Zdrowy i kulturalny wypoczynek ludu pracującego miast i wsi. Jak wypoczywano w czasach PRL-u?

Zdrowy i kulturalny wypoczynek ludu pracującego miast i wsi. Jak wypoczywano w czasach PRL-u?

„Jesteśmy na wczasach” śpiewał przed laty Wojciech Młynarski.  Nie tak dawno, bo jakieś 40 lat temu społeczeństwo polskie na urlopy wyjeżdżało  do ośrodków i do sanatoriów. Urlopowicze dostawali przydziały, a kuracjusze skierowania.  Odpoczywać można było często za bezcen. To tutaj można było odpocząć, zadbać o zdrowie i popracować nad swoją kondycją fizyczną. Głównie były to ośrodki nad morzem i w górach.

Prawo do wczasów pracowniczych zapewniała konstytucja z 1952 roku. „Organizacja wczasów, rozwój turystyki, uzdrowisk, urządzeń sportowych, domów kultury, klubów, świetlic, parków i innych urządzeń wypoczynkowych stwarzają możliwości  zdrowego i kulturalnego wypoczynku dla coraz szerszych rzesz ludu pracującego miast i wsi”. Taki był zapis w konstytucji, a Polacy chętnie z tego zapisu korzystali. Pracownicy, a także ich żony i dzieci sypiali w domkach kempingowych lub potężnych hotelach, które wciąż zdobią polskie plaże i górskie uzdrowiska. Stanowią wspomnienie czasów PRL i trzeba przyznać, że niektóre z nich są perłą architektoniczną i nietuzinkowym wizjonerstwem ówczesnych architektów.

Mieszkańcy Dąbrowy Górniczej chętnie odwiedzali Pogorię, tyszanie – Paprocany, a  ci co mieszkali w Katowicach i Mikołowie – Starganiec. Każde z tych miejsc odwiedzali fotoreporterzy Dziennika Zachodniego i Trybuny Robotniczej.

Same ośrodki może sprawiały wrażenie  molochów, ale  z zewnątrz tworzyły ciekawe konstrukcje, czego przykładem może być  Zakład Przyrodoleczniczy w Kołobrzegu czy Centrum Rehabilitacji Rolników w Szklarskiej Porębie. To tutaj w 1974 roku rozpoczęto budowę luksusowego ośrodka wypoczynkowego dla Komitetu Centralnego PZPR. Projektantem był  Stefan Janusz Müller. Ośrodek był zaawansowany technologicznie i ekskluzywny jak na tamte czasy. Wyposażono go w agregaty prądotwórcze, osobne ujęcie wody. Miał również własną centralę telefoniczną. Dygnitarze mogli korzystać z sauny, gabinetu balneologicznego, kawiarni, klubu z kręgielnią, krytego basenu. Sala jadalna i bankietowa  były wyposażone w klimatyzację i mogły pomieścić 160 osób. Obecnie mieści się tu Centrum Rehabilitacji Rolników KRUS „Granit”. Obiekt jest perełką. Zachwyca wyglądem i sposobem wpisania w krajobraz. Od strony ulicy budynek liczy 3 kondygnacje, a od strony potoku  kolejne poziomy układają się tarasowo w kształt wachlarza, schodząc aż 9 kondygnacji w dół. Dolne piętra zostały przykryte trawiastymi dachami. Okna otwierają się na staw i piękny górski krajobraz  u podnóża Karkonoszy.

Kolejnym miejscem wypoczynku naszych rodaków były domy leczniczo-wypoczynkowe w Ustroniu.

Architekci Buszko i Franta stworzyli arcydzieło – obiekty kojarzące się ze skałami, które wyrastają ze zbocza. Budynki mają kształt piramidy. Każdy z pokoi ma nasłoneczniony balkon oraz fantastyczny widok na malownicze tereny. Dzielnica Leczniczo-Rehabilitacyjna w Ustroniu- Zawodzie położona jest na zboczach Beskidu Śląskiego. W skład całego kompleksu, który powstał w latach 1959-1970  wchodzą m.in. szpital reumatologiczny, domy leczniczo-rehabilitacyjne, zespół usługowy z halą spacerową, pijalnia wód.

Niewątpliwie perłą polskich uzdrowisk jest  Krynica Zdrój o dwusetletniej tradycji przyrodoleczniczej. Miejsce te bogate jest w wody mineralne i klimat o charakterze alpejskim. Może też się szczycić  wspaniałymi widokami. Potencjał Krynicy Zdroju zauważył architekt Feliks Księżarski, który zaprojektował w 1869 roku pierwszą Pijalnię Główną, zlokalizowaną w samym centrum Krynicy. W setną rocznicę powstania budynku został on rozebrany, a na jego miejsce  powstał nowy pawilon projektu Stanisława Spyta i Zbigniewa Mikołajewskiego. Budynek został zbudowany w stylu modernistycznym z dużą ilością przeszkleń. Na obszarze 4,5 tys. metrów kwadratowych znajduje się sala koncertowa na 350 osób oraz ogród zimowy.

Patria to kolejny luksusowy pensjonat, który powstał dla polskiego tenora Jana Kiepury, który często zaglądał do Krynicy. Projektantem hotelu był Bohdan Pniewski. Charakter tej budowli ma cechy charakterystyczne dla okresu międzywojennego i nosi cechy klasycyzmu. Patria ma 4 kondygnacje z balkonami i dużym tarasem na parterze. Wnętrza noszą powiew międzywojennej awangardy i dawnych dancingów. Dawniej bawiła się tu elita. Hol i recepcja tonie w marmurach i alabastrach sprowadzanych ze Lwowa. Parter jest przeszklony. Mieści się tu jadalnia, a na piętra można się dostać przepiękną klatką schodową. Atrakcją tego miejsca jest taras widokowy połączony z apartamentem Kiepury.

Na uwagę zasługuje wybudowany w latach 1968-1970 Zespół Domów Wypoczynkowo-Szkoleniowych Hutniczego Przedsiębiorstwa Remontowego w Porąbce koło Bielska-Białej zwany Kozubnik. Stał się legendą architektury PRL-u. Ośrodek ten miał być bazą wypoczynkową dla pracowników śląskich zakładów. Ośrodek podobnie jak „Granit” wyposażony był we własne ujęcie wody, oczyszczalnię ścieków, awaryjne zasilanie.  Kozubek odwiedzali również partyjni dygnitarze. To tu odbywały się ważne narady i rozmowy. Mówiło się też, że w razie konfliktu zbrojnego miało się tu znajdować  zapasowe centrum dowodzenia Układu Warszawskiego. Jednak z chwilą transformacji ustrojowej zaczęła gasnąć świetność ośrodka. Teren został przejęty przez prywatnego inwestora w latach 90 -tych, jednak firma ogłosiła upadłość i od roku 2013 budynek zaczął popadać w ruinę.

Kolejnym ciekawym miejscem jest Dom Wypoczynkowy „Harnaś” w Bukowinie Tatrzańskiej. Budynek powstał w latach 1966-69. Został zaprojektowany przez architektów Leszka Filara, Przemysława Gawora i Jerzego Pilitowskiego. Stał się ekskluzywnym budynkiem mieszczącym 120 pokoi, które dzięki usadowieniu budowli ukośnie do zbocza góry są nasłonecznione i chronią go przed działaniem silnych wiatrów. Dom wypoczynkowy ma trzy kondygnacje wyposażone w balkony. Parter jest przeszklony. Znajduje się tu stołówka i świetlica.

Kurort, który został wybudowany w 1964 roku i przetrwał do dziś to Sanatorium Uzdrowiskowe  „Bałtyk” projektu Haliny Gurianowej i Edmunda Goldzamta. Budynek jest mocno przeszklony, ma 8 kondygnacji oraz zakończony na półokrągło pawilon, wysunięty w stronę morza.

Interesującą budowlą, zaprojektowaną przez Tadeusza Ćwierdzińskiego i Zofię Eldring w 1968 roku jest Zakład Przyrodoleczniczy w Kołobrzegu. Budynek ma ciekawą frontową elewacją w formie rzeźby wygiętej w łuk, która został pokryta mozaiką autorstwa Ireny Zahorskiej i Olgierda Szerląga. Architekci projektując front wzorowali się na słojach drewna. Do jej powstania użyto kolorowych kamieni z plaż oraz potłuczonych płytek ceramicznych.

Urząd Rady Ministrów (URM)  był dużym pracodawcą i posiadał swoje ośrodki wczasowe. Istniały dwie kategorie ośrodków. Dla pracowników URM i rządowe. Takie ośrodki jak Arłamów, Łańsk czy Rybaczówka były zarezerwowane dla dygnitarzy. Tu zwykli pracownicy nie mieli dostępu, ale wypoczywali w innych ośrodkach. Zazwyczaj wczasowicze się znali. Ośrodki nie były luksusowe, warunki i wyposażenie też różniły się w zależności od ośrodka. Nie było łazienek w pokojach. Wyposażenie pokoju stanowiły łóżka, szafa, stół z krzesłami, obrazek na ścianie, koce, leżaki, szklanki i czasami radio. Całe wyposażenie było spisane i wisiało w ramce na ścianie. Dojazd do ośrodka był możliwy dzięki podstawionym autobusom Gospodarstwa Pomocniczego URM. Były to Autosany, jugosłowiańskie TAM-y, Ikarusy.  Wyjątkiem był ośrodek w Bułgarii. Tam latały samoloty 36 pułku specjalnego lotnictwa transportowego. W latach 80-tych  były to Iły-18A, a później Tupolewy. Autokar z wczasowiczami podjeżdżał pod samolot. Zabierano paszporty do podstemplowania, a żołnierze pakowali bagaże do samolotu. Nie było kontroli celnej.

Wypoczynek odbywał się w turnusach.  Ośrodki letnie były wybudowane nad morzem, a ośrodki zimowe głównie w Zakopanem. Istniał również ośrodek pod Warszawą w Małej Wsi. Ośrodek ten poza sezonem służył jako miejsce konferencji, a latem jako ośrodek kolonijny.

Nad morzem ośrodki były rozlokowane w Świnoujściu, Grodnie, Kołobrzegu i Sopocie. W górach: Wisełka, Polana Zgorzelisko, Antałówka w Zakopanem, wspomniana wcześniej Patria, Grupa mickiewiczowska czyli trzy budynki Telimena, Willa Zosia i Pan Tadeusz oraz Polski Dom w Drużbie koło Warny.

Największym letnim ośrodkiem było Grodno obecnie przekazane Wolińskiemu Parkowi Narodowemu. Na 100 ha obszaru leśnego  powstało pięć willi. Dla wczasowiczów dostępne były 3.  W największym budynku działało kino z salą projekcyjną. Ciekawostką jest , że willa podczas wojny służyła jako miejsce wypoczynku Göringowi, po wojnie obiekt przejęła Armia Radziecka, a później Wojsko Polskie.

W willach nie było łazienek w pokojach. Dopiero w wyniku remontów w 1985 roku zbudowano łazienkę w willi pierwszej. Oprócz tego były luksusowe domki fińskie. Tam wypoczywała elita. Domki szwedzkie o niższym standardzie oraz 4 domki zwane budami.  Każdy domek miał 6 pokoi i jedną łazienkę  na 3 pokoje. Z dawnej kantyny wojskowej zrobiono stołówkę, w której był sklepik. Można było w nim kupić napoje bezalkoholowe, pocztówki, słodycze. Plaża nie była tak oblegana, gdyż była tylko do dyspozycji wczasowiczów. Z Grodna można było zrobić sobie 8 km spacer do Międzyzdrojów, lub 3 km do Wisełki.  W Grodnie było małe jeziorko z wysepką, na której postawiono pagodę. Z dobrodziejstwa tego jeziorka korzystali wędkarze, łowiąc ryby oraz amatorzy wodnego wypoczynku. Można było wypożyczyć rowery wodne, łódki i kajaki i cieszyć się bliskością przyrody.

W ośrodkach za standard uchodził stół do ping-ponga, piłkarzyki, bilard, można też było wypożyczyć książkę z biblioteki. Teren ośrodka był zamknięty. Pilnował go stróż, który wywieszał odstraszające wywieszki dla ciekawskich typu: „teren wojskowy”, „teren zaminowany” albo „złe psy”.  Na terenie ośrodka funkcjonowała szklarnia, domek pracownika, wielki zbiornik na paliwo, które było potrzebne do ogrzewania i na potrzeby kuchni. W ośrodkach jako suchy prowiant podawano kanapki, jajko na twardo, pomidory, ogórki.

Ośrodki w Świnoujściu i Kołobrzegu były średniej wielkości. Świnoujście cieszyło się pewną popularnością, bowiem w pewnym momencie po podpisaniu umowy z NRD można było na dowód osobisty udać się tam na zakupy. Najmniejszym ośrodkiem był Kamienny Potok w Sopocie. Nie cieszył się jednak popularnością ze względu na duże zanieczyszczenie Zatoki Gdańskiej, a tym samym  brakiem kąpieli.

Polski Dom Wypoczynkowy w Drużbie ma ciekawą historię. W 1928 roku Bułgarię nawiedziło trzęsienie ziemi. W ramach solidarności Polska udzieliła pomocy Bułgarom. Za ten piękny gest Bułgarzy chcieli się odwdzięczyć Polakom i przekazali im działkę pod Varną. Powstał tam dom wypoczynkowy, usytuowany nad samą plażą. Obecnie dom istnieje, ale trzeba w nim przeprowadzić kapitalny remont, a działki nie można sprzedać, ponieważ była prezentem. Dom miał status placówki dyplomatycznej. Przyjeżdżały tam dwie grupy Polaków. Pierwsza grupa w sobotę, druga w niedzielę. Pokoje głównie były dwuosobowe, były też apartamenty. Przyjeżdżały tam osoby na wysokich stanowiskach rządowych, takie jak profesor Krawczuk ówczesny minister kultury.

W latach 80-tych podawane wino do obiadu otrzymywały osoby , które ukończyły 15 rok życia. Młodzi więc chętnie wymieniali wino na ananasy w puszce w recepcji. Za domem znajdował się sad z brzoskwiniami, które były podawane na deser.  Ośrodek miał wydzielony kawałek plaży, a każdy pokój miał swój parasol na plaży. Wejście na plażę było płatne. Otrzymywało się przepustki. Polski Dom organizował wycieczki do Neseberu, Bałcziku, na Kaliarkię, do Albeny, Rumunii. Najbardziej luksusowym ośrodkiem w górach był ten w Polanie Zgorzelisko, może przez skórzane fotele w salach klubowych. Kierownikiem ośrodka był major, część obsługi stanowili żołnierze. Jedzenie było pyszne, zwłaszcza desery. Powietrze krystaliczne, a z każdego pokoju można było się delektować pięknym, górskim widokiem w otoczeniu lasu.

Największym domem wypoczynkowym była Antałówka w Zakopanem. Był to ośrodek kolonijny. Przyjeżdżały  tam w ramach wymiany dzieci z NRD.

Ośrodek w Wisełce składał się z Pałacyku i budynku wczasowego. Stołówka była w Pałacyku. Obecnie Wisełka należy do Kancelarii Prezydenta.

W latach 90-tych zakładowe ośrodki wypoczynkowe zostały stopniowo wyprzedawane. Wiele ośrodków wykupionych przez prywatne osoby przestało istnieć. Te, które przetrwały, musiały przystosować się do nowej sytuacji w kraju. Zostały przekształcone w ośrodki szkoleniowe, centra konferencyjne lub jako miejsca do wynajęcia na imprezy firmowe i okolicznościowe.

Dawniej duża część ośrodków wypoczynkowych była we władaniu Polskich Kolei Państwowych. W wyniku przekształceń organizacyjnych zostały one przekazane do spółki Natura Tour, w której PKP ma 80% udziałów. Z ośrodków korzystają klienci ze spółek z grupy PKP, ale też klienci zewnętrzni. Rozwijana jest działalność szkoleniowa, a dzięki bazie w wielu atrakcyjnych miejscach, głównie nad morzem i w górach, chętnie się je wynajmuje.

KGHM, globalny potentat w produkcji miedzi z turystyki, zrobił dodatkowy biznes. W latach 70-tych  ubiegłego wieku KGHM zaczął rozwijać bazę wypoczynkową i budować ośrodki wypoczynkowe. W 1992 roku powstała firma Interferie, która weszła na warszawską giełdę. Do dziś funkcjonuje osiem obiektów nad morzem i w górach.  Grupa stawia na leczenie uzdrowiskowe, rehabilitacyjne, usługi SPA & wellness oraz medycynę estetyczną.

Firma ArcelorMittal Poland, będąca jednym z przedsiębiorstw koncernu międzynarodowej  grupy hutniczej, posiada w swych zasobach trzygwiazdkowy hotel „Jaskółka” w Ustroniu, z którego mogą korzystać pracownicy firmy, jak i kliencki zewnętrzni. Oddział firmy w Zdzieszowiczach administruje Centrum Rekreacyjno-Szkoleniowe Hotel Karolinka w Karpaczu i Ośrodka Wczasowego w Świnoujściu. Do dyspozycji gości jest 14 domków kempingowych.

Wypoczynek z biegiem lat stał się luksusem i nie wszyscy mogą sobie na niego pozwolić. Jest tak do dziś. Miejsca wypoczynkowe są dobrem luksusowym. Mimo to duża część Polaków wyjeżdża i korzysta z wypoczynku w kraju.

Zakładowe wczasy w okresie PRL stały się niemal kultowe. Wczasowicze z tamtych lat z łezką w oku wspominają czas w ośrodkach wczasowych. Mimo ciasnoty, korzystania z toalety na zewnątrz i zimnej wody w kranie było wesoło i tanecznie (dancingi). Jadało się w stołówce, gdzie stoliki przykrywał ceratowy obrus. Były ogniska, rozmowy, śmiechy. Poznawało się ludzi z różnych stron, przeżywało pierwsze miłości. Potem pisano listy i wspominało te wyjazdy.

I, jak śpiewał Marek Grechuta, można powspominać: „Lato, lato, lato ech, że Ty…”.