W stepie szerokim… w Kirgistanie

W stepie szerokim… w Kirgistanie
Gospodartwo pasterzy nad Jeziorem Song Kul, fot. Aleksandra Karkowska

Konie, krowy, owce! Pasterze i jurty! Szeroki step, w tle wysokie góry, a w duszy poczucie wolności.

Kirgistan… kraj położony za górami, za morzami… pomiędzy Kazachstanem a Chinami, graniczy też z Tadżykistanem i Uzbekistanem. W okresie radzieckim nazywany Kirgizja. Jedna z republik Związku Radzieckiego. Niepodległy od 1991 roku.

Zajmuje mniej więcej 1/3 powierzchni Polski, zamieszkuje go niecałe 7 mln ludzi. Ponad 90% powierzchni tego kraju to góry, Thienszan. Ale o górach napiszę następnym razem.

Kirgistan to też stepy! A jeśli stepy to stada zwierząt, owiec, krów, koni, to pasterze, to jurty. To wolność!

Życie koczownika jest skoncentrowane na prostych zadaniach dnia codziennego, zgodnie ze wschodem i zachodem słońca, pod dyktando potrzeb wypasanych zwierząt.

Dzisiaj życie takie prowadzone jest przez kilka miesięcy w roku, latem. Jesienią wszyscy zjadą do wiosek i miasteczek położonych niżej, tam też zagonią zwierzęta. Dzieci pójdą do szkoły. I wszyscy będą czekali na wiosnę, aż stopnieją śniegi w górach, by ruszyć znów tam…

Na stepie żyje się w jurtach.

Obecnie większość ma kilka jurt więcej, dla turystów. W lipcu, ja byłam taką turystką, nad Jeziorem Song Kul. Polecam wybrać jurty należące do gospodarzy, a nie na kempingu. W takiej „agroturystyce” możemy się poczuć jak u cioci na wakacjach. Możemy zaobserwować proste życie z bliska. Konie, osły, krowy, owce… Trzeba przywieźć rano wodę ze studni, konno lub na ośle. Trzeba napoić zwierzęta. Trzeba rozpalić ogień w „polowej” kuchni.

Tu nie ma telewizji czy Internetu. Nie ma pralki ani zmywarki.

Łazienka to umywalnik ustawiony na środku pomiędzy jurtami, toaleta to latryna kilkanaście metrów dalej. Kuchnia jest „polowa”, w namiocie. Ale jest jurta jadalna. Tu zawsze stół jest nakryty dla gości. W Kirgistanie na stole zawsze będą konfitury w szklanych czarkach, cukier, owoce czy słodycze na stole.

Ale są konie! I step! I czas! Jest wolność!

Aleksandra Karkowska – autorka międzypokoleniowych książek „Banany z cukru Pudru", „Na Giewont się patrzy", „Marsz, marsz BATORY", „Mewa na patyku”, „Foto z misiem”. Od 2015 roku prowadzi Oficynę Wydawniczą Oryginały. Działa społecznie na warszawskiej Sadybie. Kocha fotografie i podróże.