Tuszetia – gruzińska kraina baśni

Tuszetia – gruzińska kraina baśni

Dzika przyroda, dziewicza natura, górskie krajobrazy, a na ich tle konie i owce. To gruzińska kraina baśni, gdzie dojechać można tylko przez 3 miesiące w roku…

Tuszetia to historyczna kraina w północno-wschodniej Gruzji, położona na północnych zboczach Wielkiego Kaukazu, granicząca od północy i wschodu z rosyjskimi republikami Czeczenią i Dagestanem, od południa z Kachetią, gruzińską krainą wina. Obecnie to teren Tuszeckiego Parku Narodowego.

Do Tuszetii wiedzie jedna droga, kręty górski szlak – jeden z najwyżej położonych w Europie, zwana „drogą śmierci” lub „drogą tysiąca zakrętów”. Aby dotrzeć do tej krainy należy pokonać przełęcz Abano, znajdującą się na wysokości 2826 m n.p.m. Jest to najwyższa, przejezdna przełęcz górska na Kaukazie. Ta droga jest przejezdna tylko przez 3 miesiące w roku, kiedy śniegi stopnieją i zanim napadają. Dlatego do Tuszetii docierają tylko najodważniejsi i najwytrwalsi podróżnicy. Kto pokona ten trudny szlak pełen zakrętów, wodospadów, kamieni, przepaści, a także stad owiec, koni i krów, ten znajdzie się w gruzińskiej krainie baśni.

Ta kraina ma w sobie niesamowitą magię, można się tu poczuć jak w bajce, albo jak na końcu świata. Tu wszystko jest piękne, i światło zachodzącego słońca, i mgła. Czas tu płynie zupełnie inaczej. A my mamy wrażenie, że cofnęliśmy zegarki o kilka dekad. To miejsce jest niemal nietknięte, pierwotne, odizolowane od cywilizacji i jej chaosu. Nie ma tu zasięgu, rzadko jest Internet.

Mieszkają tu Tuszeci, gruzińska grupa etniczna. Tradycyjnie zajmują się wypasem owiec i bydła. W górskich bacówkach pasterze produkują sery.

Mieszkają w małych miasteczkach, jest ich kilka. Największe to Omalo, najdalej pod granicą z Czeczenią leży Girevi, po drodze mijamy Dartlo, malowniczo położone z zboczu, z domami z kamienia. Na wschód od tej drogi jest Bochorna, wioska położona na wysokości 2345 m n.p.m. i ciekawe Dochu, na stromym wzgórzu, gdzie jak żartują lokalni „dzieci trzyma się na smyczy”, żeby nie spadły.

Każda z tych miejscowości ma swój klimat i mistycyzm. W wielu z nich znajdziemy domy i wieże obronne budowane z kamienia, niestety bez zaprawy, więc często są ruinami.

Życie tu jest srogie. Elektryczność jest, ale z solarów. Jeśli chcesz zrobić pranie, to musisz upewnić się, że będzie dobra pogoda. Po pierwsze, aby do pralki był stały prąd, po drugie żeby pranie wyschło. Tu nie ma sklepów, jeśli z niziny zapomnieliśmy zabrać sól czy mąkę, to jej nie mamy.

Ta ludność pielęgnuje swoje tradycje. Fakt, że żyją w takim odosobnieniu pozwolił na zachowanie wielu zasad, które są tu nadal codziennie stosowane. Na przykład tylko Tuszetowi wolno postawić tutaj dom, a kobiety tuszeckiej nie zobaczysz w szortach czy mini. Lepiej będąc spoza również przestrzegać tej zasady i chodzić w długich spodniach czy spódnicach.

Tutejsze życie codzienne zdaje się być wręcz pierwotne. Ja nie mogłam się nacieszyć tym wrażeniem. Chciałam je brać garściami.

I te krajobrazy! Głęboki odcień soczystej zieleni, spektakularne góry ze szczytami pokrytymi jeszcze śnieżną warstwą i piękne, zgrabne, delikatne konie wolno biegające po łąkach. Obraz marzenie. Jest tak piękny, że aż trudno uwierzyć, że jest prawdziwy.

Tuszetia to najmniej ekologicznie skażony region Kaukazu. Tu się oddycha inaczej.

Tu można bezkarnie „leżeć w trawie, liczyć chmury” i nie robić nic. Chyba że khinkali.

Aleksandra Karkowska – autorka międzypokoleniowych książek „Banany z cukru Pudru", „Na Giewont się patrzy", „Marsz, marsz BATORY", „Mewa na patyku”, „Foto z misiem”. Od 2015 roku prowadzi Oficynę Wydawniczą Oryginały. Działa społecznie na warszawskiej Sadybie. Kocha fotografie i podróże.