Od kilku lat marzyłam o podróży do Uzbekistanu. Po odwiedzeniu kilku miejsc na Jedwabnym Szlaku, jak na przykład miasto Peszawar w Pakistanie, czy karawanseraje – czyli zajazdy dla podróżnych i karawan – w Kirgistanie, czułam, że Uzbekistan właśnie będzie prawdziwą perełką. I nie myliłam się.
Jedwabny Szlak to dawny system dróg handlowych łączący Chiny z Europą, Persją i Indiami, który miał około dwanaście tysięcy kilometrów długości i był wykorzystywany od III wieku p.n.e. do XVIII wieku n.e. – czytamy w Wikipedii.
Samarkanda, Buchara, Chiwa, czy Kokand, w Dolinie Fergany, wszystkie te miasta znajdowały się na trasie Jedwabnego Szlaku. To były potężne ośrodki handlowe. Wszystkie też były w historii chanatami, czyli „królestwami” pod rządami chanów. Historia tego regionu świata jest związana z podbojami Aleksandra Macedońskiego, Czyngis-chana i Timura.
Ja przejechałam pomiędzy tymi miastami pociągiem. Za oknem w większości pustynny krajobraz. A wtedy, lata temu, pokonywano te odległości na wielbłądach. Transportowano do Europy skarby z Dalekiego Wschodu, papier, jedwab, przyprawy, kamienie szlachetne…
Chiva, Buchara, Samarkanda są jak wyjęte z Baśni Tysiąca i Jednej Nocy. W każdym z nich meczety, minarety, medresy, mauzolea, wszystkie z kopułami, ozdobione przepięknymi mozaikami we wszystkich odcieniach niebieskiego, błękitu, turkusu.
Chiwa, najmniejsze z tych trzech, doskonale zachowane miasto otoczone murami obronnymi. Mnie zauroczyło najbardziej, może dlatego, że to do Chiwy pojechałam w pierwszej kolejności. Mieszkałam na terenie starego miasta, za murami. O wschodzie słońca mogłam się powłóczyć po pustych wąskich uliczkach, przyjrzeć z bliska detalom – rzeźbionym drewnianym drzwiom, czy ceramicznym mozaikom.
Około południa zaczęła nadciągać burza piaskowa. Wszystko było widoczne jak za mgłą, dość romantycznie. Ale w zębach trzeszczał piasek.
Buchara, miasto wpisane na listę dziedzictwa UNESCO, od dawna było centrum handlu, nauki, kultury i religii. Tu główny plac w mieście, Liab-i Haus, skupiony jest wokół sztucznego oczka wodnego, po którym pływają łabędzie. Plac otoczony jest meczetami i medresami, w których dziś znajdziemy głównie sklepiki z pamiątkami, ceramiką, materiałami – słynnymi uzbeckimi jedwabiami i bawełną. Są też niewielkie warsztaty rzemieślnicze, ktoś będzie rzeźbił w drewnie, ktoś zdobił metalowe naczynia, ktoś będzie malował miniaturowe obrazki ze scenkami ze złotych czasów historii.
Warto zwiedzić cytadelę Ark, XVII-wieczną fortecę, podejść na Plac Po-i Kalon, tu znajduje się wciąż działająca medresa Mir-i-Arab, meczet oraz minaret Kalon, symbol Buchary.
Wychodząc z placu w stronę cytadeli, warto skręcić w lewo w małe uliczki wokół medresy. Znajduje się tu łaźnia damska, Hammam Kunjak, funkcjonująca nieprzerwanie od XVI wieku. Warto zarezerwować półtorej godziny i poddać się zabiegom z oferty – mycie, masaż, scrub z dodatkiem imbiru, miodu i kurkumy. Po jego nałożeniu należy poleżeć kilkanaście minut, delikatnie rozgrzewa nasze ciało. Kolejny etap to spłukanie ziołowej mieszanki, kubeł wody na głowę, na koniec chłodniejszej, by nas obudzić. Teraz już możemy się wytrzeć, owinąć płóciennym ręcznikiem, opuścić pomieszczenia łaźni, by usiąść w holu głównym przy dużym stole i napić się zielonej herbaty. Ten etap jest bardzo ważny i celebrowany przez kobiety. Spokojny oddech, herbata, relaks zanim wrócimy do rytmu codzienności.
Łaźnia dla mężczyzn, Hammam Bozori Kord znajduje się w pobliżu bazaru Teki-Telpak Furuszon.
Samarkanda, dziś największy ośrodek z wymienionej trójcy, jedno z najbardziej znanych miast Jedwabnego Szlaku i najczęściej odwiedzane. Miasto z licznymi zabytkami architektury – mauzoleum Gur-i-Mir, czyli XV-wieczny „grób króla”, w którym spoczywa Timur Chromy, meczet i mauzoleum Bibi Chanum, królewskiej żony, czy Szah-i-Zinda – aleja pięknie zdobionych mauzoleów, w których spoczywają krewni Timura.
I Registan. To najbardziej znany plac Uzbekistanu, przesiąknięta duchem orientu perełka architektury, idealna kompozycja obejmująca trzy mieniące się błękitno-turkusowymi mozaikami medresy, czyli teologiczne szkoły muzułmańskie. Dziś w każdej medres, kwitnie handel. W dawnych szkolnych salkach są małe zakłady rzemieślnicze, sklepy z pamiątkami i rzemiosłem. W sklepach z ubraniami, stylizowanymi na regionalne ubrania uzbeckie, można wypożyczyć piękną kolorową długą suknię z przesadziście obszernym trenem, by się w niej sfotografować na tle medres Registanu. Można zamówić profesjonalną sesję fotograficzną.
Warto zostać na placu do wieczora, około 20:30 jest pokaz typu „światło i dźwięk”, kiedy fasady medres mienią się w kolorach złota, różu, turkusu w rytm uzbeckiej muzyki.
Idąc z meczetu Bibi Chanum na plac Registan, ulicą Taszkiencką, warto skręcić w lewo w bramę, za nią toczy się zwyczajne codzienne życie. To dawna dzielnica żydowska. Tu spotkamy chłopców kopiących piłkę, kobiety z siatkami pełnymi zakupów, mężczyzn rozmawiających, którzy przysiedli na ławce pod meczetem.
Tu też znalazłam piekarnię, zapach chleba zawsze doprowadzi mnie do takich miejsc. Pracował w niej ojciec z dwoma synami, starszy formował lepioszki, małe płaskie bochenki. A młodszy zwinnym ruchem pędzla smarował wodą jeszcze gorące lepioszki wyjęte z pieca. Ładował je potem na wózek, z którym ruszy w miasto, by sprzedać chleb wieczorem.
Uzbekistan to też, a może przede wszystkim, bazary. Tu, podobnie jak w dawnych czasach, kwitnie handel przyprawami, suszonymi owocami, herbatą, ceramiką, jedwabiem. Warto poszukać tych lokalnych miejsc, gdzie mieszkańcy robią zakupy. Ja wróciłam do domu z pieprzem, kuminem, herbatą, rodzynkami oraz świeżymi cytrynami i granatami.
Aleksandra Karkowska – autorka międzypokoleniowych książek „Banany z cukru Pudru”, „Na Giewont się patrzy”, „Marsz, marsz BATORY”, „Mewa na patyku”, „FOTO z misiem”. Od 2015 roku prowadzi Oficynę Wydawniczą Oryginały. Absolwentka Polskiej Szkoły Reportażu. Działa społecznie na warszawskiej Sadybie. Kocha fotografię i podróże.





































