Więcej...

    Podróż życia

    To był pierwszy wyjazd służbowy na macierzyńskim, nagły, zagraniczny. Dzwoni telefon z informacją, że w Berlinie ma się odbyć arcyważne spotkanie, na którym muszę być. Koniecznie, koniec i kropka. To ci dopiero wyzwanie – myślę sobie i w ciągu kilku sekund próbuję zorganizować opiekę dla synka.

    Moja praca

    W tym celu przekonuję mego wciąż aktywnego zawodowo ojca, że moja praca jest naprawdę ważna, najważniejsza, w tym momencie ważniejsza nawet od jego pracy, porównywalna z lądowaniem człowieka na księżycu, kamień milowy dla ludzkości! Mąż był akurat wtedy w podróży służbowej, wiec nie mógł wyręczyć mnie w tej naprędce utkanej konieczności. Ok, przekonałam tatę, że tym altruistycznym czynem przejdzie do historii zaś ludzkość zyska oddanego dziadka.

    Za rogiem czaił się jednak drugi problem, taki tyci, tyciuńki. Wciąż zdarzało mi się, głownie w nocy, karmić mojego figlarza. Wchodzę więc szybko na wujka Google, wpisuję: jak ominąć karmienie nocne i nie rozsadzić sobie biustu oraz jak ominąć dwa karmienia i nie oduczyć dziecka ssać cycka. Czytam, że to możliwe. Ok. Jest plan, paleta możliwości również. Wystarczy kupić Turbo butlę i załatwione. Cała naprzód ku nowej przygodzie!

    Bilet

    Bilet na stację Berlin Hauptbahnhof już kupiony. Plan na to, jak zrobić psikusa laktacji również. Laktator ratujący wypełnione mlekiem piersi zapakowany do walizki. Noc przed wyjazdem cała w nerwach. Rano budzę się podekscytowana i jednocześnie przerażona. To pierwszy wyjazd bez mojego dziecka! Aaaaaaaa – myślę, ale nie krzyczę, bo przecież wszyscy jeszcze śpią. Od wielu miesięcy byliśmy zawsze razem. Jak on sobie beze mnie poradzi? – Myślę i łapię się na tym, że jestem beznadziejną matką. Co ze mnie za potwór? –  karcę się okrutnie.

    Kilka godzin później siedzę już w pociągu i dzwonię do taty. Błagalnym tonem pytam jak radzi sobie moje dziecko. Czy strasznie płacze? Pyta o mnie co rusz? W żadnym wypadku. Radzi sobie świetnie – słyszę w odpowiedzi. Słyszę również, że mam nie panikować, wszystko jest super, a oni świetnie się bawią. Ok. Ok. Ale czy na pewno? –  pytam raz jeszcze. Na pewno – odpowiada tata, żegna się i rozłącza. To dobrze, dobrze choć trochę chyba zaczynam być zazdrosna. Czy on o mnie już zapomniał? – myślę, siedząc w Warsie przy żurku, zagryzając kajzerką. Przykładam rękę do czoła. Jakoś dziwnie się czuję.

    Hotel

    Kilka godzin później docieram do hotelu i mierzę temperaturę. Mam jakieś 39, 5 stopni. Ale co tam, co tam ! I z tym sobie poradzę. Mam przy sobie Turbo Leki. Takie co to blokują katar, kaszel i gorączkę i kilka godzin i robią z osoby całkowicie chorej Super Człowieka. Faktycznie, bryluję na spotkaniu, bawię się świetnie. Nagle czuję po klacie, że coś mi spływa. Cholera. To pora karmienia, a ja zapomniałam o wkładkach laktacyjnych! Niebieskość bluzki naciąga słodkie mleko, robią się dwie duże plamy. No ekstra. Ekstra, myślę sobie, co za żenująca chwila dla ludzkości. Z kamienia milowego nici. Zasłaniam się moją wielką torebką (zawsze lubiłam wielkie torby w typie Ikea), wycofuję się rakiem dziękując wszystkim za przemiłe spotkanie.

    W tym samym czasie  lek z pseudoefedryną odpuszcza, więc czuję się jak na ostatniej drodze. Przypomina mi się tekst ze Shrecka „Shreck, widzisz tunel? tylko nie idź w stronę białego światła” – czy jakoś tak. Staram się o tym myśleć siedząc w taksówce wiozącej mnie do hotelu. „Matko Bosko, po co mi to było”. Padam na łóżko ze zmęczenia nie odciągając mleka z piersi. Rano z radością wsiadam w pociąg powrotny. Po mojej obecności w hotelu świadczy wielka, słodka plama rozlana na prześcieradle.

    Joanna Plesnar

    PS. Inne teksty Joanny znajdziecie na blogu (Biznes)Woman na Macierzyńskim!

    ZOSTAW ODPOWIEDŹ

    Proszę wpisać swój komentarz!

    Akceptuję Politykę prywatności / RODO i Regulamin serwisu

    Proszę podać swoje imię tutaj



    Inne w kategorii

    PARTNERZY