Ostatni car Rosji? Tajemnica śmierci Michała Romanowa

Ostatni car Rosji? Tajemnica śmierci Michała Romanowa

Tragiczne losy rosyjskiego cara Mikołaja II, jego żony i dzieci od dawna są przedmiotem badań historyków, opowiadają o nich liczne książki, filmy dokumentalne i fabularne. Znacznie rzadziej mówi się o tym, jak zginął młodszy brat cara, Michał Romanow, przez wielu badaczy uznawany za ostatniego władcę imperium rosyjskiego. Zginął zamordowany przez czekistów, miesiąc przed carską rodziną. Jego ciała wciąż nie odnaleziono.

Michał Romanow urodził się 4 grudnia 1878 r. jako czwarty syn cara Aleksandra III i jego żony Marii. Jeden z jego braci, Aleksander, zmarł na zapalenie opon mózgowych w 1870 r., nie dożywszy pierwszych urodzin.

Michał miał szczęśliwe dzieciństwo. Był ulubieńcem całej rodziny, a ojciec wybaczał mu wszystkie, nawet najbardziej szalone wybryki, które jego rodzeństwu – Mikołajowi, Jerzemu, a nawet siostrom – Ksenii i Oldze – na pewno nie uszłyby na sucho. Gdy rodzina Romanowów zbierała się przy świątecznym stole, zawsze wspominano, jak któregoś lata podczas przyjęcia w letniej rezydencji Romanowów mały Misza wylał na ojca całą konewkę zimnej wody. Car tylko się roześmiał. Jedną z rodzinnych anegdot była też opowieść o tym, jak Misza nie zdążył na pogrzeb babki, królowej Wiktorii, ponieważ tak bardzo wciągnęło go zwiedzanie Londynu.

Książę czaruś

Michał nie pasował do wizerunku księcia. Uśmiechnięty, życzliwy, pomocny, był jednocześnie człowiekiem dość nieśmiałym, unikał konfliktów i mocno przeżywał, gdy musiał pełnić obowiązki wynikające z jego wysokiej pozycji w rodzinie carskiej. Przez pięć lat formalnie był następcą tronu i szczerze nienawidził tego status. Mikołaj II objął panowanie w 1894 r., ale aż do 1904 r. nie doczekał się potomka płci męskiej. Jego córki nie mogły odziedziczyć tronu. Do 1899 r. drugi w kolejce do rosyjskiego tronu był Jerzy, który jednak w 1899 r. zmarł na gruźlicę. Wtedy właśnie przed Michałem Romanowem zamajaczyła perspektywa panowania nad rosyjskim imperium. Jego oficjalny tytuł brzmiał Jego Imperatorska Wysokość Następca Cesarzewicz i Wielki Książę Rosji. Gdy 12 sierpnia 1904 r. w rodzinie Mikołaja II i jego żony Aleksandry Fiodorowny urodził się carewicz Aleksiej, Misza dosłownie odetchnął z ulgą. "Nigdy nie widziałem go szczęśliwszego niż w dniu, gdy okazało się, że nie musi nieść na barkach tego ciężaru" – wspominał jego wuj, Konstantin Romanow.

Michał chętnie się uczył, lubił literaturę i sztukę, często chodził do teatru, plotkowano nawet, że gdyby nie urodził się w carskiej rodzinie, mógłby być świetnym aktorem. Jednocześnie Michał Romanow odebrał staranne wykształcenie wojskowe, był cenionym oficerem, dowodził m.in. szwadronem Lejb-Gwardyjskiego Pułku Kirasjerów Jej Wysokości Marii Fiodorowny, swojej matki.

Skandal na dworze

W 1908 r. wyższe sfery Europy przeżyły szok. Podczas balu najmłodszy brat rosyjskiego cara zakochał się od pierwszego wejrzenia w żonie oficera z tego samego szwadronu, 28-letniej Natalii Wulffert. Na dodatek Natalia była rozwódką, miała córkę i była śmieszką, uwielbiała zabawę i wygłupy, co zupełnie nie pasowało do wizerunku statecznej carskiej rodziny. Z balu Michał i Natalia wyszli razem i postanowili nigdy się już nie rozstawać. Stało się jednak inaczej – ani matka Maria Fiodorowna, ani car Mikołaj II nie chcieli słyszeć o wybrance Michała, nie mówiąc o wyrażeniu zgody na małżeństwo z dwukrotną rozwódką. Mąż Natalii na wieść o romansie zażądał rozmówienia się z bratem cara. Powiedział, że zgodzi się na rozwód pod warunkiem, że Michał ożeni się z Natalią i zadba o to, by nie była postrzegana jako "nałożnica" księcia. Michał nie mógł tego zagwarantować, dlatego oficer Wulffert najpierw zapowiedział, że nie da Natalii rozwodu, a następnie wyzwał Michała na pojedynek. Do walki jednak nie doszło, ponieważ Michał został pospiesznie odesłany na służbę do miasta Orzeł, gdzie dowodził pułkiem huzarów.

Romans kwitł korespondencyjnie – historycy podliczyli, że w ciągu 10 miesięcy Natalia wysłała do Michała 377 telegramów z wyznaniami miłości. W 1909 r. Natalia w obawie przed gniewem męża wyjechała z Rosji. Wkrótce na osiem dni dołączył do niej Michał, wkrótce okazało się też, że Natalia spodziewa się dziecka. Na wieść o tym, że młodszy brat zostanie ojcem, serce Mikołaja II zmiękło. Nadał dziecku tytuł szlachecki, zezwolił na używanie imienia odojcowskiego Michajłowicz, uznając go tym samym za swojego bratanka, a także zapisał mu carską posiadłość Brasowo. Mąż Natalii skapitulował i zgodził się na rozwód. Michał wciąż jednak marzył o zalegalizowaniu małżeństwa z wybranką. Para zdołała przekonać serbskiego duchownego, by w największej tajemnicy udzielił młodym ślubu. Było to małżeństwo morganatyczne – takie, w którym małżonek arystokraty czy osoby z rodziny królewskiej nie uzyskuje awansu społecznego ani tytułów.

Rozgniewany Mikołaj II zakazał bratu powrotu do Rosji, a na dodatek zamroził ich majątek. Michał i Natalia przez kilkanaście miesięcy mieszkali więc w Londynie, prowadząc zwyczajne życie osób prywatnych. Natalia wspominała ten czas jako najszczęśliwszy okres w swoim życiu. Nie trwał on jednak długo.

Po wybuchu I wojny światowej rozsiani po świecie Romanowowie zaczęli ściągać do Rosji. Michał błagał brata, by pozwolił mu "wrócić i przelać krew za ojczyznę". Mikołaj II nie chciał, by wojna rozdzieliła rodzinę, dlatego w 1914 r. zezwolił bratu i jego rodzinie na powrót. Zamieszkali w Petersburgu. Mogli też korzystać z należącego do nich, wcześniej zajętego na rozkaz cara majątku. Michał wkrótce wyruszył na wojnę – był dowódcą Kaukaskiej Krajowej Dywizji Kawaleryjskiej zwanej Dziką Dywizją, a od lutego 1916 r. 2. Korpusem Kawaleryjskim. Tam też przydał się jego optymizm i poczucie humoru. Potrafił błyskawicznie rozbawić kolegów, nie wywyższał się. Najbardziej ceniono go za to, że nie chował się za plecami żołnierzy, a sam prowadził ich do boju. W połowie roku musiał jednak zostawić swoich żołnierzy i wyjechać na leczenie na Krym – odezwała się choroba wrzodowa żołądka, na którą Michał cierpiał od 1904 r.

Abdykacja

W 1917 r. wrócił do Petersburga. Rosja wrzała, nasilały się nastroje rewolucyjne.

Wieczorem 15 marca 1917 r. Michał dowiedział się, że Mikołaj II zrzekł się tronu w imieniu swoim i swojego syna Aleksieja, a władzę przekazał jemu. Następnego dnia Michał, namawiany przez członków Rządu Tymczasowego, odmówił przyjęcia tronu i napisał w manifeście, że przyjmie władzę tylko po decyzji Konstytuanty, czyli zgromadzenia narodowego. Historycy po dziś dzień dyskutują, kto był ostatnim carem Rosji. Niektórzy przekonują, że przez dziesięć godzin był nim właśnie Michał. Nie odnotowano tego jednak w dokumentach państwowych: Michał nie został koronowany, odmówił przyjęcia tronu, nie podpisywał się tytułem carskim, nie podjął też żadnych decyzji. Stąd wątpliwości co do jego statusu.

Mikołaj II był rozczarowany decyzją brata. „Bóg jeden wie, kto go namówił do podpisania tego paskudztwa” – zanotował w pamiętniku. Abdykacja oznaczała koniec monarchii w imperium rosyjskim.

Michał poprosił władzę radziecką o określenie jego statusu i otrzymał zgodę na zamieszkanie w Rosji w charakterze szeregowego obywatela. Nie dostał jednak zgody na wyjazd do zagranicznego sanatorium – bóle żołądka dokuczały mu coraz bardziej. Żywił nadzieję, że po przejęciu władzy bolszewicy pozwolą jemu i innym członkom rodu Romanowych żyć w Rosji jak innym zwyczajnym obywatelom. Zaczął nawet nazywać żonę „towarzyszką Natalią”. Władza radziecka obawiała się jednak, że carska rodzina nawet po abdykacji będzie wzbudzać nastroje monarchistyczne. Ci, którzy nie zdążyli uciec z Rosji, zostali aresztowani. Trafili do aresztu domowego, a później zesłani. Taki właśnie los spotkał Michała. W marcu 1918 roku, gdy wojska niemieckie zbliżały się do Petersburga, Michał został aresztowany i prosto z posiadłości Gatczyna trafił do Permu, gdzie spędził ostatnie miesiące życia. Towarzyszył mu jego osobisty sekretarz Mikołaj Jonson.

Na zesłaniu

Zakwaterowano ich w hotelu Korolowskie Apartamenty – był to jeden z najładniejszych budynków w mieście i prawdopodobnie jedyny, w którym z kranu płynęła ciepła woda. Co ciekawe, Michałowi pozwolono na posiadanie samochodu i były książę sprowadził do Permu swojego ukochanego Rolls-Royce’a, którym uwielbiał jeździć po mieście. Regularnie chodził do cerkwi i do miejscowego teatru. Któregoś dnia lokalny fotograf zrobił mu zdjęcie – Michał napisał na odwrocie „Permski więzień” i oświadczenie, że nie będzie się golić aż do chwili uwolnienia.

W maju 1918 roku do Michała przyjechała żona. Była przerażona stanem męża – wyglądał jak skazaniec, schudł, cierpiał na coraz mocniejsze bóle i czasem przez kilka dni z rzędu nie był w stanie wstać z łóżka. Natalia przysięgła, że zrobi wszystko, by uratować ukochanego. Kilka tygodni wcześniej udało jej się odesłać z kraju syna – siedmioletniego Jerzego wywieziono do Kopenhagi na podstawie dokumentów syna zaprzyjaźnionego oficera. W sprawie męża Natalia postanowiła pojechać do Moskwy i spotkać się z przywódcą bolszewików Władimirem Leninem, by błagać go o wydanie zgody na wyjazd za granicę. Podobno obmyślała też plan ucieczki. Michał nie był zachwycony pomysłem żony. Obdarzony wysokim wzrostem Romanow powtarzał „dokąd mam uciec, natychmiast zostanę rozpoznany i złapany”…

Tymczasem nad głowami Romanowów zbierały się coraz ciemniejsze chmury. Trwała wojna domowa, która rozpętała się po tym, jak w wyniku zamachu stanu władzę objęli komuniści. Toczyły się walki pomiędzy białymi – zwolennikami monarchii – a czerwonymi, bolszewikami. Wciąż nie skończyła się wojna światowa, a przedstawiciele dynastii carskiej stanowili w oczach towarzyszy z Wszechrosyjskiej Komisji Nadzwyczajnej do Walki z Kontrrewolucją i Sabotażem – słynnej CzeKa – poważne zagrożenie dla nowej władzy. Los Michała został przypieczętowany, gdy do Permu przybył Gawriił Miasnikow, zwany też Pietruszką. W przeszłości skazany za udział w strajkach i rozruchach masowych na katorgę, od 1917 roku był wysoko postawionym komisarzem CzeKa. Wraz z szefem miejscowej milicji Władimirem Iwanczenko zaczął planować zabójstwo Michała Romanowa od chwili, gdy dowiedział się, że brat cara przebywa w mieście. Któregoś dnia wezwał Michała do swojego gabinetu i z pogardą wspominał później, że dawny książę sprawiał wrażenie wyniosłego i niezbyt rozgarniętego. Utwierdził się w decyzji o "likwidacji". Nie mógł tego zrobić w świetle prawa – władza radziecka nie wydała stosownej decyzji. Miasnikow nie chciał z kolei ryzykować, że do miasta wkroczą wojska "białych" i uwolnią Romanowa. Uknuł spisek na życie Michała, do którego wciągnął Andrieja Markowa, Mikołaja Żużgowa, oraz Iwana Kołpaszczikowa.

Ostatnia droga

Wieczorem 12 czerwca 1918 r. do pokoju Romanowa zapukał Mikołaj Żużgow. Pokazał nakaz aresztowania Michała i jego sekretarza – dokument był sfałszowany – i powiedział, że książę ma kwadrans na zabranie rzeczy, ponieważ zostaje przeniesiony do aresztu w Jekaterynburgu. Michał i Jonson nie chcieli się wychodzić z pokoju, dzwonili do siedziby miejscowej milicji, by zaprotestować przeciwko tak niespodziewanemu zatrzymaniu, nic jednak nie wskórali. Niewzruszony Żużgow kazał im spakować tylko najpotrzebniejsze rzeczy – obiecał, że reszta zostanie dostarczona za kilka dni. Rozmowa przekształciła się w awanturę, dlatego do apartamentu Romanowa wkroczyli dwaj kolejni spiskowcy i grożąc bronią wyprowadzili obu zatrzymanych mężczyzn z hotelu. Na schodach wejściowych Michał Romanow zemdlał z bólu i nerwów.

Czekały na nich trzy zaprzężone powozy. Do jednego z nich wsiadł Michał Romanow, do drugiego Mikołaj Jonson. Trzecim jechał Miasnikow.

Wyjechali za granice miasta. W czasie podróży Iwanczenko przekonywał Michała, że przeniesienie do aresztu w innym mieście jest w istocie wyrazem troski o bezpieczeństwo Romanowa. Twierdził, że do Permu zbliżają się wojska wroga, a w wojennym zamieszaniu życie byłego księcia może być zagrożone.

Po godzinie powozy zatrzymały się, więźniom kazano wysiąść. Wtedy padł pierwszy strzał. Trafiony w skroń Mikołaj Jonson zginął na miejscu. Michał rzucił się do niego, błagając oprawców, by pozwolili mu pożegnać się z towarzyszem. W tej samej chwili dosięgła go pierwsza kula, która przebiła ramię. Oszołomiony Michał wciąż nie rozumiał, że ktoś do niego strzela. Pistolet Żużgowa zaciął się i kolejne strzały padły dopiero po kilku chwilach. Romanow stracił przytomność. Wtedy zabójcy dokończyli swego krwawego dzieła. Ciała ofiar schowali pod warstwą chrustu, a następnego dnia wrócili na miejsce przestępstwa i zakopali zwłoki. Przywłaszczyli sobie rzeczy zamordowanych, m.in. złoty sygnowany zegarek, obrączkę, palto i oficerki. Poprzysięgli trzymać w tajemnicy wszelkie informacje o zabójstwie. Na koniec owocnego dnia zrobili sobie pamiątkowe zdjęcie.

Informacja o zniknięciu Michała Romanowa lotem błyskawicy obiegła całą Rosję. W gazetach pisano, że do hotelu weszli „niezidentyfikowani ludzie w mundurach” i wyprowadzili księcia, sugerowano, że to sam Romanow zorganizował ucieczkę. Po kątach szeptano, że księcia widziano w różnych miastach w kraju. Zabójstwo Michała Romanowa zapoczątkowało krwawe rozprawienie się z pozostałymi przedstawicielami dynastii. W nocy z 16 na 17 lipca dokonano egzekucji carskiej rodziny – Mikołaja II, jego żony Aleksandry, pięciu córek i syna Aleksieja. Następnego dnia w Ałapajewsku okrutnie zamordowano pięcioro przedstawicieli rodu Romanowych oraz ich współpracowników. Zostali żywcem wrzuceni do szybu kopalni, a następnie obrzuceni granatami i materiałami wybuchowymi.

Poszukiwania

Natalia Brasowa dowiedziała się o zniknięciu męża w Moskwie, oczekując na spotkanie z Leninem. Podobno zareagowała spokojnie, poprosiła jedynie o przysłanie należących do Michała rzeczy. Domagała się odnalezienia męża, niemal codziennie odwiedzając gabinety Lenina i innych bolszewików. W końcu została oskarżona o zorganizowanie ucieczki męża i aresztowana. Trafiła do jednego z moskiewskich więzień. Po kilku miesiącach z pomocą córki uciekła z Rosji i nigdy więcej do niej nie wróciła. Zamieszkała w Londynie, wkrótce dołączył do niej syn. Później przeprowadziła się do Paryża i prowadziła zakład krawiecki. O zamordowaniu męża dowiedziała się dopiero 11 lat później, gdy jego organizator Gawriił Miasnikow sam uciekł na Zachód i opublikował książkę „Filozofia zabójstwa. Dlaczego i jak zabiłem Michała Romanowa”. Zresztą, sam Miasnikow również zginął od kuli – w 1944 r., po latach życia w Berlinie i Paryżu, dostał zgodę na powrót do ZSRR – tam od razu został aresztowany i skazany na karę śmierci. Wyrok wykonano w 1945 r.

Ciała Michała Romanowa i jego sekretarza Mikołaja Jonsona nigdy nie odnaleziono. Ponad sto lat po zabójstwie w miejscu, wskazanym przez Gawriiła Miasnikowa i innych spiskowców, trwają wykopaliska, którymi zawiaduje Amerykanin Piotr Sarandinaki. To potomek generała Siergieja Rozanowa, walczącego u boku "białego" dowódcy Aleksandra Kołczaka, a jego żoną jest prawnuczka Lwa Tołstoja, Maria Tołstoj. W poszukiwania szczątków zaangażowano kilka fundacji i instytucji, w tym brytyjski Scotland Yard, który wysłał do Rosji dwa specjalnie szkolone psy.

Natalia przez wiele lat zabiegała o spotkanie z krewnymi męża, którym udało się przeżyć "rzeź Romanowów". Nigdy jednak nie została przez nich zaakceptowana ze względu na skandal, który wywołali przed laty. Jej syn Jerzy zginął w wypadku samochodowym w wieku zaledwie 20 lat. Osamotniona Natalia przez wiele lat utrzymywała się dzięki kosztownościom, które udało się jej wywieźć z Rosji, jednak one też się skończyły. Ostatnie lata żyła w biedzie. Zmarła na raka piersi w Paryżu w wieku 71 lat.