Wojenne piekło
Richard Avedon, przed którego aparatem pozowała Veruschka, okrzyknął ją najpiękniejszą kobietą świata. W latach 60. była prawdziwą ikoną modelingu oraz ekranu. Jej magnetyzująca uroda w połączeniu z oryginalnym pseudonimem sprawiała, że kojarzyli ją wszyscy. Urodzona w arystokratycznej rodzinie Vera von Lehndorff nie miała jednak łatwych początków. Jak wyglądała droga hrabiny do sławy?
Siedzibą rodu przyszłej gwiazdy był pałac w Sztynorcie (obecnie wieś położona w województwie warmińsko-mazurskim w Polsce), w którym spędziła pierwsze pięć lat życia. Niemieckojęzyczna artystka przyszła na świat w przededniu II wojny światowej w 1939 roku. W ogarniętej nazistowskim obłędem III Rzeszy rodzina Very nie mogła czuć się bezpiecznie. Ojciec dziewczynki sprzeciwiał się bowiem hitlerowskiemu reżimowi. W 1944 roku zaangażował się w nieudany zamach na Führera w jego kwaterze w Wilczym Szańcu, przez co został stracony, a świat jego bliskich runął niczym domek z kart.
Matka Very trafiła do obozu pracy, a ona sama wraz z siostrami do domu dziecka prowadzonego przez SS. Kobiety szczęśliwie przetrwały wojnę. Powrót do codzienności wymagał od nich cierpliwości i determinacji. Przez pewien czas tułały się po obozach dla uchodźców, korzystały też z pomocy znajomych.
Na początku lat 60. usamodzielniona Vera wyjechała do Florencji, gdzie studiowała wzornictwo przemysłowe. Ostatecznie porzuciła kierunek i zaczęła dorabiać jako fotomodelka za sprawą imponującego wzrostu 1,83 m oraz wyrazistych rysów twarzy. Pierwszy sfotografował ją Ugo Mulas. Wtedy też przyjęła pseudonim Veruschka, wobec którego nikt nie pozostawał obojętny.
Muza Antonioniego
Zachęcana przez pierwsze sukcesy we Florencji Veruschka spróbowała swoich sił w Nowym Jorku – bezowocnie. Metropolia nie była jeszcze na nią gotowa. W Stanach Zjednoczonych wciąż trwała moda na platynowe seksbomby o pełnych kształtach. Amerykanie wzdychali do filmów z Marilyn Monroe czy ponętnych zdjęć Kim Novak. Veruschka odznaczała się natomiast wyjątkowo szczupłą sylwetką i śniadą cerą. Wkrótce to jej typ urody zdominuje modeling. W tamtym czasie została jednak zmuszona do powrotu do Włoch – ku szczęśliwemu obrotowi spraw.
Za sprawą fotografa Johnny’ego Moncady Veruschka zdefiniowała nowoczesną kobiecość. Z jej zdjęć biła niezależność. Modelka łączyła wolnościowego ducha z drapieżnością, ale też melancholią – ubrana w czarne suknie, ze specyficznym, nostalgicznym spojrzeniem wyrażała dekadenckie nastroje swoich czasów. Tak zainspirowała kolejnych twórców – od Salvadora Dali do Andy’ego Warhola, którym towarzyszyła w trakcie ich performance’ów.
Kluczową postacią w życiu Veruschki okazał się mistrz włoskiego kina Michelangelo Antonioni. Reżyser łączył w swej twórczości egzystencjalne motywy z wnikliwą obserwacją złożoności kobiecej psychiki. Obsadził modelkę w „Powiększeniu” (1966). W swoim aktorskim debiucie Veruschka zagrała… samą siebie. Już była legendą. Wystarczyło, że będzie wić się na podłodze w błyszczącej sukni z wycięciami przed ekranowym fotografem zagranym przed Davida Hemmingsa.
Scena została okrzyknięta jedną z najseksowniejszych w historii kina, a sama Veruschka stała się uosobieniem erotycznego wyzwolenia. Symbolizowała niemal dziką kobiecość hamowaną wyłącznie przez rozmarzone, jakby odrealnione spojrzenie.
Artystka totalna
Sukces arcydzieła Antonionego jedynie umocnił pozycję Veruschki w branży. 11 razy trafiała na okładkę „Vogue’a”. Fotografował ją Helmut Newton, Bert Stern czy Irving Penn – najwięksi w swej profesji. Inspirowała również projektantów od Toma Forda do Michaela Korsa. Pracowała dla domów mody Yves Saint Laurent czy Paco Rabanne.
Jej zainteresowania wykraczały daleko poza modeling. Jako artystka Veruschka stała się jedną z pionierek bodypaintingu. Gdy zdystansowała się od świata mody w drugiej połowie lat 70. – poświęciła się właśnie sztuce. Wraz z awangardowym malarzem Holgerem Trülzschem ujmowała swoje ciało niczym żywą rzeźbę czy płótno, prezentując na nim obrazy. Później dowiodła też swoich umiejętności wokalnych. W 2006 roku zagrała w „Casino Royale” z uniwersum Jamesa Bonda u boku Daniela Craiga i Evy Green.
Powrót do korzeni
Swoje życie oddała sztuce, nigdy nie wyszła za mąż. W ostatnich latach Veruschka pielęgnuje pamięć o przodkach i jej rodzinnym dramacie. W trakcie wojny we własnej ojczyźnie uchodziła za córkę „zdrajcy”, co wywarło na niej trwałe piętno. Dopiero później zmiany polityczne pozwoliły na uznanie bohaterskiego czynu jej ojca.
Kilka lat temu Veruschka odwiedziła Polskę. Po upływie ponad sześciu dekad zobaczyła ponownie Sztynort. Zaangażowała się w ratowanie zabytku. Powróciły do niej wspomnienia dzieciństwa.
W jednym z wywiadów wyznała: „Gdy stałam przed pałacem, wracała do mnie jedna myśl – moje życie byłoby kompletnie inne, gdybym tam mieszkała, dorastała w tym otoczeniu, w arystokratycznej rodzinie. Pewnie poślubiłabym księcia albo arystokratę i żyła bardzo nudnym życiem. Za to pięknym i spokojnym. Czy to by mi się podobało? Nie wiem, ale pewnie nie zostałabym artystką”.
Więcej o sylwetkach kobiet znajdziecie tutaj.




