Mount Diablo – gdzie diabeł nie może, tam mnie pośle

Mount Diablo – gdzie diabeł nie może, tam mnie pośle

Piękna, rozległa i osamotniona góra widoczna jest z daleka. Góra Diabła to według indiańskich legend miejsce narodzenia ludzkości. Żyli tu przez lata, polowali na jelenie, odprawiali ceremonie w podziękowaniu za stworzenie.

Mount Diablo to słynna góra pasma Diablo, położona około 40 mil na wschód od San Francisco. Szczyt o wysokości 3849 stóp, czyli 1173 metrów, jest widoczny z większości obszaru zatoki San Francisco. Jest tu wiele szlaków pieszych i miejsc biwakowych oraz piknikowych.

Na szczyt Mount Diablo Summit można wejść lub wjechać. Od zachodniej strony są dwa wjazdy, brama północna i południowa (North Gate i South Gate). Na szczycie znajduje się wieża wybudowana w latach 30. XX wieku, obecnie centrum turystyczne. Niestety w tym momencie w remoncie.

Z tą góra związana jest też bardzo ciekawa legenda. Według historii rdzennych Amerykanów ta góra jest miejscem świętym, miejscem narodzin ludzkości. Kilka plemion, w tym Ohlone, Nisenan i Miwok, opisało Mount Diablo w swoich historiach. Indianie żyli tu, na samej górze i okolicznych wzgórzach.

Pod koniec XVIII wieku Hiszpanie przybyli w ten region nazwali górę „gąszczem diabła” (Monte del Diablo), gdyż nie udało im się schwytać mieszkających tu Indian, często gubili ich ślady. I stąd pochodzi nazwa góry.

W 1848 roku góra stała się częścią Stanów Zjednoczonych Ameryki. W 1921 roku wyznaczono tu park stanowy Kalifornii.

Góra nie jest wysoka, ale rozłożysta, także droga na szczyt jest daleka. Jednego dnia wybraliśmy wjazd korzystając z wejścia południowego. Niestety ze względu na oblodzoną drogę, wjazd na sam szczyt był zamknięty. W związku z tym następnego dnia wybraliśmy się pieszo. Pętlę na wierzchołek rozpoczęliśmy z parkingu przy Mitchell Canyon Visitor Center. By zdobyć niecałe 1200 m n.p.m. przeszliśmy ponad 18 kilometrów, a zajęło nam to 6 godzin. Widoki z każdego miejsca na szlaku są wspaniałe.

Zmęczeni, ale szczęśliwi, wręcz zauroczeni miejscem i przyrodą. Indianie czuwają…

Aleksandra Karkowska – autorka międzypokoleniowych książek "Banany z cukru Pudru", "Na Giewont się patrzy", „Marsz, marsz BATORY", „FOTO z misiem”. Od 2015 roku prowadzi Oficynę Wydawniczą Oryginały. Działa społecznie na warszawskiej Sadybie. Kocha fotografie i podróże.