Upalne lato

Upalne lato

Upalne lato, bardzo gorąco. Nie ma to jak wakacje nad polskim morzem w środku lata z tłumem turystów. Gdybym wiedziała, ile nauczę się na takich wakacjach, jeździłabym tam każdego roku, cóż zwyczajne przeoczenie.

Zastanawiacie się pewnie, jak to jest, że wakacje mogą czegoś uczyć. Jak widać mogą i jak widać potrafią zaskoczyć nawet takiego człowieka jak ja. Pytanie, na ile ta wiedza będzie mi użyteczna i na ile zostanie ze mną na dłużej. Tak, tak wiem, majaczę. Przechodząc do opowiadania o tych pamiętnych wakacjach, warto podkreślić, że nie mieszkam w Polsce od wielu lat i równie długo nie spędzałam wakacji w naszym kraju.

Podobno wszystko w naszym życiu potrafi nas uczyć i bawić, podobno na wszystko w życiu mamy ogromny wpływ. Tylko jak to jest, że kiedy człowiek rezerwuje pokój, wsiada w samochód i wyjeżdża, i na dodatek jest w stanie zrozumieć, że tak naprawdę jego życie nie zaczyna się i nie kończy na pracy. A inny człowiek, w tym ja, ma z tym problem. Pracoholizm w obecnych czasach jest ogromnie popularny i pewnie sami dobrze wiecie, że wokół was są ludzie, którzy ciągle mówią o pracy, ciągle pracują, tak zwyczajnie nie są w stanie o tej pracy przestać myśleć. Jestem jedną z takich osób, dlatego wyjazd na te wakacje był dla mnie czymś innym, nowym i tak naprawdę trochę przerażającym, bo przecież stracę swój cenny czas na nic nierobienie. Dopiero na miejscu, kiedy widziałam innych ludzi tak błogo i z uśmiechem na twarzy spacerujących po molo w Sopocie, zrozumiałam, że chyba ze mną jest coś nie tak. Przecież inni ludzie potrafią to robić i potrafią zrozumieć, że wakacje to czas relaksu. Usłyszałam kiedyś od jednej z osób, że być może mój pracoholizm wiąże się z tym, że ja po prostu kocham swoją pracę i nie jestem w stanie przestać o niej myśleć. To jest tak jak z  kochanym człowiekiem, czy jesteśmy w stanie przestać myśleć o tym, co u niego, co się z nim dzieje, czy jest bezpieczny. Nie wiem, czy to nie jest głupie porównanie pracy do człowieka… Chyba jest.

Cóż, oprócz obserwacji innych ludzi zaczęłam zdawać sobie sprawę, że nie jestem pępkiem świata i to kolejny szok, który przeżyłam. Okryłam się delikatnie ręcznikiem, powiewał wiatr i  zrobiło się chłodno. Piasek był przyjemnym otuleniem dla moich stóp, dzieci bawiły się wokół mnie, inni czytali gazety, książki, a w oddali jakaś para nawet całowała się. Zaczęłam rozumieć, czym jest las parawanów, choć tym razem nad polskim morzem nie było ich zbyt wiele. Zaczęłam zdawać sobie sprawę, że tęskniłam do tego widoku, tęskniłam do tego spokoju i zrozumiałam, że tęskniłam do zwyczajnej normalności, tak po prostu brakowało mi tego w życiu.

Reasumując, dlaczego te wakacje były dla mnie tak pouczające, odbyłam dość trudne spotkanie z kobietami, które siedziały nad morzem na plaży na kocu. To dwie, bardzo młode osoby, które cicho ze sobą rozmawiały. Nagle jedna z nich spojrzała w moją stronę i zapytała, czy nie chce się przyłączyć do rozmowy. Zdziwił mnie fakt, że ktoś zupełnie obcy chce ze mną rozmawiać. Zdziwił mnie też fakt, że dwie kobiety, młode, chcą rozmawiać z kimś takim jak ja. Nie byłam najmłodsza. Skorzystałam z zaproszenia. Zabrałam swój koc, moją wodę, okulary przeciwsłoneczne i resztkę kremu do twarzy. Spojrzały na mnie, kiedy się dosiadałam i zapytały, czemu jestem tutaj sama? Spojrzałam na nie wymownie, zdziwiło mnie to pytanie. Odparłam, że przecież czasem ludzie potrzebują samotności. Spojrzały na mnie i z zadumą odparły, że czasem bywa tak, że ludzie są zbyt samotni, zbyt długo są sami i zbyt długo czekają na to, żeby móc spróbować być z ludźmi. Zaintrygowało mnie to, bo przecież nie byłam w stanie zrozumieć, dlaczego obce kobiety, są tak zaskoczone tym, że chcę pobyć sama. Nastała dziwna cisza, w końcu zapytałam, co tu robią, czym się zajmują i dlaczego poprosiły mnie o to, żebym się dosiadła. Na to jedna z nich odparła, że zabrała przyjaciółkę na ostatni wspólny wypad. Uśmiechnęłam się bo pomyślałam, że być może to jakaś ogromna zmiana w życiu jednej z kobiet. Może wyjeżdża lub wychodzi za mąż. Po czym druga kobieta spojrzała na mnie i powiedziała: Nie, to nie jest wyjazd, na którym chciałabym świętować, godzę się z tym, że mam raka, godzę się z tym, że to ostatnie wakacje.

Zszokowało mnie to, co usłyszałam i tak naprawdę nie byłam w stanie powiedzieć nawet słowa. Co w takiej sytuacji można powiedzieć, że mi przykro, że na pewno nie jest tak źle, że będzie lepiej. Nie miałam bladego pojęcia, jak zareagować i zaczynałam żałować, że w ogóle się dosiadłam. Ta druga spojrzała na mnie, widząc moje zakłopotanie, powiedziała, że jej przyjaciółka jest bardzo bezpośrednia, żebym się nie przejmowała, że po prostu chcą spędzić więcej czasu razem. Po czym chora kobieta wtrąciła, że  oczywiście, że chcą, bo to ostatni wspólny wyjazd. Widziałam łzy w oczach kobiet, a ja dalej milczałam, bo uznałam, że milczenie jest najbardziej odpowiednią formą reakcji na tę sytuację.

Chwila milczenia spowodowała, że w tle usłyszałam głos mężczyzny, który sprzedawał lody na plaży. Spojrzałam na nie i zapytałam, czy mają ochotę zjeść coś, że może właśnie lody. Poczułam się dziwnie, jakbym była nieczuła, bo przecież one mówią o tak trudnych sprawach, a ja proponuje lody. Na co jedna z nich odparła, że w końcu coś normalnego, że w końcu mogą przełamać się i zrobić coś więcej. Spojrzałam na nie, na mężczyznę sprzedającego lody i zrozumiałam, że czasem błaha sprawa jest jedyną, błahą, bardzo normalną rzeczą w życiu ludzi. Jakie to musi być trudne, pomyślałam, ale przecież nie zapytałam, bo było mi zwyczajnie głupio. Mężczyzna podszedł, zapłaciłam za lody i zaczęłam rozmowę o zupełnie przyziemnych sprawach, jak drożyzna w sklepach, puszki pozostawione na plaży, po udanej imprezie młodych ludzi, jak piękny zachód słońca, który był za nami i który powoli zamieniał się w półmrok. Kobiety cieszyły się, a ja z zażenowaniem próbowałam nie powiedzieć, nic co mogłoby być głupie, czułam się bardzo spięta, chyba to widziały, bo kiedy zebrałyśmy swoje rzeczy już z chłodnego piasku powiedziały, że bardzo mi dziękują, byłam taką normalną osobą, z którą można było zwyczajnie porozmawiać, po czym przytuliły się i odeszły.

To było tak strasznie dziwne, tak okropnie dziwne. Wróciłam do hotelu, zostawiłam rzeczy w pokoju, miałam jeszcze popracować, ale zmieniłam zdanie, wróciłam na partner, wychodząc z hotelu uśmiechałam się do ludzi. Idąc wzdłuż ulicy, miałam w głowie jedną wielką dziurę. Nie zdarzało mi się to zbyt często. Zastanawiałam się, dlaczego ludzie stają w obliczu takich tragedii, a ja pochłonięta swoją pracą myślałam, że każdy ma swoje centrum świata, wokół jakiegoś biurka, wokół jakiegoś komputera. Jak ja się myliłam, ludzie mają straszne problemy i trudne sprawy do rozwiązania, których często rozwiązać się nie da. Spędziłam resztę tych wakacji na poznawaniu ludzi, tak spędzam każde wakacje do dziś. Nauczyło mnie życie, że czasem jedna rozmowa potrafi zmienić nasz punkt widzenia. Przecież, jak mówi stare przysłowie, „punkt widzenia zależy od punktu siedzenia” i czasem warto przesiąść się na czyjeś krzesło, żeby zobaczyć życie z jego perspektywy. Czasem życie uczy nas różnych scenariuszy, czasem zdarza się, że odbywamy takie lekcje nawet na wakacjach.