Toruń
Na ostatni weekend czerwca postanowiliśmy z przyjaciółmi odwiedzić Toruń. Pretekstem była wystawa Mariny Abramović – serbskiej artystki, performerki, prowokatorki, gorszycielki niejednokrotnie.
Mimo że wiedziałam, że to nie mój świat, wychodzę z założenia, że warto oglądać różne wystawy, chodzić do teatru na różne sztuki, czytać różne książki, by poszerzać horyzonty, by móc z ludźmi wieść dysputy na różne tematy. I tak oto znalazłam się w Toruniu na wystawie Mariny Abramović. To właściwie jeden wielki performance. W każdej sali wyświetlane są filmy z Mariną w roli głównej przedstawiającą, a może odtwarzającą jakieś zachowania mające na celu (chyba) sprowokowanie widza, pobudzenie do myślenia, pokazanie, że można przekraczać różne granice – bólu, intymności, prywatności etc.
No ja tego nie kupuję! To w ogóle nie mój świat i nie moja bajka. Nie muszę mieć performance’u z wycinaniem żyletką pentagramu na brzuchu, by przekroczyć granice bólu. I tak mam ją wysoką. Czy mnie zszokowała? Nie. Raczej wyszłam z lekka zniesmaczona z nierozumieniem przekazu.
Wystawa
Ale znam osoby, którym się to podobało. Zatem, by wyrobić sobie własne zdanie mimo wszystko warto się udać do Torunia, do Centrum Sztuki Współczesnej https://marina.csw.torun.pl/ – wystawa trwa do 11 sierpnia 2019 roku, więc jeszcze zdążycie.
Nawet jeżeli z jakiś powodów nie będzie Wam dane dotrzeć na wystawę, to jedźcie do Torunia, ot tak po prostu. To miasto zachwyca. Jest piękne, nowoczesne w swej starości. Kawiarnie, restauracje i knajpki są tu na każdym rogu – tradycyjne, nowoczesne, odwołujące się do regionu, stylem przypominające południowe kraje. Warto zatem odwiedzić o te:
– Róże i zen https://www.facebook.com/RozeiZen/ – miejsce niezwykle urokliwe, z zewnątrz niepozorne, ale koniecznie tam trzeba zajrzeć – pyszne jedzenie – krótka karta, wspaniała obsługa, no i ogródek – w nim można się zatracić. Właściwie to ogródek – patio, otoczony ze wszystkich stron ceglanym murem, po którym wije się winorośl, z pomiędzy której wieczorem przebija światło lampek wmontowanych w mur. Stare drzewo daje trochę cienia, ale i nadaje wyjątkowego klimatu. Jak zamknąć oczy, to ma się wrażenie bycia w jednej z toskańskich niewielkich rodzinnych restauracji, a tu proszę. Miłe zaskoczenie – nasza Polska, Toruń.
– 4 pory roku https://www.facebook.com/4poryrokurestauracja/ – restauracja hotelowa, ale niech Was to nie zmyli. Usytuowana w okalających murach miasto, z półcieniami, pięknym ogrodem, węglowym grillem, na którym przyrządzane są świeże ryby, warzywa i mięso. Wszystko na naszych oczach. I znowu, krótka karta, wspaniała obsługa, pyszne jedzenie. Gdyby można było siedzieć i jeść bez ograniczeń (i tych finansowych, i tych żołądkowych) siedziałoby się tam bez końca.
Starówka
Toruń to jednak przede wszystkim olbrzymia starówka, miasto od strony Wisły okala mur, w którym co jakiś czas przez bramę można dotrzeć głębiej. Rzeka jest szeroka i mocna zazieleniona po jej obu brzegach. Pięknie to wygląda – ta jej dzikość i nieujarzmienie. Niemniej jednak ja jestem zwolennikiem kierowania się miast w kierunku rzeki, a nie od nich odwracania, więc zawsze od razu wyobrażam sobie jej zagospodarowanie.
W Toruniu jest niezwykle zielony ogród zoobotaniczny. I choć nie jestem zwolennikiem zwierząt w klatkach, to to miejsce warto odwiedzić – sporo zwierząt żyjących w otoczeniu bujnej roślinności.
Będąc tak blisko wiecie kogo, nie mogliśmy się oprzeć i pojechaliśmy zwiedzać. Nie jest to co prawda kicz i rozmach Lichenia, jednak przepych widać tu na każdym kroku, jakby chciano pokazać: „o, tu zainwestowaliśmy Wasze pieniądze”. Ewidentnie w architekturze sakralnej zapanowała moda na wyciskarki do soków – jedną mamy w miasteczku Wilanów (nie mylić ze starym, stylowym Wilanowem), gdzie króluje widoczna z daleka, a kolejną w rydzykowie. Czy to dwie jedyne? Mam nadzieję, że tak, ale nie zajmuję się śledzeniem tych jakże wątpliwej urody budynków.
Na pewno warto odwiedzić Toruń i okolice, by włóczyć się uliczkami w starej części Torunia docierając do różnych urokliwych zakątków, podziwiając starą architekturę, zaglądając w podwórka, by na koniec usiąść w jednej z wielu cudownych knajpek.
Zdjęcia i tekst: Katarzyna Krauss















































