W kowbojskim świecie

W kowbojskim świecie
Fot. Aleksandra Karkowska

Kapelusze i buty „skosy”. Konie, krowy, owce i winiarnie. Miłość do natury i zwierząt, szacunek do ziemi i ludzi, honor. Prawdziwe i autentyczne życie.

Creston to niewielkie miasteczko, które przejdziemy wzdłuż w 15 minut i w poprzek w kolejne 15. Od budynku straży pożarnej, który znajduje się przy wjeździe do miasteczka od północnej strony do restauracji Loading Chute, która jest ostatnim budynkiem w granicach miasta, jest jeden kilometr.

Miasteczko jest położone „w środku niczego” – jak mawiają Amerykanie „in the middle of nowwhere”, ale to jest właśnie jeden z największych jego atutów. Nie mamy żadnych oczekiwań dotyczących wielkiej architektury, wysokich gór czy silnego oceanu. Jest położone w Środkowym Wybrzeżu Kalifornii, w ramach hrabstwa San Luis Obispo.

Wjeżdżamy w malowniczą krainę pagórków i wzgórz, na których albo pasą się konie czy krowy albo rosną winorośle. W okolicy Paso Robles, jest ponad 300 winiarni. To dobry powód, by tu zajechać. Winiarskie wycieczki (wine tours) są tu bardzo popularne. Można też zajechać do dowolnej winiarni na testowanie wina.

Miasteczko zostało założone w 1884 roku. Jest tu szkoła, kościół, biblioteka, poczta, restauracja, spożywczy sklepik lokalny, sklep z kowbojskimi ubraniami i gadżetami, i oczywiście bar. Nie mogłam się oprzeć, by nie wejść i nie wypić w nim szklaneczki whisky.

Najpiękniejsze w Creston jest to, że mamy wrażenie, że całe miasteczko wygląda jak z filmu, a jest jak najbardziej autentyczne i prawdziwe. Tu życie toczy się naprawdę.

Mieszka tu kilkadziesiąt osób, głównie na ranczach. To kowboje, którzy w większości żyją tu właśnie z dziada pradziada. Nie sprzedają chętnie ziemi. Cenią ją najbardziej. Ziemia to żywicielka, na niej mogą wypasać zwierzęta. Każde prawdziwe domostwo, tu ranczo, to nie tylko dom, ale stodoła, zagrody dla zwierząt, pastwiska. Muszą być krowy, owce, konie, a nawet kaczki czy kury.

Creston słynie z zawodów rodeo. Co roku, od 1996, we wrześniu odbywa się tu Creston Rodeo Classic. To trzydniowe zawody, które przyciągają kowbojów i kowbojki z całej Kalifornii, a także z innych stanów. Podczas rodeo odbywają się zawody związane z pracą pionierów, z pracą „pasterzy”- opiekunów bydła czy owiec. Są więc konkursy dotyczące dzielenia bydła, łapania na lasso, ujeżdżania barana itp. Czuję, że wrócę tu kiedyś właśnie we wrześniu, żeby tego doświadczyć.

W tej okolicy można się zatrzymać w wybranym ranczo, wybrać się na przejażdżkę konno, spróbować lokalnego wina, albo po prostu posiedzieć przy ognisku, obserwując piękno okolicy. Ja podczas pobytu miałam dodatkową lokalną atrakcję, jaką była parada z okazji świąt Bożego Narodzenia. Wspaniałe było zaangażowanie lokalnej ludności w organizację tego wydarzenia. Autentyczność jest tu widoczna na każdym kroku.

Szczerze polecam takie miejsca.

Aleksandra Karkowska – autorka międzypokoleniowych książek "Banany z cukru Pudru", "Na Giewont się patrzy", „Marsz, marsz BATORY", „FOTO z misiem”. Od 2015 roku prowadzi Oficynę Wydawniczą Oryginały. Działa społecznie na warszawskiej Sadybie. Kocha fotografie i podróże.

Fot. Aleksandra Karkowska