Autorka: mgr farm. Magdalena Rupp, farmaceutka i mama
Jesienią wszystkie jesteśmy zmęczone. Nie zawsze przez jesień.
Krótszy dzień, mniej światła, pierwsze infekcje, ciemne poranki. Jesienne zmęczenie jest prawdziwe i nie ma w nim nic wstydliwego. Kłopot w tym, że jesień jest też bardzo wygodnym wytłumaczeniem. Tak wygodnym, że potrafi przykryć coś, co da się zmierzyć
i odbudować.
Trzydziestolatka mówi: „to przez dziecko”. Czterdziestopięciolatka: „to przez pracę
i hormony”. Sześćdziesięciolatka: „to już taki wiek”. A potem przychodzi październik
i wszystkie trzy mówią: „to przez pogodę”.
Zwykłe jesienne przesilenie mija po kilku tygodniach, kiedy organizm przestawi się na nowy rytm. Jeśli zmęczenie zostaje z Tobą dłużej i nie ustępuje po weekendzie pod kocem, a do tego wypadają włosy, łamią się paznokcie i brakuje tchu na schodach, warto zajrzeć głębiej. Wiem to nie tylko z zawodu. Sama przez to przeszłam.
Zmęczenie, którego nie dało się odespać.
U mnie tłem nie była jesień, tylko macierzyństwo. Kilka miesięcy po porodzie byłam wykończona i na wszystko miałam jedno wytłumaczenie: „Masz małe dziecko, czego się spodziewałaś?”. Powtarzałam to sobie dziesiątki razy.
Tyle, że moje zmęczenie nie mijało nawet po tych rzadkich nocach, kiedy udało się przespać kilka godzin ciągiem. Wnosiłam wózek po schodach i musiałam przystanąć, żeby złapać oddech. Na szczotce zostawało coraz więcej włosów, paznokcie się rozdwajały, a z lustra patrzyła na mnie bledsza wersja mnie samej. Do tego mgła w głowie: wchodziłam do kuchni i nie pamiętałam po co.
Farmaceutka we mnie wiedziała, że trzeba to sprawdzić, a mam we mnie nie miała na to czasu. Wygrała dopiero złość, kiedy drugi raz w tygodniu zasnęłam na siedząco przy usypianiu dziecka.
Jedna liczba, która wszystko wyjaśniła.
Morfologia wyszła przyzwoicie. Hemoglobina w normie, więc formalnie żadnej anemii. Gdybym na tym poprzestała, usłyszałabym pewnie, że wszystko jest w porządku .Poprosiłam jednak o dodatkowe oznaczenie ferrytyny. Wynik: 13 μg/l.
Ferrytyna to białko, w którym organizm magazynuje żelazo. Lubię tłumaczyć to na przykładzie domowego budżetu. Hemoglobina to pieniądze w portfelu, czyli to, czym płacisz na bieżąco. Ferrytyna to oszczędności na koncie. Portfel może być jeszcze pełny, kiedy konto świeci już pustkami.
Organizm długo utrzymuje hemoglobinę kosztem zapasów. Właśnie dlatego niedobór żelaza potrafi miesiącami nie pokazywać się w podstawowej morfologii, a kobieta słyszy, że „wyniki ma książkowe”.
A żelazo to nie tylko krew. Bierze udział w transporcie tlenu, w wytwarzaniu energii,
w pracy układu odpornościowego i w funkcjach poznawczych. Kiedy zapasy topnieją, ciało zaczyna oszczędzać na wszystkim, co nie jest niezbędne do przetrwania. Włosy
i paznokcie zwykle odczuwają to jako jedne z pierwszych.
Kogo to dotyczy? Nie tylko młodych mam.
Niska ferrytyna nie patrzy w metrykę. Najczęściej wychodzi na jaw w trzech momentach życia kobiety.
Po ciąży i porodzie. Ciąża to dla gospodarki żelazem ogromny wydatek: łożysko, większa objętość krwi, zapasy dla dziecka na pierwsze miesiące życia. Potem poród, czyli utrata krwi, i tygodnie jedzenia w biegu. Objawy idealnie udają zwykłe macierzyństwo, więc mało kto je sprawdza.
Przy obfitych miesiączkach, zwłaszcza po czterdziestce.
W okresie okołomenopauzalnym cykle często się rozregulowują, a krwawienia bywają dłuższe i obfitsze niż kiedykolwiek wcześniej. Co miesiąc z konta znika więcej, niż na nie wpływa. Zmęczenie, kołatanie serca i gorszy nastrój łatwo wtedy przypisać hormonom.
Po pięćdziesiątce. Miesiączki ustają, ale pojawiają się inne powody. Jemy mniej mięsa, u części osób z wiekiem spada wydzielanie kwasu żołądkowego potrzebnego do wchłaniania żelaza, a popularne leki na zgagę i refluks dodatkowo to wchłanianie utrudniają. Jedna ważna uwaga: po menopauzie niska ferrytyna zawsze wymaga wyjaśnienia przyczyny u lekarza. Samo uzupełnienie zapasów to za mało.
W każdej z tych grup lista sygnałów jest podobna: zmęczenie mimo snu, bladość, wypadające włosy, kruche paznokcie, zadyszka na schodach, wiecznie zimne dłonie, kłopoty z koncentracją. Jesienią wszystkie te objawy wyjątkowo łatwo zrzucić na aurę.
Jakie badania zrobić i jak czytać wynik?
Jeśli odnajdujesz się w tym opisie, poproś lekarza o trzy oznaczenia:
- morfologię krwi,
- ferrytynę,
To ostatnie jest ważne, bo ferrytyna rośnie przy stanie zapalnym, także przy zwykłej infekcji. Wynik zrobiony w trakcie przeziębienia może wyglądać lepiej niż rzeczywistość. Lekarz może też zlecić żelazo, transferynę lub TIBC, żeby zobaczyć pełny obraz.
Skoro już oddajesz krew, zapytaj lekarza także o TSH, witaminę D i B12. Zmęczenie ma wiele przyczyn, a jesienią często nakłada się kilka naraz.
I druga rzecz, którą powtarzam pacjentkom: norma laboratoryjna to nie zawsze to samo co dobre samopoczucie. Dolna granica zakresu referencyjnego dla kobiet bywa ustawiona bardzo nisko. Tymczasem wielu specjalistów uznaje, że wartości poniżej
30 μg/l świadczą już o wyczerpanych zapasach, nawet przy prawidłowej hemoglobinie.
Dlatego wynik zawsze omawiaj z lekarzem, razem z objawami. I nie zaczynaj żelaza na własną rękę, bez badań. Jego nadmiar też nie jest dla organizmu obojętny.
Czego szukałam jako farmaceutka?
Lekarz potwierdził: zapasy żelaza do odbudowy, do tego praca nad dietą. I tu zawód bardzo mi pomógł. Wiem, dlaczego tyle kobiet przerywa suplementację żelaza po dwóch tygodniach. Klasyczne preparaty potrafią dać się we znaki: zaparcia, nudności, ból brzucha, metaliczny posmak w ustach.
Zmęczona kobieta, w każdym wieku, naprawdę nie potrzebuje kolejnego powodu, żeby czuć się gorzej. Spisałam więc listę warunków, które preparat musiał spełnić. Dzielę się nią, bo może przydać się także Tobie.
Po pierwsze: forma żelaza. Szukałam żelaza liposomalnego. To żelazo zamknięte w mikroskopijnej otoczce z fosfolipidów, podobnej do naszych błon komórkowych. Technologię tę opracowano z myślą o komforcie żołądka i o tym, żeby żelazo nie zostawiało metalicznego posmaku.
Po drugie: postać płynna. Z niemowlakiem na ręku połykanie kapsułek o stałej porze to abstrakcja. Wiele kobiet po pięćdziesiątce łyka z kolei rano garść tabletek i nie chce dokładać kolejnej. Płyn odmierza się w kilka sekund i sprawa załatwiona. Do tego żelazo jest w nim od razu w otoczeniu składników, z którymi współpracuje.
Po trzecie: dobre towarzystwo. Żelazo nie pracuje w pojedynkę. Witamina C zwiększa jego przyswajanie, a jeśli też jest liposomalna, tym lepiej. Witamina A, ryboflawina i miedź uczestniczą w metabolizmie i transporcie żelaza. Foliany i witamina B12, najlepiej w aktywnych, metylowanych formach, wspierają prawidłowe wytwarzanie krwi. Jedna butelka zamiast pięciu osobnych opakowań to realne ułatwienie na co dzień.
Po czwarte: laktoferyna. To białko naturalnie obecne w mleku, które ma wyjątkową zdolność wiązania żelaza. Naukowcy od lat badają jego rolę w gospodarce żelazem, między innymi u kobiet w ciąży. Cieszy mnie, że laktoferynę bardzo wysokiej czystości produkuje się dziś w Polsce.
Po piąte: czysty skład. Bez konserwantów, alkoholu, sztucznych barwników i słodzików. Lubię, kiedy bazą płynu są wyciągi z ziół i soki owocowe. To tradycja, którą farmacja zna od pokoleń: pokrzywa, dzika róża, liść maliny.
Po szóste: dawki i wiarygodność. Sprawdzam, czy składniki są w ilościach, które coś znaczą, a nie w symbolicznych dawkach dopisanych dla ozdoby etykiety. Patrzę też, kto produkt wytwarza i czy skład potwierdzają badania w niezależnym laboratorium.
Preparat spełniający wszystkie te warunki znalazłam i stosowałam go zgodnie z zaleceniami lekarza. Najważniejsze było dla mnie to, że mój żołądek w ogóle nie zauważył suplementacji. Dzięki temu wytrwałam, a w odbudowie ferrytyny liczy się właśnie systematyczność.
Jeśli jesteś w ciąży, karmisz piersią albo przyjmujesz leki na stałe, wybór preparatu i dawkę zawsze ustal z lekarzem lub farmaceutą.
Małe zmiany, które robią różnicę.
Suplementacja to jedno, codzienność to drugie. Trzymam się pięciu prostych zasad:
Kawa i herbata osobno. Zawarte w nich polifenole utrudniają wchłanianie żelaza. Zachowuję co najmniej godzinę odstępu, najlepiej dwie. Poranna kawa zostaje, wystarczy ją przesunąć.
Wapń o innej porze. Suplementy wapnia i duże porcje nabiału też lepiej zostawić na inny moment dnia.
Leki z odstępem. Żelazo może osłabiać wchłanianie niektórych leków, między innymi hormonów tarczycy i preparatów na osteoporozę. Jeśli bierzesz coś na stałe, zapytaj farmaceutę o bezpieczny odstęp.
Żelazo na jesiennym talerzu. Czerwone mięso, strączki, pestki dyni, kasza jaglana, natka pietruszki. Do roślinnych źródeł dodaję coś z witaminą C: paprykę, kiszoną kapustę, sok z cytryny.
Kontrola wyników. Badania powtarzam w terminie ustalonym z lekarzem, zwykle po 8–12 tygodniach. Bez tego nie wiadomo, czy plan działa.
Co powiedziałabym dziś każdej zmęczonej kobiecie?
Odbudowa ferrytyny to maraton, nie sprint. Hemoglobina reaguje szybciej, zapasy wracają miesiącami. Dlatego lekarze zwykle zalecają kontynuowanie suplementacji jeszcze przez pewien czas po poprawie wyników.
U mnie pierwsze zmiany przyszły po kilku tygodniach. Rano wstawałam z łóżka bez uczucia, że ktoś w nocy wyłączył mi zasilanie. Kontrolne badanie po trzech miesiącach pokazało 62 μg/l. Włosy potrzebowały więcej czasu, ale i one wróciły do formy.
Dziś, kiedy słyszę „jestem po prostu zmęczona, bo dziecko”, „bo praca”, „bo taki wiek” albo „bo jesień”, pytam o jedno: kiedy ostatnio badałaś ferrytynę? Jesień męczy, to prawda. Nie musi jednak odbierać wszystkich sił.
Czasem za zmęczeniem, którego nie da się odespać, stoi coś, co można zmierzyć
i odbudować. Pozwól sobie to sprawdzić, niezależnie od tego, czy masz trzydzieści,
czy sześćdziesiąt lat. I pozwól sobie wreszcie odpocząć od bycia zmęczoną.
Artykuł ma charakter edukacyjny i nie zastępuje porady lekarza ani farmaceuty. Suplementy diety nie zastępują zróżnicowanej diety i zdrowego trybu życia.





