Pytanie
Od dawna zadaję sobie to pytanie, dlaczego umiemy tak pięknie współpracować i wspierać się, ale często też zwalczamy się i rzucamy kłody pod nogi.
Rozmawiam z różnymi osobami, obserwuję świat wokół mnie i moje przemyślenia prowadzą do następujących wniosków. Trochę smutnych, bo to oznacza, że wiele mamy do przepracowania.
Ostatnio usłyszałam, że w Warszawie przypada 11 kobiet na 1 mężczyznę! Tak, tak, też byłam w szoku. Niestety w mojej ocenie może być to jedna z przyczyn. Chcemy założyć rodzinę, mieć partnera, męża, dzieci, a warunki są trudne. Zatem pozostaje nam swego rodzaju walka. Tu walczymy o faceta, ale my walczymy wszędzie, również w pracy. Być może to wynika z naszych podświadomych obaw i przekonania, że musimy być szybsze, lepsze.
Wybaczenie
Jedna numerolożka powiedziała mi, że zwalczamy inne kobiety, bo kulturowo i społecznie nauczone jesteśmy, że kobietom się mniej wybacza. To my kobiety wychowane jesteśmy na osoby, które będą prowadzić dom, więc mamy umieć gotować, sprzątać, prać, wychowywać dzieci, a jednocześnie w tych czasach mamy być przykładnymi studentkami, a potem pracownicami, szefowymi.
Która rodzina wychowuje chłopców w ten sposób? Pewnie niewiele.
Jesteśmy niejednokrotnie nad- odpowiedzialne i empatyczne. Chcemy pogodzić wszystkie sfery życia kosztem samych siebie. To przecież w razie rozwodu w większości przypadków my zostajemy z dziećmi na co dzień, a panowie pojawiają się od święta.
Obserwując świat z mojego punktu widzenia, czyli kobiety konkretnej, nie słodkiej idiotki, niezdeterminowanej na posiadanie faceta, bo inaczej jest nikim, kobiety, która ma swoje pasje, hobby, przyjaciół i rodzinę, mogę stwierdzić, że wiele w nas atawizmów, społecznych przekazów, strachu przed tym, co powiedzą ludzie, braku wiary we własne możliwości. Wmówiono nam kulturowo i społecznie, że kobieta jest wartością tylko wówczas, gdy u jej boku jest facet.
Szanse
Zatem zadajmy sobie pytanie – skoro na 1 faceta przypada 11 kobiet, to ile z nas będzie miało na to szansę? Część z nas świadomie podejmie decyzję życia bez faceta, a część, śmiem twierdzić, że większa, będzie bez niego żyła wbrew swoim marzeniom, a może marzeniom społeczno-kulturowym.
I obserwuję tę walkę i zwalczanie się nawzajem – praca – walka o stanowiska, awans. Cały czas niestety co do zasady kobiety gorzej zarabiają, nie są brane pod uwagę w awansach. Stąd w moim odczuciu, pojawia się element walki. Mimo że jesteśmy niejednokrotnie lepiej wykształcone, bardziej ambitne, nie jesteśmy brane pod uwagę w planach szefów odnośnie do podwyżek, awansów etc. Cały czas niestety wielu z panów patrzy na nas przez pryzmat naszej urody, a nie tego co mamy w głowie.
Ostatnio daleka znajoma opowiedziała mi wstrząsającą historię. Zajmuje menadżerskie stanowisko w dużej firmie. Ma swoją zastępczynię. Nowy zarząd postanowił zorganizować spotkanie z departamentem zarządzanym przez tę znajomą. Czekały na zarząd w sali konferencyjnej. Wszedł zarząd plus jacyś nowi panowie. Prezes zarządu zobaczywszy moją znajomą i jej zastępczynię powiedział: „Nie zamierzam pracować z brzydkimi kobietami. Panowie, czas zatrudnić ładne kobiety.” Czy facet by powiedział tak o innym facecie? Czy w ogóle by mu to wpadło do głowy? Nie. Bo nie patrzy na innego faceta przez pryzmat urody, a kompetencji i doświadczenia.
Walka
Obserwując zaś walkę na gruncie prywatnym, niejednokrotnie można dostrzec jawną niechęć jednych kobiet do drugich. Np. sporo kobiet pozostających w związkach wyklucza ze swojego grona kobiety, które z jakichś powodów są same. Traktują je jak zagrożenie. Czy słusznie? Może czasem tak, ale tak się nie da funkcjonować, tym bardziej, że ten facet może pójść do pracy i tam ją zdradzić. Znam kobietę, która – odkąd pamiętam – otaczała się brzydszymi koleżankami, robiąc z nich niejako tło i tylko wtedy czuła się dobrze. Nie lubi ładnych kobiet, bo są dla niej, wg. niej oczywiście, zagrożeniem.
Czy naprawdę tak musi być? Czy nie możemy zmienić się i być dla siebie lepszymi? Czy musimy niezdrowo rywalizować? Czy musimy na siebie patrzeć przez pryzmat urody, ubioru, zamiast przez pryzmat wartości, które reprezentujemy? Czy musimy kopać pod sobą dołki i nienawidzić się?
Nie jestem bez wad, mam trochę za uszami. Potrafię być twarda dla osób (nie tylko dla kobiet), które są leniwe, nieuczciwe, oszukują, wykorzystują. Które są bluszczem, kleszczem – pasożytem karmionym przez organizm, na którym żerują. Nigdy jednak nie dobierałam znajomych, przyjaciół, patrząc na to jak wyglądają, tylko – kim są. I nigdy nie rywalizuję. Staram się współpracować. Z wiekiem nauczyłam się tylko lepiej dobierać współpracowników.
A Wy jakie macie doświadczenia czy spostrzeżenia?
Katarzyna Krauss



