Bez zobowiązań
Oficjalnie każda z osób w tym związku jest wolna. Oczywiście znają swoje rodziny, odwiedzają się, ale to relacja bez zobowiązań. Nie tracisz swojej niezależności i nie jesteś samotny. Taką formę relacji wybiera coraz więcej osób. „Można powiedzieć, że to konsekwencja tego, jak bardzo w dzisiejszym społeczeństwie dążymy do perfekcji i stanu idealnego, których nigdy nie zdołamy osiągnąć, i dlatego, w razie dowolnego problemu, wolimy zmienić partnera niż szukać rozwiązań” – pisze Michael Nast (ur. 1975 roku) w książce „Pokolenia Ja. Niezdolni do relacji”.
W internecie można znaleźć wypowiedzi panów na temat związków, które też po części tłumaczą zjawisko popularności mingla. Czytamy na przykład dość często: kobiety wbrew logice choć spełniają się w życiu zawodowym tak naprawdę same nie wiedzą, czego chcą w życiu prywatnym. Jest coraz gorzej. Potrafią godzinami opowiadać niby, że chcą kochającą się rodzinę, dziecko (dzieci), ciepłego, opiekuńczego faceta blebleble, a jak przychodzi co do czego to zaczynają pi…olić smuty – skarżą się na portalach w sieci.
Święty spokój
Nie ukrywajmy, że i faceci w wieku 40 plus to już mało romantyczne misie, które często powtarzają: nie mam czasu już na jakieś randki i inne rzeczy. Praca, zabawa i relax na 1. miejscu, a zaraz dodają, że zależy im przede wszystkim na wygodzie i świętym spokoju.
Jest jeszcze jedna cienka kwestia w związku mingli – pisze wspomniany autor książki: emocjonalna nierównowaga. Ktoś zawsze jest wrażliwszy niż druga strona, mimo wszystko robi sobie fałszywe nadzieje i w rezultacie dość szybko zaczyna cierpieć. To prawda…
Często też zostajemy minglami, bo w swoich ostatnich związkach zostaliśmy do tego stopnia zranieni, że już nie chcemy lub nie jesteśmy w stanie się zaangażować z nowym partnerem.
Bywa też, że wchodzimy w mingielski związek, by nie czuć się samotnie, ale nadal pozostać w zgodzie z sobą. Przecież nie każdy z nas jest powołany do klasycznego życia w rodzinie i z rodziną.
Dane demograficzne
Co ciekawe z danych demograficznych wynika, że w perspektywie najbliższego dziesięciolecia liczba nowo zawieranych małżeństw w Polsce zmniejszy się o mniej więcej jedną czwartą.
– Patrząc na to, że mam do czynienia w dzisiejszej Polsce z zawieraniem związków małżeńskich przez mniej więcej 26-letnie kobiety i 28-letnich mężczyzn, musimy sobie zdawać sprawę, że w nadchodzących kilkunastu latach liczba takich właśnie osób, w najlepszych wieku do zawierania związków małżeńskich, będzie się zmniejszać – zauważa demograf prof. Piotr Szukalski z Uniwersytetu Łódzkiego.
Ekspert szacuje, że liczba nowo zawieranych małżeństw w perspektywie 10 lat zmniejszy się o mniej więcej 40-50 tys. rocznie, co oznacza spadek z obecnego poziomu 180-190 tys. do 140-150 tys. małżeństw rocznie – mówi demograf.
I co wy na to?
Pisząc tekst korzystałyśmy też z informacji nt. danych demograficznych z www.kurier.pap.pl



