- „Skrzydełko czy nóżka” (reż. Claude Zidi, 1976)
Mimo przebytego zaledwie rok wcześniej zawału serca Louis de Funès przeszedł w tym arcydziele komedii samego siebie. „Skrzydełko czy nóżka” to przede wszystkim pamflet na branżę kulinarną, ale też demaskatorski obraz rywalizacji, hipokryzji czy ludzkiej chciwości.
Naczelny komik Francji sportretował tu mistrza kuchni i krytyka kulinarnego Charlesa Duchemina, którego imperium obejmuje również programy telewizyjne, książki i przewodnik po najlepszych lokalach gastronomicznych. Jedno jego słowo może zrujnować lub wynieść na piedestał restauratorów. Duchemin stosuje podstęp i przebiera się (za kobietę, jankesa czy lokaja), aby sprawdzić faktyczny poziom lokali. W przeciwnym razie zostałby ugoszczony niczym król. Jednocześnie mierzy się z licznymi wrogami, zemstą pogrążonych przez niego kucharzy i producentem sztucznej (dosłownie) żywności. Musi w końcu zaakceptować odrębną ścieżkę syna, w żaden sposób nieprzypominającego dominującego patriarchy. Gerard Duchemin (w tej roli Coluche) marzy bowiem o karierze… klowna.
Obraz okazał się największym przebojem 1976 roku we francuskich kinach. Nad samą Sekwaną sprzedano 5 841 956 biletów.
- „Człowiek z tatuażem” (reż. Denys de La Patellière, 1968)
Louis de Funès i Jean Gabin na jednym ekranie – to trzeba obejrzeć! Dwóch największych aktorów francuskich ze skrajnych gatunków filmowych daje tu brawurowy popis aktorstwa. De Funès jako mistrz komedii, Gabin przekraczający swój osadzony w realizmie poetyckim i emocjonalnym aktorstwie repertuar.
Nie był to pierwszy raz, gdy panowie zagrali we wspólnym filmie, ale „Człowiek z tatuażem” pozostaje najsłynniejszym dziełem duetu ze względu na charakterystykę postaci opartą na wizerunkowych kontrastach aktorów. Niestety, za kulisami nie przepadali za sobą. Gabin mający lata świetności dawno za sobą, wciąż pojawiał się w wielkich dziełach, ale nie cieszył się już taką popularnością. Całą uwagę publiczności skradał w tych latach de Funès, co rodziło ewidentną frustrację. Gabin oficjalnie mówił, że uważał go za człowieka nieprzyjemnego, jednak bardziej prawdopodobne, że motywowała nim zwykła zazdrość.
Nie zmienia to faktu, że „Człowiek z tatuażem” jest arcydziełem komedii o wielu przewrotnych motywach. To opowieść o znerwicowanym handlarzu dziełami sztuki (w tej roli Louis de Funès), który pewnego dnia odkrywa, że tatuaż na plecach niejakiego Legraina (Jean Gabin) powstał spod ręki samego Modiglianiego. Za wszelką cenę chce ubić na nim interes, proponując „dzieło” bogatym Amerykanom. Legrain – surowy żołnierz Legii Cudzoziemskiej, nie zamierza dać się oskórować…
- „Wielka Włóczęga” (reż. Gérard Oury, 1966)
Ta komedia wojenna czerpiąca inspirację z Chaplinowskiego stylu (zwłaszcza zaangażowanych politycznie dzieł wykorzystujących motyw pomyłek „Charlie żołnierzem” i „Dyktator”) pozostaje jednym z największych komercyjnych sukcesów francuskiego kina. Obejrzało ją ponad 17 mln widzów nad samą Sekwaną, a pod względem wyników przebiły ją z czasem wyłącznie dwa francuskie tytuły: „Jeszcze dalej niż Północ” oraz „Nietykalni”.
Louis de Funès sportretował narwanego dyrygenta operowego z wątpliwym kręgosłupem moralnym, starającego się dostosować do chaotycznych czasów pochłoniętych wojną. Na skutek zbiegu okoliczności mężczyzna wraz z malarzem Augustinem (w tej roli Bourvil) eskortują angielskich lotników, którzy zostali zestrzeleni nad Francją. Satyra obejmuje prześmiewczy obraz Niemców – ich manię wielkości, rozpasanie i nieudolność przeczące nazistowskiej teorii o rzekomych „nadludziach”. Na uwagę zasługują rewolucyjne zdjęcia plenerowe, a także kostiumy i scenografia perfekcyjnie oddające realia II wojny światowej.
- „Żandarm z Saint-Tropez” (reż. Jean Girault, 1964)
Jeden z pierwszych spektakularnych sukcesów de Funèsa, który we Francji obejrzało blisko 8 mln widzów. Obraz zapoczątkował kultową serię o inspektorze Cruchot, która z czasem doczekała się jeszcze pięciu kontynuacji. Komik wcielił się w niej w funkcjonariusza Francuskiej Żandarmerii Narodowej – neurotycznego służbistę, który ma nietypowe sposoby na przestrzeganie porządku w chaotycznym świecie.
W pierwszej odsłonie komediowego cyklu Ludovic Cruchot ma za zadanie zapanować nad posterunkiem policji w luksusowym kurorcie Saint-Tropez. Jego surowa natura bierze sobie za cel pogrom nudystów z okolicznej plaży. Pozostałe części serii o tarapatach Cruchota to:
- „Żandarm w Nowym Jorku” (1965) – żandarmi podróżują do Wielkiego Jabłka na światowy zjazd policyjny. Na statek zakrada się również córka Cruchota, Nicole, której ojciec zabronił wyjazdu do Stanów Zjednoczonych, co rodzi zabawne komplikacje;
- „Żandarm się żeni” (1968) – blisko 7 mln widzów w ojczyźnie komika mówi samo za siebie pod względem sukcesu produkcji. Owdowiały Cruchot poznaje atrakcyjną wdowę i planuje ponowny ślub. Na przeszkodzie staje jednak zazdrość komendanta i jego córki;
- „Żandarm na emeryturze” (1970) – zastąpiony przez młodszych kolegów Cruchot nie potrafi zaakceptować nowej rzeczywistości i bezczynności u progu życia;
- „Żandarm i kosmici” (1979) – tym razem sierżant pozostaje na tropie istot pozaziemskich. Frekwencja we Francji wyniosła ponad 6,2 mln widzów;
- „Żandarm i policjantki” (1982) – ostatni film w dorobku Louisa de Funèsa, który odszedł pół roku po premierze tytułu. Na ekranie sprawował pieczę nad młodymi policjantkami odbywającymi staż na komisariacie w Saint-Tropez. Film ukazywał w krzywym zwierciadle męskie popędy i rewolucję obyczajową.
Seria cieszyła się ogromną popularnością również w Polsce doby PRL-u. W ponurej rzeczywistości była to jedna z najsłynniejszych zachodnich komedii, która zjednała Polaków ponadczasowym humorem i nie podpadła ówczesnej cenzurze ze względu na brak politycznych konotacji. Filmy o żandarmie wyśmiewały biurokrację czy drobnomieszczańską mentalność, a to nie stanowiło poważnego „zagrożenia” z punktu widzenia ówczesnej władzy. Z drugiej strony pozwoliło jednak utożsamić się Polakom z paradoksami rzeczywistości.
- „Zawieszeni na drzewie” (reż. Serge Korber, 1971)
Louis de Funès ponownie wciela się w nowobogackiego cwaniaczka, który mimo problematycznej natury w dalszym ciągu budzi sympatię widzów za sprawą ukazania negatywnych cech charakteru w krzywym zwierciadle. Wpływowy przedsiębiorca Henri Roubier wraca z podróży służbowej ulicami Riwiery Francuskiej. Po drodze zabiera autostopowiczów, których lekkomyślne zachowania w aucie doprowadzają do wypadku. Auto zawisa nad przepaścią, zatrzymując się na wystających z klifów konarach.
Bohaterowie walczą o przetrwanie, ale nie jest to sensacyjna produkcja, tylko brawurowa komedia, której humor podsyca umiejętna dawka ironii. W sytuacji kryzysu zostają bowiem wyeksponowane przywary postaci i momentami irracjonalne ludzkie reakcje wynikające z odizolowania od reszty świata. Dostaje się również mediom i służbom, których opieszałe działania uniemożliwiają przeprowadzenie sprawnej akcji ratunkowej, kreują ponadto opłacalny spektakl na nieszczęściu innych.
- „Fantomas” (reż. André Hunebelle, 1964)
Zamaskowany i nieuchwytny przestępca z powieści sensacyjnych z początku XX wieku stał się z czasem jednym z najbardziej kultowych antybohaterów wielkiego ekranu. Najsłynniejsze filmy z postacią Fantomasa to te z Louisem de Funèsem. W latach 1964-1967 powstały trzy części przygód o komediowym zabarwieniu, w których komik wcielił się w nieporadnego komisarza policji Juve’a.
Bohater ściga Fantomasa, zadanie nie należy jednak do łatwych, gdyż złoczyńca siejący postrach wśród jubilerów przyjmuje wszechstronne oblicza. Aby zmylić trop, przybiera w pewnym momencie maskę imitującą samego Juve’a. Pierwsza część doczekała się kontynuacji: „Fantomas wraca” (1965) i „Fantomas kontra Scotland Yard” (1967).
Kilka dekad temu trylogia zdobyła niebywały rozgłos za żelazną kurtyną. Na łamach polskiego „Filmu” pisano, że to najlepsza seria z popisem komediowego talentu de Funèsa. W Związku Radzieckim pierwszy z filmów zobaczyło zaś 46 mln odbiorców. Poza legendarnym humorem widzów porwały emocjonujące sceny pościgów i sceny kaskaderskie.
- „Skąpiec” (reż. Jean Girault, Louis de Funès, 1980)
Choć XVII-wieczna komedia Moliera doczekała się niezliczonych adaptacji z brawurową obsadą, to nikt nie był tak autentyczny w portrecie chciwego Harpagona, co Louis de Funès. Co prawda twórcom filmu z 1980 roku zarzucono zbytnie odejście od oryginału, ale nie zmienia to faktu, że komik brawurowo wyciągnął na światło dzienne blaski własnego stylu: slapstickowe przerysowanie, dynamiczną gestykulację i w końcu maskę nieustannego marudy.
Sportretował wszystkim znanego dusigrosza, żałującego datków na potrzebujących czy kościelną tacę – nieustannie obmyślającego za to, w jaki sposób pomnożyć swój majątek i planującego w tym celu intratne małżeństwa swych pociech. W „Skąpcu” Louis nie tylko skradł pierwszy plan, ale zadebiutował również jako współreżyser i scenarzysta wraz z Jeanem Giraultem.
Więcej o kulturze i sztuce znajdziecie tutaj.



