje haseł typu rodzina czy miłość, które zostały nam zabrane przez prawą stronę. Przecież większość kobiet nie jest morderczyniami dzieci – jak próbuje nam się obecnie wmówić, ale wierzą w miłość i piękno.

    Czasy

    Żyjemy w trudnych czasach, gdzie każdemu próbuje się przyczepić jakąś łatkę. Po filmie o Wisłockiej, Sadowska została nazwanym lewakiem, choć w wywiadach powtarza, że nie robi filmów politycznych tylko obywatelskie.

    Co ciekawe, Maria robiąc „Sztukę kochania” też  spotkała się z dyskryminacją.

    – Miałam kilka sytuacji, które były, jak z czasów, w których żyła Michalina.

    W  filmie była scena, w której Wisłocka idzie do KC walczyć o książkę. To samo przeżyła Sadowska idąc do Państwowego Instytutu Sztuki Filmowej „piczować film”, czyli opowiedzieć komisji o czym będzie, by dostać pieniądze na realizację.

    – Było w niej już kilka osób z tzw. dobrej zmiany i wiedziałam, jak bardzo ten film nie jest po ich myśli. Jak im powiedzieć, że będzie w nim sex i walka o wyzwolenie kobiet?  W pewnym momencie ktoś z komisji, przeglądając scenariusz zapytał mnie: Tu jest napisane, że pani Michalina mówi, ze zna dobrze nieszczęścia polskich kobiet, czy Pani uważa, że kobiety są dalej nieszczęśliwe w naszym kraju?

    Druga sytuacja dotyczyła sceny  w windzie, którą Michalina jedzie do redakcji razem z kolegą naukowcem, który mówi do niej: pani nie wygląda jak poważny naukowiec, ale jak Maryla Rodowicz.

    Plan zdjęciowy

    – Moja sytuacja wyglądała tak. Plan zdjęciowy, upał ok. 35 stopni. Jestem w krótkiej sukience, podchodzą do mnie producenci i mówią: Maria ty nie wyglądasz jak poważny reżyser. Kupimy ci spodnie bojówki i Tshirt  z logo producenta, bo jutro przychodzą dziennikarze na plan i musisz wyglądać poważanie. Osłupiałam, bo to nie był żart. Skończyło się na tym, że zgodziłam się, żeby kupili mi dobrej jakości kombinezon, w których karnie do końca planu chodziłam.

    Marysi całe życie powtarzali, że nic z niej nie będzie, bo nie może się zdecydować, co chce w życiu robić. Gra jazz, muzykę klubową, reżyseruje, nagrywa muzykę do filmów. Ona się jednak nie poddała. Nadal robi mnóstwo rzeczy naraz.

    – Cieszę się, że tego nie zmieniłam, bo dzięki temu nie wpadam w rutynę. Możesz  robić wszystko, jak masz w sobie jeden strumień: pasję i świadomość, która to ciągnie. Świat cię wtedy dogoni.

    Red.

    Zdjęcia ze spotkania w galerii: Małgorzata Grosferld.

    Wypowiedzi pochodzą ze spotkania z Marią Sadowską, które odbyło się w ramach Bielańskiej Akademii Umiejętności.



    ZOSTAW ODPOWIEDŹ

    Proszę wpisać swój komentarz!

    Akceptuję Politykę prywatności / RODO i Regulamin serwisu

    Proszę podać swoje imię tutaj



    Inne w kategorii

    PARTNERZY