***
Jak tylko siebie i w założeniu, że wyjazd jest na kilka dni, to można by rzec: „No problem” i po sprawie… Jeśli jednak do pakietu dołącza mąż i nastoletnie dzieci, to „żegnaj, błogi śnie i witaj, nocy kochana”. Chyba że jest się „do bólu” zorganizowaną realistką, to już w godzinę będą wszyscy szczęśliwi – bo spakowani, dom posprzątany oraz gotowi do wyjazdu. Niestety dla większości kobiet, matek, żon i kochanek, to jest prawdziwa droga przez mękę… Nie dość, że nigdy nie wiadomo jaka będzie pogoda, to trzeba jeszcze przewidzieć, kto i co w danej chwili będzie raczył założyć. Trzeba zagryźć zęby i dać się ponieść „logicznej wyobraźni”…
Nie znaczy to, że te kobiety za męczennice, którym należy współczuć czy też je obwiniać, iż skoro tak „nauczyły”, to same są sobie winne… Wszelako wiadomym jest, że kobieta „kwoka” sama najlepiej spakuje swoją gromadkę, bo „summa summarum” na koniec i tak wszyscy będą zadowoleni. Lecz nim to nastąpi, to co ona się nasłucha, to jej: „A po co, Ci to? – Przecież jedziemy tylko na kilka dni… – Cały dom bierzesz?…” Etc. Jednak żeby tylko na tych pytaniach się skończyło… Przecież Szanowny Pan Mąż i reszta nastoletniego towarzystwa w przypływie chwili i zbędnych emocji czuje nieodzowną potrzebę, by owym tematem pakowania podzielić się jeszcze z rodziną, przyjaciółmi i znajomymi, bo przecież to taki „hot news”, który zdecydowanie lepszy jest od szczepionek, pandemii, wojny a nawet ogólnych nastrojów politycznych.
***
Ale to jeszcze nie koniec… Cyk! I nocne pakowanie stało się kolejnym „super hitem” do żartów…
A co w tej całej sytuacji robi „udręczona” nocnym pakowaniem kobieta – ”kwoka”?
A no, nic…W końcu ile można się z tego tłumaczyć? Przecież co rok, ten sam schemat bagażowy się powtarza, tylko na początku wspólnych wyjazdów wyjaśniała – po co i dlaczego pakuje tyle rzeczy. Teraz! ona już doskonale wie, co ma wziąć, mimo że „o miesiąc” za dużo – bo nawet jeśli dany komplet czy buty nie będą w ogóle założone bez znaczenia na pogodę czy nastrój w danej chwili, to wcale tego nie będzie żałować i wypominać sobie, że można było jednak wziąć tę czerwoną bluzkę, czy też granatowe spodnie…
***
Z dumą nosi wysoko uniesioną głowę i jest niebywale zadowolona z siebie, że niemalże ¾ garderoby ma pod ręką oraz niekłamaną satysfakcję, iż choć przez chwilę jej „nocne poświęcenie” było hitem w towarzystwie. Tak więc, kiedy to odpoczywa na zasłużonym i długo wyczekiwanym urlopie, przy okazji sącząc „co nieco” oraz delektując się „tym i owym”… ma świadomość i niekłamaną satysfakcję, że nic nikomu nie brakuje, a pan: mąż, ojciec i kochanek w jednym oraz reszta słodkiej dziatwy w końcu i tak „potaszczy” sobie cały ten garderobiany dobytek…



