Więcej...

    Barcelona na weekend nie tylko zimowy

    Zastrzyk witaminy D jest w zasięgu ręki. Wystarczy skoczyć na weekend do Barcelony - miasta, które tętni życiem, a temperatury oscylują w granicach 10-15 stopni a słońce rozpieszcza swymi promieniami, nieśmiało muskając nasze blade twarze :)

    Weekend w Barcelonie

    Postanowiliśmy z przyjaciółmi skoczyć na przedłużony weekend do Barcelony. Byliśmy tam w 2010 roku na przełomie sierpnia i września i chcieliśmy odwiedzić ją znowu, ale podczas innej pory roku. Styczeń w Barcelonie jest cudowny – ciepły – między 10 a 15 stopni, słoneczny, kolorowy – sporo kwiatów, radosny.

    Restauracje i kawiarnie mają otwarte ogródki, więc zwiedzając miasto można co jakiś czas przysiąść w jednym z nich popijająć cavę lub kawę delektować się atmosferą miasta i słońcem. W mieście, poza mieszkańcami, jest wielu turystów, jak my.

    Oczywiście nie można było pominąć słynnej Sagrada Familia – kościoła budowanego od 130 lat (sic!). Zakończenie budowy planowane jest na 2026 rok. W odróżnieniu od 2010 roku wewnątrz kościoła nie było dużej ilości rusztowań i ciągłego huku wierteł i innych maszyn. Widać, że budowa zbliża się ku końcowi.

    Całe miasto to kamienice – piękne, stare, stylowe. Główne ulice szerokie, zaś te boczne już wąskie, kręte, klimatyczne.

    Spacer

    Spacerując po Barcelonie nie można ominąć La Rambla – ulicy tętniącej życiem, przy której m.in. mieście się opera, ale również słynny targ. Zanurzając się jego głąb znajdziemy stragany pełne świeżych owoców, ryb i owoców morza, mięs czy serów. Ale ten targ to również niewielkie punkty, w których można coś zjeść – pyszne pierogi, owoce morza, ryby, mięsa. Możemy napić się soków ze świeżych owoców. To miejsce to feeria zapachów, kolorów i smaków.

    Warto również podczas spacerów udać się na wzgórze Tobidabo – dojechać tam można o tej porze roku pociągiem a potem naziemną kolejką linową (taką jak na Gubałówkę). na samej górze znajduje się szereg atrakcji. Jedną z nich jest 100-letni park rozrywki. Stoi tam również kościół Serca Jezusowego, którego budowa trwałą 60 lat! Hiszpanom jak widać nie spieszy się donikąd. Mają czas na wszystko, na życie przede wszystkim, na delektowanie się życiem.

    Przy takiej pogodzie nie można nie pójść nad morze – Rambla de Mar to port, w którym zacumowane są jachty, jest plaża, są ptaki, ludzie, jest szum morza.

    Uliczki

    Po Barcelonie warto po prostu chodzić, odbijając od głównych ulic zagłębiając się w te boczne, ukryte jakby przed światem – zachęcają malutki, lokalnymi knajpkami, w których przesiadują lokalsi, a dania tam serwowane są tańsze niż na głównych ulicach, proste, pyszne, palce lizać.

    Oczywiście Hiszpania słynie z cavy, jak Włochy z proseco. Zatem w ciągu dnia sączyliśmy niespiesznie ten cudowny trunek. Wieczorami zaś zamawialiśmy dzban sangrii. Sangria to czerwone wino z cukrem świeżymi owocami (jabłka, pomarańcze, granaty) i odrobiną wody gazowanej. Pije się cudownie, jak soczek, potem zdarza się, że nogi odmawiają posłuszeństwa.

    Dzięki naszej przyjaciółce Ewie, która mieszkała w Barcelonie kilka lat, dotarliśmy do cudownych restauracji, w których delektowaliśmy się pysznymi tapasami – ośmiornice, krewetki, chorizo, marynowane papryki, soczyste pomidorki i wiele innych. W jednej z nich – Gran Viana – jedliśmy tatar z tuńczyka z jabłkiem, ozory wołowe, ceviche z dorsza. To była prawdziwa uczta dla podniebienia. Miejsce ciepłe, niepretensjonalne, z fantastyczną obsługą.

    Barcelona to miasto, które na pewno jeszcze odwiedzę. które polecam o każdej porze roku, które zachwyca, wciąga, inspiruje.




















































    ZOSTAW ODPOWIEDŹ

    Proszę wpisać swój komentarz!

    Akceptuję Politykę prywatności / RODO i Regulamin serwisu

    Proszę podać swoje imię tutaj



    Inne w kategorii

    PARTNERZY