Życie w pojedynkę
Kilka przykładów na to, że okres, w którym jesteśmy same nie musi być wcale ciężki i smutny:
– To czas, w którym uczciwie trzeba się przed sobą przyznać do swoich wad i próbować je eliminować. Nie ma co zrzucać winy za swoją samotność na innych.
– Nikt nie lubi marudzących i odgrywających cierpiętnice kobiet. Nawet, jeśli dla nich jest to ciekawa rola – dla innych jest to szalenie męczące i mało interesujące! Warto znaleźć jakieś oryginale zajęcie i swoją pasją zacząć zarażać innych.
– Trzeba nauczyć się wreszcie słuchać innych i wciągać ich w rozmowę. Ale uwaga – praca nad wyczuciem dobrego smaku, zdobywanie wiedzy na temat np. malarstwa czy teatru – nie jest według autorki strategią na złapanie męża. Jest samodoskonaleniem.
Poznawanie ludzi
Autorka w książce zachęca też do wyjścia z domu i poznawania ciekawych ludzi. Jej zdaniem „pustelnicy oraz inni samowystarczalni ludzie może i bywają geniuszami, ale nie wnoszą nic, jeśli chodzi o zabawę, i sami spędzają czas w sposób bardzo nudny”. A kobieta powinna się bawić!
Poza tym singielka może robić to, co zechce. Ma tylko dla siebie łazienkę, może palić papierosy w łóżku przykryta satynową kołdrą z falbankami, ubrana w zmysłową koszulkę nocną. Naprzeciwko siebie powinna mieć koniecznie lustro, by móc się w nim przyglądać. Jest to potrzebne, bo „czasem można zobaczyć w nim obraz przygnębiający, niewątpliwie jednak może cię to zmotywować do działania” – argumentuje Hillis.
Warto przeczytać tę książkę, która mimo upływu czasu jest wciąż aktualna. Autorka, która przez lata była singielką zdaje się doskonale wiedzieć, co jest potrzebne samotnej kobiecie. Swoją wolność można dobrze wykorzystać: rozwijając się, dobrze się bawiąc w poczuciu absolutnej niezależności. Może w tym właśnie tkwi sekret, by w końcu znaleźć miłość… Trzy lata po wydaniu swojej książki, w wieku 49 lat jej autorka wyszła za mąż.
Red.



